ROZDZIAŁ 9 ♥
Szczerze byłam w kropce. Bałam sie, że może się stać tak, jak mówiła Pix, ale z drugiej strony coś ciągnęło mnie do Justina.
Gdy oddalił się od moich ust poczułam się dość nieswojo. Nie wiedziałam, co robić, co mam powiedzieć. Chciałam stamtąd jak najprędzej uciec. Spojrzał w moje oczy jeszcze raz. Tym razem dokładniej, jakby chciał z nich coś wyczytać.W jego wzroku dalej malował się smutek..a do tego te błyszczące, zmoczone tęczówki a gdzieś na dole spływająca po policzku jedna kropla łez. Ale jakże słonych i smutnych łez.Nie do opisania.
-Daj nam szanse..- wyszeptał.
-Ale..po co? Justin, po co? Przecież i tak nam się nie uda. Zrozum. To nierealne.
-To nie prawda...Prosze, chociaż spróbujmy...- powiedział równie cicho jak przedtem.
Na serio szkoda mi się go zrobiło. Głęboko w sercu chciałam dać nam szanse. Ale rozum podpowiadał mi zupełnie co innego. Bałam się, strasznie się bałam. Tego, co by było, gdybyśmy się związali. Przecież ci wszyscy paparazzi, wywiady, plotki. Chyba bym tego nie zniosła. Do tego na każdym kroku mogłabym zostać sfotografowana. Nie przywykłam do takiego życia i pewnie nigdy tego nie zrobię.
Do tego doszłyby jeszcze przede wszystkim hejty. Wiem, że beliebers by to zrozumiały. Ale co innego fanki. One marzą by z nim być i tyle. Nie liczy się nawet dla nich jego szczęście.
-Nie Justin..przepraszam Cię...Nie mogę...-powiedziałam cicho.
Nie czekałam na jego odpowiedź. Z resztą znów byłoby to coś w stylu "Proszę, zależy mi na tym" a ja już nie mogłam tego słuchać, miałam dość. Chciałam to wszystko przemyśleć, odpocząć od tego. Zastanowić się. Podniosłam się i zniknęłam Justinowi z oczu. Może i tak było lepiej. W ogóle po co ja się z nim spotkałam? Mogłam tego nie robić. Dobra, teraz i tak już tego nie zmienię. Weszłam do domu. Moja rodzina jak zwykle cała radosna i wesoła. Przewróciłam oczami i usłyszałam powitalny głos rodziców. Zaraz przybiegł do mnie Brandonek. Posiedziałam z nimi chwilę. Przy okazji dowiedziałam się, że za kilka dni rodzice jadą do wujka. Więc zostaje sama z Brandim i Camillą. Miałam nadzieję, że będę miała chwilę spokoju za ten czas. Faktycznie w pierwszy dzień gdy rodziców nie było bardzo odpoczęłam. Cały dzień siedzieliśmy przed telewizorem i ogólnie było fajnie. Drugiego dnia właśnie leżałam sobie na kanapie słuchając muzyki na jakiejś stacji telewizyjnej, podczas, gdy Camilla pojechała z Brandonem do dziadków. Ich miejsce zamieszkania było oddalone ok. 20 km od naszego, więc miałam prawo sądzić, że nie będzie ich do wieczora. Z resztą nawet Cam mi to powiedziała.Miałam w takim razie cały dom tylko dla siebie. W telewizji leciała właśnie piosenka 'Can't hold us' gdy nagle usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Zerwałam się na równe nogi. Trochę się zdziwiłam. Nikt nie zapowiadał, że do mnie wpadnie, więc się przejęłam. Zawsze mam jakieś głupie przypuszczenia, gdy jestem sama w domu. Normalka. W końcu miałam tylko 16 lat. Znaczy dla mnie tylko a dla innych aż. No nic, podeszłam do drzwi. Nie widziałam dokładnie, kto to może być, jednakże drzwi miały na środku szybę. Nie było przez nią praktycznie nic widać, bo była zrobiona na "pękniętą" ale mogłam dostrzec przez nią wysoka, czarną postać. Zauważyłam tez, że ma coś na głowie, jednak nie zwróciłam na to szczególnej uwagi. Domyśliłam sie, że to wujek Michael, który mieszkał niedaleko. Szybko otworzyłam drzwi i już miałam się przywitać..
