sobota, 22 czerwca 2013

rozdział 8 ♥

ROZDZIAŁ 8. ♥

Stałam jeszcze chwilę oszołomiona tym, co powiedział.
- Kto to był? -zapytał Calon.
- Ju..Justi-in..-zacięłam się.
- Co chciał? -ponownie zadał pytanie.
- Powiedział, że mamy się spotkać za 10 minut w fabryce...ale...- urwałam.
- Pójdziesz?
- Nie wiem...Chcę o nim zapomnieć. O tym, co się wydarzyło. O tym wszystkim. Nie chcę tam iść..
- To twój wybór. Jeśli nie chcesz, to nie idź. Może i tak będzie lepiej..A my także nie musimy nigdzie dzisiaj iść. Możemy zostać..z resztą..chyba będę się powoli zbierał..-powiedział.
- A nie mógłbyś ze mna zostać? Byłoby miło. Proszę.
Pokiwał głową akceptując propozycję. Byliśmy w domu całe popołudnie. Przyznaję, że czułam się głupio nie przychodząc na umówione spotkanie nawet nie pisząc dlaczego... Ale przecież to moja sprawa. Nic nie musiałam. Kiedy Calon wyszedł zamknęłam się sama w pokoju. Nawet nie usłyszałam, kiedy wrócili domownicy. Następnego dnia wyjechaliśmy wszyscy do rodziny. Ciocia Clara jest kochana, z resztą tak samo jak wujek John. Mieszkają tam też moi dwaj kuzyni. Jeden  jest w moim wieku i ma na imię Cody. Drugi- Alex ma 5 lat.
Okolica jest tam pięknie ubarwiona. Jest niesamowicie. Kocham tam przyjeżdżać. Mogę tam poleżeć na hamaku, uspokoić się. Zapomnieć o problemach. Przywitaliśmy się z kuzynami i praktycznie cały dzień spędziliśmy na świeżym powietrzu.
Razem z chłopcami, Camillą i Brandonem siedzieliśmy na hamakach, huśtając się. Tak minął nam pierwszy dzień wyjazdu. Następnego ranka obudził mnie płacz braciszka.
Wstałam, przebrałam się i zeszłam na dół.
-Pójdziesz z Brandim na spacer, dobrze? - zapytała mama w sumie nie czekając na odpowiedź.
-Ehem.
-Too ja pójdę z wami! - krzyknął Cody.
Tak też zrobił. Ucieszyłam się. Bardzo go lubię i cenię. Jest bardzo intyligentny.
Wyjechaliśmy rozmawiając.
- Spotkałeś w swoim życiu osobę z którą lepiej, żebyś się nie spotykał, ale była bardzo miła i chciałeś ją bliżej poznać? -zapytałam.
- Tak...
-I co zrobiłeś?
- Poznałem ją. Zdecydowałem, że tak będzie najlepiej. Bo gdybym wtedy nie odważył się
z nią poznać teraz byłoby całkiem inaczej.
-Czyli..radzisz mi, żebym spróbowała?
-Tak. Znam takie powiedzenie... Lepiej zaryzykować i żałować niż żałować, że się wtedy nie zaryzykowało.
To dało mi bardzo dużo do myślenia. Nie zmieniłam jednak zdania co do spotkania z Justinem.
Nie mogłam pogodzić się z tym, że musimy wyjeżdżać.
~~~~~~~~~~~~
Kilka dni później bardzo się nudziłam. Wzięłam do ręki laptopa. Włączyłam Twittera. W sumie dawno mnie tam nie było. Zalogowałam się. Zobaczyłam kilka nowych interakcji, gdzie widniały tweety o mnie lub do mnie. Na timeline królowała akcja '#69factsaboutme'. Gdzieś pomiędzy tweetami zauważyłam wpis Justina podany dalej przez mojego followersa.
Chcąc nie chcąc weszłam na jego profil Nie wiem, po co.
Zjechałam na dół. Przeczytałam parę tweetów. Gdy nagle jeden mnie zaciekawił. Było do niego dołączone jakieś zdjęcie. Przeczytałam uważnie tweeta.

' Najlepszy dzień w moim życiu. Byłem szczęśliwy. Chciałbym, by na mojej twarzy znów pojawił się uśmiech, tak jak wtedy...dzięki niej to wszystko. Schrzaniłem to, przepraszam."

Zamarłam. Najzwyczajniej w świecie. To było przerażające. Czytając twego tweeta jeszcze nie wiedziałam, że to o mnie... ale to zdjęcie. Mówiło samo za siebie. I to musiał wybrać to, na którym mnie całuje. Moje oczy zatrzęsły się i kilka łez zmoczyło mój policzek. Wcale tego nie chciałam. Ale to było mocniejsze ode mnie. Chciałabym tego nie widzieć. Cofnąć czas. Ale nie da się. Przypomniał mi sie wtedy dzień spędzony z Justinem. Jak niósł mnie na baranach, jak robiliśmy sobie zdjęcia. Było cudownie. Był szczęśliwy. A teraz..w tym tweecie..widać smutek.