-Czeeee- przerwałam, gdy ujrzałam zupełnie kogoś innego.
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu w progu stał nie kto inny a Justin. Byłam mega zdziwiona. Na prawdę. Myślałam, że dałam mu jasno do zrozumienia,że nie będziemy już się więcej spotykać, ale jak widać myliłam się. Stanęłam zakłopotana. Spojrzałam na niego. Był jakiś inny. Inny niż ostatnio ,ale też inny niż dawniej. Jego oczy wydawały się być lekko rozpalone. Spuściłam wzrok na podłogę.
-Po co tu przyszedłeś? -zapytałam dalej nie spoglądając na niego.
Dziwnie się czułam. Pewnie miliom dziewczyn zazdrościłoby mi, gdyby się dowiedziały, że Justin do mnie przyszedł, a ja? A ja jeszcze pytam, co chce. No ale naprawdę myślałam, że da spokój, że zrozumie to wszystko. A on nie. Uparł się, że będzie do mnie przychodził. jejku...
- Przyszedłem, bo musiałem -powiedział suchym tonem.
- Mogłeś mnie chociaż uprzedzić -odpowiedziałam.
-I tak byś nie chciała się ze mną spotkać. Zrobiłabyś wszystko, żeby tego uniknąć- powiedział równie dziwnym głosem, jak przedtem.
-No to jeśli wiesz, że nie miałabym ochoty to po co przyszedłeś? - powiedziałam ostro.
- Możesz chociaż dać mi wszystko wytłumaczyć? - przymrużył oczy.
-Ale co? Myślałam, że już wszystko sobie wytłumaczyliśmy, że zrozumiałeś, że nie mogę z tobą być.
-Nie rozumiem tego nadal.
- To zrozum.
-Jezu, Miskinka wytłumacz mi to wszystko. Dlaczego nie możemy być razem. Dlaczego? Przecież wiesz, że było by wspaniale. Ale nie. I nie wiem, dlaczego. Wiesz, że mimo to, że na początku byłoby trudno dalibyśmy radę. To o co chodzi? -wkurzył się.
-Nie zrozumiesz tego.
-To możesz przynajmniej spróbować mi to powiedzieć - popatrzył na mnie zły.
-Nie, już ci wszystko powiedziałam. Poza tym nie życzyłam sobie, żebyś w ogóle do mnie przychodził-założyłam ręce.
Popatrzył na mnie w gniewie i wyszedł trzaskając drzwiami. Nie znałam takiego Justina. Tamten był delikatny, troskliwy, a ten? Ten był szorstki, zły. Nie wiedziałam, jak mam się do niego zwracać. Nie chciałam, żeby mówił coś do mnie w gniewie a ja stała przed nim smutna. musiałam mu się odgryźć. Nie wiedziałam dlaczego, ale coś mnie do tego skłaniało. Po tym całym zdarzeniu zrozumiałam, że źle postąpiłam. Mogłam spokojnie z nim porozmawiać...a nie to wszystko. Ale to było silniejsze ode mnie. Nie dałam rady z nim rozmawiać widząc go w takim gniewie.To było dziwne zjawisko. Podsumowując pomyślałam, że nie musiałam mu tego wszystkiego mówić. Mogłam to zachować dla siebie..tylko dla siebie. Ale stało się. I już się nie odstanie. Bardzo głupio się czułam. Miałam ogromne wyrzuty sumienia. I zdecydowałam, że zadzwonię do niego i przeproszę go za tą cała sytuację. Bałam się. Miałam zadzwonić do niego pierwszy raz w życiu...Ale wzięłam głęboki oddech i wybrałam jego numer. Z każdą sekundą słysząc sygnał moje serce miło coraz mocniej. Nie wiem, dlaczego. Miałam wrażenie, jakby bardzo zależało mi na tym, aby odebrał. Może i tak było, ale to było coś innego. Nie tak, jak przedtem. Pomyślałam na chwilkę, że może zaczęłam coś do niego czuć. Ale szybko próbowałam wybić sobie to z głowy. Czekałam cierpliwie aż usłyszę jego głos w telefonie lecz nic takiego nie miało miejsca. Usłyszałam tylko że abonent tymczasowo niedostępny i się rozłączyłam. To dziwne, Justin nie miałby przy sobie komórki? Justin? Ten Justin? Hmm... Wieczorem ponowiłam próbę, ale dalej nic z tego. Zaczęłam się zastanawiać. A co, jak zmienił numer? Jak mi tego nie powiedział, bo wiedział, że i tak nie będę chciała z nim gadać? Sama nie wiem..może po prostu nie ma czasu...
Usnęłam. Następnego dnia w domu byli już rodzice. Jednak szybko zabrali Brandiego i Camillę na miasto, a ja chciałam zostać w domu. Włączyłam telewizor. Dalej zastanawiałam się czy jeszcze raz nie zadzwonić do Justina, ale dałam sobie spokój. Poszłam do pokoju obok sie przebrać, gdy nagle usłyszałam że lecą wiadomości. Nie zdziwiło mnie to. Zawsze o tej porze leciały.
Przebierałam się spokojnie gdy nagle usłyszałam "JUSTIN BIEBER MIAŁ WYPADEK" stanęłam na równe nogi i w te pędy poleciałam do pokoju z którego usłyszałam te przerażające słowa. Szybko usiadłam na fotelu i zaczęłam słuchać. Od razu serce zabiło mi mocniej.
"JUSTIN BIEBER MIAŁ WYPADEK. AKTUALNIE WSZYSTKO SIĘ UNORMOWAŁO I LEŻY W PUBLICZNYM SZPITALU NR 3. PODOBNO ZDARZYŁO SIĘ TO WCZORAJ PO POŁUDNIU. NIE WIADOMO Z JAKICH PRZYCZYN JUSTIN UDERZYŁ AUTEM W DRZEWO. JEGO STAN BYŁ POWAŻNY LECZ PRZESZEDŁ JUŻ OPERACJE. LEKARZE MÓWIĄ, ŻE WSZYSTKO IDZIE POMYŚLNIE" . Słysząc te słowa od razu łzy zaczęły lecieć mi z oczu.

Nie wiedziałam, co robić. Spanikowałam. Siedziałam cała zalana łzami. Różne dziwne myśli przeszywały się przez moją głowę, ale nie miałam na to czasu. Wzięłam do ręki torebkę i ruszyłam na dwór. Wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki. Po drodze uświadomiłam sobie, że przecież to wszystko przeze mnie. To po tym, jak się ze mną pokłócił. To wtedy to się stało. To moja wina. Jak ja mogłam. Przecież mógł tego nie przeżyć. Nie wybaczyłabym sobie tego. W tym momencie właściwie doszło do mnie co tak naprawdę czuję. Uświadomiłam sobie, że jest dla mnie bardzo ważny. Że gdyby nie on... jezu no, zależy mi na nim. Nie jak na przyjacielu lecz coś więcej. Jestem głupia, musiało dojść do wypadku, żebym w końcu to zrozumiała. Teraz najważniejsze było, żeby z tego wyszedł. Nie wiedziałam do końca czy to, co krążyło mi po głowie to do końca prawda..ale tak mi się wydawało. Dojechaliśmy na miejsce i szybko wybiegłam do szpitala. Przed wejściem stała cała masa dziewczyn. Jakoś udało mi się wbiec do środka. Podbiegłam do pierwszej lepszej pielęgniarki i "przepraszam, gdzie leży Justin Bieber?" spytałam. Ogarnęłam już swój płacz lecz od czasu do czasu kilka łez spływało po moim policzku. "Drugie piętro, sala numer 28. Ale chyba nie masz szans, by tam wejść" Nie przejęłam się ostatnim zdaniem tylko ruszyłam przed siebie. Szybko stanęłam przed wejściem na salę. Zobaczyłam leżącego Justina. Był cały posiniaczony. Nie wiedziałam, czy żył. Może to głupie, ale w tym całym amoku nie wiedziałam, co się dzieje.
przepraszam za błędy. Kolejny rozdział pojawi się, gdy będą 3 komentarze :>
ily, Asia xx
awsezdtufigykj,hmgwertthfjghmhvgfsr meega *.* <3
OdpowiedzUsuńaww ♥
UsuńFajny, czekam na kolejny *.*
OdpowiedzUsuńczekam na nn
OdpowiedzUsuń