Ale..lepiej, żeby pozostało tak, jak jest.
Odpisałam mu krótko 'Przepraszam' i miałam nadzieję, że nikt nie przejmie się tym tweetem.
I tak też się stało. Weszłam ponownie w reakcje. Nic nowego. Tylko zobaczyłam 'Justin Bieber favorited your tweet'. Dobrze, że nie dał RT ani nie odpisał. Mimo to dalej się bałam, że ktos odkryje, że chodzi o mnie. Chociaż zawsze, gdy spotykałam się z Justinem miał na sobie czapkę i okulary..trudno było go poznać. Z resztą, czy ja się przejmuję, przecież i tak więcej się z nim nie spotkam.
~~~~~~~~~~~
Był piątek. Siedziałam sobie na podwórku i pilnowałam śpiącego obok mnie w wózku Brandona. Słuchałam właśnie piosenki Passenger - Lat her go, gdy nagle zaczęła lecieć piosenka ustawiona jako dzwonek. Spojrzałam na wyświetlacz. Był to jakiś nieznajomy numer. No cóż wzięłam komórke i odebrałam.
-Halo?
-Mishinka? Spotkajmy się w starej fabryce na twojej ulicy o 14:00 prosze- usłyszałam znany mi do tej pory głos.
-Justin, to ty?- zapytałam.
-Tak. Proszę, przyjdź. Będę czekał.
Rozłączył się. Tym razem nie rozkazał mi przyjść tak, jak ostatnio.. Zastanowiłam się, co am zrobić i postanowiłam, że pójdę. Bo co mam do stracenia? No trudno.
Wyzbierałam się i wyszłam. Przez całą drogę wahałam się jeszcze, ale zdałam sobie sprawę, że jestem już blisko i nie mogę sie wycofać. Otworzyłam stare, metalowe drzwi. Było bardzo ciemno i ponuro. Na początku poczułam lekki powiem zimnego wiatru, aż przeszły mnie dreszcze. Gdzieś za rogiem przez okno wpadały promienie słoneczne. Stałam przy wejściu i rozglądałam się. Nie widziałam tam nikogo. W pewnym momencie zaczęłam myśleć, że jestem tam sama, a Justin powiedział, że przyjdzie tylko dlatego, żeby mnie wystawić. Żebym poczuła się tak, jak on. Może to było głupie, ale tak mi się wydawało.
Podeszłam kilka kroków do przodu i znowu przejrzałam wzrokiem każdy zakamarek.
Jednak znów ani śladu nikogo.
Już miałam wychodzić, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął wgłąb pomieszczenia.
-Ał! - krzyknęłam oburzona.
Nawet nie dałam rady zobaczyć, czy to on. Było tak strasznie ciemno. Pociągnął mnie jezscze kilka metrów dalej i dopiero wtedy mogłam zobaczyć jego twarz. Poznałam te oczy. Tą twarz. Te piękne czekoladowe tęczówki, o wspaniałym spojrzeniu, całe błyszczące. Jednak teraz nie były one tak promienne, jak kiedyś. Malował się w nich smutek. Widziałam, że to nie ten Justin, co ostatnim razem.
-Nigdy więcej mnie tak nie strasz- powiedziałam cicho.
Nic nie odpowiedział, tylko popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem. Zapadła cisza. Ogromna cisza, jakiej jeszcze nigdy nie znaliśmy. Zawsze mieliśmy o czym gadać. A teraz?
Justin siedział na wzniesieniu a ja stałam przed nim oparta o poręcz schodów. Wcale nie było mi spieszno zaczynać rozmowy. W końcu to on chciał się spotkać, nie ja. A teraz się nawet nie odzywa. Może mam się domyślić, o co mu chodzi?
-To bez sensu - pomyślałam na głos potem tego żałując- Po co chciałeś się ze mną spotkać?
Poparzył na mnie tym smutnym wzrokiem i ponownie spuścił głowę spoglądając w ziemię. Nie mogłam na to patrzeć. Wydawał się taki przygnębiony. A ja nie wiedziałam, dlaczego. Jeśli chciał to przede mną ukryć, to nie zbyt mu to wyszło. Jego oczy błyszczały się jak małe kryształki. Minę miał smutną. To było widać. Nie wiedziałam co prawda, co się stało. Czy coś przeskrobał, czy nie. Ale chciałam się dowiedzieć, co go gnębi.
-Emm- zaczęłam cicho - Coś się stało?- zapytałam spoglądając na niego.
-Dlaczego miałoby się coś stać? -zapytał.
-Bo..jesteś taki inny..taki smutny... - powiedziałam.
Popatrzył na mnie i nic nie mówiąc wlepił wzrok w swoje buty. Jak ja tego nienawidzę. Nienawidzę, jak nie odpowiada. Przyszłam tu po to, żeby z nim pogadać, a on siedzi i nic. Jezu...
-Justin! - powiedziałam, chcąc złapać z nim kontakt wzrokowy.
Popatrzył na mnie.
-Możesz mi w końcu powiedzieć, co się stało?! Przychodzę tu, bo chciałeś się spotkać. Myślałam, że chcesz pogadać, a ty siedzisz i się nawet nie odezwiesz. Jezu no! - wykrzyczałam.
Dalej się nie odzywał tylko siedział w tej samej pozycji co przedtem. Wkurzył mnie, serio. Chciałam się dowiedziec, o co chodzi, ale nie, bo muszę go błagać, żeby mi to powiedział.
Ruszyłam przed siebie i właśnie miałam skręcić w lewo gdy usłyszałam cichy głos.
-Ja tak dalej nie mogę...- mruknął, a ja ledwo go usłyszałam.
Popatrzyłam na niego.
-Ale jak?
Wróciłam i usiadłam zaraz obok niego. Spojrzałam mu w oczy.
-No tak.. Próbowałem, na prawdę. Próbowałem. Ale to mi nie wychodzi. Próbowałem..przez te trzy tygodnie zapomnieć o wszystkim, spróbować od nowa. Ale mi to nie wychodzi. Nic nie działa. Choćbym nie wiem, jak chciał to wraca..I nie odchodzi...
-Ale..o co chodzi? - zdziwiłam się tym, co usłyszałam.
Nie ogarnęłam, jaki to ma związek ze mną.
- O to, że nie mogłem o tym zapomnieć. Próbowałem. Ale nic z tego. To wszystko wraca cały czas. Myślałem, że dam radę, że tak będzie lepiej. Ale nie dałem. Codziennie myślałem o tym wszystkim. O tobie, o mnie...
Wtedy zaczęłam pojmować o co mu chodzi.
-o tych chwilach, który razem spędziliśmy. To naprawdę były najwspanialsze dni w moim życiu- dokończył.
W tym momencie przysunął swoją rękę do mojej i złączył nasze dłonie.
Nie chciałam mu się teraz wyrywać. Chciałam tylko ,żeby dokończył mówić to, co chciał mi powiedzieć.
-Te trzy tygodnie, kiedy cię nie widziałem, kiedy miałem świadomość, że nie mogę napisać, zadzwonić...to bolało. Tak cholernie bolało. Musiałem się z tobą spotkać. Zobaczyć twój piękny uśmiech, twoje usta..twoje niesamowite oczy...Ciebie. Zależy mi na tobie. Tak strasznie mi zależy. Miałem nie pisać, nie dzwonić. Zapomnieć. Tak po prostu. Nie dotrzymałem obietnicy, przepraszam. Ale..- przełknął ślinę- jesteś dla mnie ważna. Nie mogę żyć ze świadomością, że jesteś tak blisko, a jednak tak daleko. To mnie przerosło. Z początku myślałem, że to tylko jednorazowa wpadka to nasze spotkanie. Ale coś mnie ciągnęło do następnych. Wtedy uświadomiłem sobie, że jesteś dla mnie bardzo ważną osobą. Tego dnia...gdy powiedziałaś, że nie możemy się więcej spotykać. ..moje serce pękło i rozsypało sie na milion kawałeczków. Zależy mi na tobie..nie chcę cię stracić. Tak cholernie mi na tobie zależy. Przepraszam..
W tym momencie przyłożył delikatnie swoją zimną dłoń do mojego policzka. Popatrzył mi prosto w oczy i złączył nasze usta pocałunkiem.



Jezu, to było piękne. Wzruszyłam sie, gdy mi to mówił, na prawdę. nie miałam pojęcia, co do niego czuję, ale wiedziałam, ze chcę kontynuować naszą znajomość. Szczerze byłam w kropce. Bałam sie, że może się stać, tak, jak mówiła Pix, ale z drugiej cos ciągnęło mnie do Justina.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
3 KOMENTARZE = NASTĘPNY ROZDZIAŁ ♥

No to jest 8 rozdział. Trochę długi xd. No dobra, nie ważne. Słuchajcie, muszą być 3 komentarze do następnego rozdziału. I piszcie przy okazji, czy wolicie żebym dodawała takie długie rozdziały, czy krótsze.

POZDRAWIAM, ASIA ♥


+ przepraszam, za ten gif z pocałunkiem, ale lepszego nie znalazłam :<
+ znowu drukowane litery, nie wiem, co się dzieje :|

6 komentarzy: