środa, 26 czerwca 2013

rozdział 9. ♥

ROZDZIAŁ 9 ♥

Szczerze byłam w kropce. Bałam sie, że może się stać tak, jak mówiła Pix, ale z drugiej strony coś ciągnęło mnie do Justina.
Gdy oddalił się od moich ust poczułam się dość nieswojo. Nie wiedziałam, co robić, co mam powiedzieć. Chciałam stamtąd jak najprędzej uciec. Spojrzał w moje oczy jeszcze raz. Tym razem dokładniej, jakby chciał z nich coś wyczytać.W jego wzroku dalej malował się smutek..a do tego te błyszczące, zmoczone tęczówki a gdzieś na dole spływająca po policzku jedna kropla łez. Ale jakże słonych i smutnych łez.
Nie do opisania.
-Daj nam szanse..- wyszeptał.
-Ale..po co? Justin, po co? Przecież i tak nam się nie uda. Zrozum. To nierealne.
-To nie prawda...Prosze, chociaż spróbujmy...- powiedział równie cicho jak przedtem.
Na serio szkoda mi się go zrobiło. Głęboko w sercu chciałam dać nam szanse. Ale rozum podpowiadał mi zupełnie co innego. Bałam się, strasznie się bałam. Tego, co by było, gdybyśmy się związali. Przecież ci wszyscy paparazzi, wywiady, plotki. Chyba bym tego nie zniosła. Do tego na każdym kroku mogłabym zostać sfotografowana. Nie przywykłam do takiego życia i pewnie nigdy tego nie zrobię.
Do tego doszłyby jeszcze przede wszystkim hejty. Wiem, że beliebers by to zrozumiały. Ale co innego fanki. One marzą by z nim być i tyle. Nie liczy się nawet dla nich jego szczęście.
-Nie Justin..przepraszam Cię...Nie mogę...-powiedziałam cicho.
Nie czekałam na jego odpowiedź. Z resztą znów byłoby to coś w stylu "Proszę, zależy mi na tym" a ja już nie mogłam tego słuchać, miałam dość. Chciałam to wszystko przemyśleć, odpocząć od tego. Zastanowić się. Podniosłam się i zniknęłam Justinowi z oczu. Może i tak było lepiej. W ogóle po co ja się z nim spotkałam? Mogłam tego nie robić. Dobra, teraz i tak już tego nie zmienię. Weszłam do domu. Moja rodzina jak zwykle cała radosna i wesoła. Przewróciłam oczami i usłyszałam powitalny głos rodziców. Zaraz przybiegł do mnie Brandonek. Posiedziałam z nimi chwilę. Przy okazji dowiedziałam się, że za kilka dni rodzice jadą do wujka. Więc zostaje sama z Brandim i Camillą. Miałam nadzieję, że będę miała chwilę spokoju za ten czas. Faktycznie w pierwszy dzień gdy rodziców nie było bardzo odpoczęłam. Cały dzień siedzieliśmy przed telewizorem i ogólnie było fajnie. Drugiego dnia właśnie leżałam sobie na kanapie słuchając muzyki na jakiejś stacji telewizyjnej, podczas, gdy Camilla pojechała z Brandonem do dziadków. Ich miejsce zamieszkania było oddalone ok. 20 km od naszego, więc miałam prawo sądzić, że nie będzie ich do wieczora. Z resztą nawet Cam mi to powiedziała.Miałam w takim razie cały dom tylko dla siebie. W telewizji leciała właśnie piosenka 'Can't hold us' gdy nagle usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Zerwałam się na równe nogi. Trochę się zdziwiłam. Nikt nie zapowiadał, że do mnie wpadnie, więc się przejęłam. Zawsze mam jakieś głupie przypuszczenia, gdy jestem sama w domu. Normalka. W końcu miałam tylko 16 lat. Znaczy dla mnie tylko a dla innych aż. No nic, podeszłam do drzwi. Nie widziałam dokładnie, kto to może być, jednakże drzwi miały na środku szybę. Nie było przez nią praktycznie nic widać, bo była zrobiona na "pękniętą" ale mogłam dostrzec przez nią wysoka, czarną postać. Zauważyłam tez, że ma coś na głowie, jednak nie zwróciłam na to szczególnej uwagi. Domyśliłam sie, że to wujek Michael, który mieszkał niedaleko. Szybko otworzyłam drzwi i już miałam się przywitać..
-Czeeee- przerwałam, gdy ujrzałam zupełnie kogoś innego.
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu w progu stał nie kto inny a Justin. Byłam mega zdziwiona. Na prawdę. Myślałam, że dałam mu jasno do zrozumienia,że nie będziemy już się więcej spotykać, ale jak widać myliłam się. Stanęłam zakłopotana. Spojrzałam na niego. Był jakiś inny. Inny niż ostatnio ,ale też inny niż dawniej. Jego oczy wydawały się być lekko rozpalone. Spuściłam wzrok na podłogę.
-Po co tu przyszedłeś? -zapytałam dalej nie spoglądając na niego.
Dziwnie się czułam. Pewnie miliom dziewczyn zazdrościłoby mi, gdyby się dowiedziały, że Justin do mnie przyszedł, a ja? A ja jeszcze pytam, co chce. No ale naprawdę myślałam, że da spokój, że zrozumie to wszystko. A on nie. Uparł się, że będzie do mnie przychodził. jejku...
- Przyszedłem, bo musiałem -powiedział suchym tonem.
- Mogłeś mnie chociaż uprzedzić -odpowiedziałam.
-I tak byś nie chciała się ze mną spotkać. Zrobiłabyś wszystko, żeby tego uniknąć- powiedział równie dziwnym głosem, jak przedtem.
-No to jeśli wiesz, że nie miałabym ochoty to po co przyszedłeś? - powiedziałam ostro.
- Możesz chociaż dać mi wszystko wytłumaczyć? - przymrużył oczy.
-Ale co? Myślałam, że już wszystko sobie wytłumaczyliśmy, że zrozumiałeś, że nie mogę z tobą być.
-Nie rozumiem tego nadal.
- To zrozum.
-Jezu, Miskinka wytłumacz mi to wszystko. Dlaczego nie możemy być razem. Dlaczego? Przecież wiesz, że było by wspaniale. Ale nie. I nie wiem, dlaczego. Wiesz, że mimo to, że na początku byłoby trudno dalibyśmy radę. To o co chodzi? -wkurzył się.
-Nie zrozumiesz tego.
-To możesz przynajmniej spróbować mi to powiedzieć - popatrzył na mnie zły.
-Nie, już ci wszystko powiedziałam. Poza tym nie życzyłam sobie, żebyś w ogóle do mnie przychodził-założyłam ręce.
Popatrzył na mnie w gniewie i wyszedł trzaskając drzwiami. Nie znałam takiego Justina. Tamten był delikatny, troskliwy, a ten? Ten był szorstki, zły. Nie wiedziałam, jak mam się do niego zwracać. Nie chciałam, żeby mówił coś do mnie w gniewie a ja stała przed nim smutna. musiałam mu się odgryźć. Nie wiedziałam dlaczego, ale coś mnie do tego skłaniało. Po tym całym zdarzeniu zrozumiałam, że źle postąpiłam. Mogłam spokojnie z nim porozmawiać...a nie to wszystko. Ale to było silniejsze ode mnie. Nie dałam rady z nim rozmawiać widząc go w takim gniewie.To było dziwne zjawisko. Podsumowując pomyślałam, że nie musiałam mu tego wszystkiego mówić. Mogłam to zachować dla siebie..tylko dla siebie. Ale stało się. I już się nie odstanie. Bardzo głupio się czułam. Miałam ogromne wyrzuty sumienia. I zdecydowałam, że zadzwonię do niego i przeproszę go za tą cała sytuację. Bałam się. Miałam zadzwonić do niego pierwszy raz w życiu...Ale wzięłam głęboki oddech i wybrałam jego numer. Z każdą sekundą słysząc sygnał moje serce miło coraz mocniej. Nie wiem, dlaczego. Miałam wrażenie, jakby bardzo zależało mi na tym, aby odebrał. Może i tak było, ale to było coś innego. Nie tak, jak przedtem. Pomyślałam na chwilkę, że może zaczęłam coś do niego czuć. Ale szybko próbowałam wybić sobie to z głowy. Czekałam cierpliwie aż usłyszę jego głos w telefonie lecz nic takiego nie miało miejsca. Usłyszałam tylko że abonent tymczasowo niedostępny i się rozłączyłam. To dziwne, Justin nie miałby przy sobie komórki? Justin? Ten Justin? Hmm... Wieczorem ponowiłam próbę, ale dalej nic z tego. Zaczęłam się zastanawiać. A co, jak zmienił numer? Jak mi tego nie powiedział, bo wiedział, że i tak nie będę chciała z nim gadać? Sama nie wiem..może po prostu nie ma czasu...
Usnęłam. Następnego dnia w domu byli już rodzice. Jednak szybko zabrali Brandiego i Camillę na miasto, a ja chciałam zostać w domu. Włączyłam telewizor. Dalej zastanawiałam się czy jeszcze raz nie zadzwonić do Justina, ale dałam sobie spokój. Poszłam do pokoju obok sie przebrać, gdy nagle usłyszałam że lecą wiadomości. Nie zdziwiło mnie to. Zawsze o tej porze leciały.
Przebierałam się spokojnie gdy nagle usłyszałam "JUSTIN BIEBER MIAŁ WYPADEK" stanęłam na równe nogi i w te pędy poleciałam do pokoju z którego usłyszałam te przerażające słowa. Szybko usiadłam na fotelu i zaczęłam słuchać. Od razu serce zabiło mi mocniej.
"JUSTIN BIEBER MIAŁ WYPADEK. AKTUALNIE WSZYSTKO SIĘ UNORMOWAŁO I LEŻY W PUBLICZNYM SZPITALU NR 3. PODOBNO ZDARZYŁO SIĘ TO WCZORAJ PO POŁUDNIU. NIE WIADOMO Z JAKICH PRZYCZYN JUSTIN UDERZYŁ AUTEM W DRZEWO. JEGO STAN BYŁ POWAŻNY LECZ PRZESZEDŁ JUŻ OPERACJE. LEKARZE MÓWIĄ, ŻE WSZYSTKO IDZIE POMYŚLNIE" . Słysząc te słowa od razu łzy zaczęły lecieć mi z oczu.

 Nie wiedziałam, co robić. Spanikowałam. Siedziałam cała zalana łzami. Różne dziwne myśli przeszywały się przez moją głowę, ale nie miałam na to czasu. Wzięłam do ręki torebkę i ruszyłam na dwór. Wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki. Po drodze uświadomiłam sobie, że przecież to wszystko przeze mnie. To po tym, jak się ze mną pokłócił. To wtedy to się stało. To moja wina. Jak ja mogłam. Przecież mógł tego nie przeżyć. Nie wybaczyłabym sobie tego. W tym momencie właściwie doszło do mnie co tak naprawdę czuję. Uświadomiłam sobie, że jest dla mnie bardzo ważny. Że gdyby nie on... jezu no, zależy mi na nim. Nie jak na przyjacielu lecz coś więcej. Jestem głupia, musiało dojść do wypadku, żebym w końcu to zrozumiała. Teraz najważniejsze było, żeby z tego wyszedł. Nie wiedziałam do końca czy to, co krążyło mi po głowie to do końca prawda..ale tak mi się wydawało. Dojechaliśmy na miejsce i szybko wybiegłam do szpitala. Przed wejściem stała cała masa dziewczyn. Jakoś udało mi się wbiec do środka. Podbiegłam do pierwszej lepszej pielęgniarki i "przepraszam, gdzie leży Justin Bieber?" spytałam. Ogarnęłam już swój płacz lecz od czasu do czasu kilka łez spływało po moim policzku. "Drugie piętro, sala numer 28. Ale chyba nie masz szans, by tam wejść" Nie przejęłam się ostatnim zdaniem tylko ruszyłam przed siebie. Szybko stanęłam przed wejściem na salę. Zobaczyłam leżącego Justina. Był cały posiniaczony. Nie wiedziałam, czy żył. Może to głupie, ale w tym całym amoku nie wiedziałam, co się dzieje.


__________
przepraszam za błędy. Kolejny rozdział pojawi się, gdy będą 3 komentarze :>
ily, Asia xx

sobota, 22 czerwca 2013

rozdział 8 ♥

ROZDZIAŁ 8. ♥

Stałam jeszcze chwilę oszołomiona tym, co powiedział.
- Kto to był? -zapytał Calon.
- Ju..Justi-in..-zacięłam się.
- Co chciał? -ponownie zadał pytanie.
- Powiedział, że mamy się spotkać za 10 minut w fabryce...ale...- urwałam.
- Pójdziesz?
- Nie wiem...Chcę o nim zapomnieć. O tym, co się wydarzyło. O tym wszystkim. Nie chcę tam iść..
- To twój wybór. Jeśli nie chcesz, to nie idź. Może i tak będzie lepiej..A my także nie musimy nigdzie dzisiaj iść. Możemy zostać..z resztą..chyba będę się powoli zbierał..-powiedział.
- A nie mógłbyś ze mna zostać? Byłoby miło. Proszę.
Pokiwał głową akceptując propozycję. Byliśmy w domu całe popołudnie. Przyznaję, że czułam się głupio nie przychodząc na umówione spotkanie nawet nie pisząc dlaczego... Ale przecież to moja sprawa. Nic nie musiałam. Kiedy Calon wyszedł zamknęłam się sama w pokoju. Nawet nie usłyszałam, kiedy wrócili domownicy. Następnego dnia wyjechaliśmy wszyscy do rodziny. Ciocia Clara jest kochana, z resztą tak samo jak wujek John. Mieszkają tam też moi dwaj kuzyni. Jeden  jest w moim wieku i ma na imię Cody. Drugi- Alex ma 5 lat.
Okolica jest tam pięknie ubarwiona. Jest niesamowicie. Kocham tam przyjeżdżać. Mogę tam poleżeć na hamaku, uspokoić się. Zapomnieć o problemach. Przywitaliśmy się z kuzynami i praktycznie cały dzień spędziliśmy na świeżym powietrzu.
Razem z chłopcami, Camillą i Brandonem siedzieliśmy na hamakach, huśtając się. Tak minął nam pierwszy dzień wyjazdu. Następnego ranka obudził mnie płacz braciszka.
Wstałam, przebrałam się i zeszłam na dół.
-Pójdziesz z Brandim na spacer, dobrze? - zapytała mama w sumie nie czekając na odpowiedź.
-Ehem.
-Too ja pójdę z wami! - krzyknął Cody.
Tak też zrobił. Ucieszyłam się. Bardzo go lubię i cenię. Jest bardzo intyligentny.
Wyjechaliśmy rozmawiając.
- Spotkałeś w swoim życiu osobę z którą lepiej, żebyś się nie spotykał, ale była bardzo miła i chciałeś ją bliżej poznać? -zapytałam.
- Tak...
-I co zrobiłeś?
- Poznałem ją. Zdecydowałem, że tak będzie najlepiej. Bo gdybym wtedy nie odważył się
z nią poznać teraz byłoby całkiem inaczej.
-Czyli..radzisz mi, żebym spróbowała?
-Tak. Znam takie powiedzenie... Lepiej zaryzykować i żałować niż żałować, że się wtedy nie zaryzykowało.
To dało mi bardzo dużo do myślenia. Nie zmieniłam jednak zdania co do spotkania z Justinem.
Nie mogłam pogodzić się z tym, że musimy wyjeżdżać.
~~~~~~~~~~~~
Kilka dni później bardzo się nudziłam. Wzięłam do ręki laptopa. Włączyłam Twittera. W sumie dawno mnie tam nie było. Zalogowałam się. Zobaczyłam kilka nowych interakcji, gdzie widniały tweety o mnie lub do mnie. Na timeline królowała akcja '#69factsaboutme'. Gdzieś pomiędzy tweetami zauważyłam wpis Justina podany dalej przez mojego followersa.
Chcąc nie chcąc weszłam na jego profil Nie wiem, po co.
Zjechałam na dół. Przeczytałam parę tweetów. Gdy nagle jeden mnie zaciekawił. Było do niego dołączone jakieś zdjęcie. Przeczytałam uważnie tweeta.

' Najlepszy dzień w moim życiu. Byłem szczęśliwy. Chciałbym, by na mojej twarzy znów pojawił się uśmiech, tak jak wtedy...dzięki niej to wszystko. Schrzaniłem to, przepraszam."

Zamarłam. Najzwyczajniej w świecie. To było przerażające. Czytając twego tweeta jeszcze nie wiedziałam, że to o mnie... ale to zdjęcie. Mówiło samo za siebie. I to musiał wybrać to, na którym mnie całuje. Moje oczy zatrzęsły się i kilka łez zmoczyło mój policzek. Wcale tego nie chciałam. Ale to było mocniejsze ode mnie. Chciałabym tego nie widzieć. Cofnąć czas. Ale nie da się. Przypomniał mi sie wtedy dzień spędzony z Justinem. Jak niósł mnie na baranach, jak robiliśmy sobie zdjęcia. Było cudownie. Był szczęśliwy. A teraz..w tym tweecie..widać smutek.
Ale..lepiej, żeby pozostało tak, jak jest.
Odpisałam mu krótko 'Przepraszam' i miałam nadzieję, że nikt nie przejmie się tym tweetem.
I tak też się stało. Weszłam ponownie w reakcje. Nic nowego. Tylko zobaczyłam 'Justin Bieber favorited your tweet'. Dobrze, że nie dał RT ani nie odpisał. Mimo to dalej się bałam, że ktos odkryje, że chodzi o mnie. Chociaż zawsze, gdy spotykałam się z Justinem miał na sobie czapkę i okulary..trudno było go poznać. Z resztą, czy ja się przejmuję, przecież i tak więcej się z nim nie spotkam.
~~~~~~~~~~~
Był piątek. Siedziałam sobie na podwórku i pilnowałam śpiącego obok mnie w wózku Brandona. Słuchałam właśnie piosenki Passenger - Lat her go, gdy nagle zaczęła lecieć piosenka ustawiona jako dzwonek. Spojrzałam na wyświetlacz. Był to jakiś nieznajomy numer. No cóż wzięłam komórke i odebrałam.
-Halo?
-Mishinka? Spotkajmy się w starej fabryce na twojej ulicy o 14:00 prosze- usłyszałam znany mi do tej pory głos.
-Justin, to ty?- zapytałam.
-Tak. Proszę, przyjdź. Będę czekał.
Rozłączył się. Tym razem nie rozkazał mi przyjść tak, jak ostatnio.. Zastanowiłam się, co am zrobić i postanowiłam, że pójdę. Bo co mam do stracenia? No trudno.
Wyzbierałam się i wyszłam. Przez całą drogę wahałam się jeszcze, ale zdałam sobie sprawę, że jestem już blisko i nie mogę sie wycofać. Otworzyłam stare, metalowe drzwi. Było bardzo ciemno i ponuro. Na początku poczułam lekki powiem zimnego wiatru, aż przeszły mnie dreszcze. Gdzieś za rogiem przez okno wpadały promienie słoneczne. Stałam przy wejściu i rozglądałam się. Nie widziałam tam nikogo. W pewnym momencie zaczęłam myśleć, że jestem tam sama, a Justin powiedział, że przyjdzie tylko dlatego, żeby mnie wystawić. Żebym poczuła się tak, jak on. Może to było głupie, ale tak mi się wydawało.
Podeszłam kilka kroków do przodu i znowu przejrzałam wzrokiem każdy zakamarek.
Jednak znów ani śladu nikogo.
Już miałam wychodzić, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął wgłąb pomieszczenia.
-Ał! - krzyknęłam oburzona.
Nawet nie dałam rady zobaczyć, czy to on. Było tak strasznie ciemno. Pociągnął mnie jezscze kilka metrów dalej i dopiero wtedy mogłam zobaczyć jego twarz. Poznałam te oczy. Tą twarz. Te piękne czekoladowe tęczówki, o wspaniałym spojrzeniu, całe błyszczące. Jednak teraz nie były one tak promienne, jak kiedyś. Malował się w nich smutek. Widziałam, że to nie ten Justin, co ostatnim razem.
-Nigdy więcej mnie tak nie strasz- powiedziałam cicho.
Nic nie odpowiedział, tylko popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem. Zapadła cisza. Ogromna cisza, jakiej jeszcze nigdy nie znaliśmy. Zawsze mieliśmy o czym gadać. A teraz?
Justin siedział na wzniesieniu a ja stałam przed nim oparta o poręcz schodów. Wcale nie było mi spieszno zaczynać rozmowy. W końcu to on chciał się spotkać, nie ja. A teraz się nawet nie odzywa. Może mam się domyślić, o co mu chodzi?
-To bez sensu - pomyślałam na głos potem tego żałując- Po co chciałeś się ze mną spotkać?
Poparzył na mnie tym smutnym wzrokiem i ponownie spuścił głowę spoglądając w ziemię. Nie mogłam na to patrzeć. Wydawał się taki przygnębiony. A ja nie wiedziałam, dlaczego. Jeśli chciał to przede mną ukryć, to nie zbyt mu to wyszło. Jego oczy błyszczały się jak małe kryształki. Minę miał smutną. To było widać. Nie wiedziałam co prawda, co się stało. Czy coś przeskrobał, czy nie. Ale chciałam się dowiedzieć, co go gnębi.
-Emm- zaczęłam cicho - Coś się stało?- zapytałam spoglądając na niego.
-Dlaczego miałoby się coś stać? -zapytał.
-Bo..jesteś taki inny..taki smutny... - powiedziałam.
Popatrzył na mnie i nic nie mówiąc wlepił wzrok w swoje buty. Jak ja tego nienawidzę. Nienawidzę, jak nie odpowiada. Przyszłam tu po to, żeby z nim pogadać, a on siedzi i nic. Jezu...
-Justin! - powiedziałam, chcąc złapać z nim kontakt wzrokowy.
Popatrzył na mnie.
-Możesz mi w końcu powiedzieć, co się stało?! Przychodzę tu, bo chciałeś się spotkać. Myślałam, że chcesz pogadać, a ty siedzisz i się nawet nie odezwiesz. Jezu no! - wykrzyczałam.
Dalej się nie odzywał tylko siedział w tej samej pozycji co przedtem. Wkurzył mnie, serio. Chciałam się dowiedziec, o co chodzi, ale nie, bo muszę go błagać, żeby mi to powiedział.
Ruszyłam przed siebie i właśnie miałam skręcić w lewo gdy usłyszałam cichy głos.
-Ja tak dalej nie mogę...- mruknął, a ja ledwo go usłyszałam.
Popatrzyłam na niego.
-Ale jak?
Wróciłam i usiadłam zaraz obok niego. Spojrzałam mu w oczy.
-No tak.. Próbowałem, na prawdę. Próbowałem. Ale to mi nie wychodzi. Próbowałem..przez te trzy tygodnie zapomnieć o wszystkim, spróbować od nowa. Ale mi to nie wychodzi. Nic nie działa. Choćbym nie wiem, jak chciał to wraca..I nie odchodzi...
-Ale..o co chodzi? - zdziwiłam się tym, co usłyszałam.
Nie ogarnęłam, jaki to ma związek ze mną.
- O to, że nie mogłem o tym zapomnieć. Próbowałem. Ale nic z tego. To wszystko wraca cały czas. Myślałem, że dam radę, że tak będzie lepiej. Ale nie dałem. Codziennie myślałem o tym wszystkim. O tobie, o mnie...
Wtedy zaczęłam pojmować o co mu chodzi.
-o tych chwilach, który razem spędziliśmy. To naprawdę były najwspanialsze dni w moim życiu- dokończył.
W tym momencie przysunął swoją rękę do mojej i złączył nasze dłonie.
Nie chciałam mu się teraz wyrywać. Chciałam tylko ,żeby dokończył mówić to, co chciał mi powiedzieć.
-Te trzy tygodnie, kiedy cię nie widziałem, kiedy miałem świadomość, że nie mogę napisać, zadzwonić...to bolało. Tak cholernie bolało. Musiałem się z tobą spotkać. Zobaczyć twój piękny uśmiech, twoje usta..twoje niesamowite oczy...Ciebie. Zależy mi na tobie. Tak strasznie mi zależy. Miałem nie pisać, nie dzwonić. Zapomnieć. Tak po prostu. Nie dotrzymałem obietnicy, przepraszam. Ale..- przełknął ślinę- jesteś dla mnie ważna. Nie mogę żyć ze świadomością, że jesteś tak blisko, a jednak tak daleko. To mnie przerosło. Z początku myślałem, że to tylko jednorazowa wpadka to nasze spotkanie. Ale coś mnie ciągnęło do następnych. Wtedy uświadomiłem sobie, że jesteś dla mnie bardzo ważną osobą. Tego dnia...gdy powiedziałaś, że nie możemy się więcej spotykać. ..moje serce pękło i rozsypało sie na milion kawałeczków. Zależy mi na tobie..nie chcę cię stracić. Tak cholernie mi na tobie zależy. Przepraszam..
W tym momencie przyłożył delikatnie swoją zimną dłoń do mojego policzka. Popatrzył mi prosto w oczy i złączył nasze usta pocałunkiem.



Jezu, to było piękne. Wzruszyłam sie, gdy mi to mówił, na prawdę. nie miałam pojęcia, co do niego czuję, ale wiedziałam, ze chcę kontynuować naszą znajomość. Szczerze byłam w kropce. Bałam sie, że może się stać, tak, jak mówiła Pix, ale z drugiej cos ciągnęło mnie do Justina.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
3 KOMENTARZE = NASTĘPNY ROZDZIAŁ ♥

No to jest 8 rozdział. Trochę długi xd. No dobra, nie ważne. Słuchajcie, muszą być 3 komentarze do następnego rozdziału. I piszcie przy okazji, czy wolicie żebym dodawała takie długie rozdziały, czy krótsze.

POZDRAWIAM, ASIA ♥


+ przepraszam, za ten gif z pocałunkiem, ale lepszego nie znalazłam :<
+ znowu drukowane litery, nie wiem, co się dzieje :|

niedziela, 16 czerwca 2013

rozdział 7 ♥

ROZDZIAŁ 7. ♥

Rozpłakałam się.
Nie wiedziałam, co robić. Czy mu odpisać, czy nie. Byłam w kropce. Wysłał mi takiego pięknego sms'a. Zatkało mnie. Siedziałam na łóżku i płakałam. Pomyślałam sobie, że już nigdy go nie zobaczę. Nigdy się do niego nie uśmiechnę. Nigdy nie zobaczę jego uśmiechu.  To mnie przeraziło. Wzięłam do ręki telefon i już miałam dzwonić do Sashy, kiedy przypomniałam sobie, że przecież jest na weselu. To samo było z rodziną Darwood'a. On też był poza domem. Zostałam sama. Nie wiedziałam, czy mam zadzwonić do Jack'a.
Owszem, jest moim przyjacielem. Ale nie sądzę, żeby to zrozumiał. Bardzo rzadko rozumie dziewczyńskie sprawy. Po dłuższym namyśle wcisnęłam zieloną słuchawkę przy numerze Calon'a.  Po chwili usłyszałam jego głos.
-Halo- odebrał miło.
-Cal-lon..Czy mógłby-yś do mnie-e teraz przyyjść?- wymamrotałam przez płacz.
-Jejku.. Co się stało?- zapytał przerażony słysząc mnie.
Po prostu przyjdź...Proszę- rozłączyłam się i znowu padłam na łóżko.
Po 10 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie chciałam schodzić na dół, bo rodzice zobaczyliby mnie cala zapłakana, a nie chciało mi się im wszystkiego tłumaczyć. I tak bym nie mogła.
Więc poczekałam, aż mama powie mu, że jestem na górze u siebie w pokoju. Tak też się stało. Wreszcie uchyliły się drzwi, a zza nich go ujrzałam.  Nic nie mówiąc wstałam, podbiegłam do niego i rzuciłam mu się w ramiona.
-Mishinko...co się stało? - zapytał zmartwiony.
Nic nie odpowiedziałam, tylko dalej tkwiłam w jego objęciach. Powoli się uspokajałam.
-Już dobrze. Jestem przy Tobie- powiedział, po czym pogładził mnie po głowie i lekko pocałował w czoło. Poczułam się wtedy lepiej. Nie dlatego, że mnie pocałował. Po prostu poczułam, że nie jestem sama. Że mam jego, że jestem bezpieczna.
-Powiesz mi wreszcie co się takiego wydarzyło? - zapytał.
To było słodkie z jego strony. Przecież przedtem nie byliśmy tak blisko. A teraz jesteśmy już naprawdę przyjaciółmi. Nie wiem, czy czuję do niego coś więcej. Wiem, że mogę mu zaufać, że pomoże mi w każdej sytuacji. Cieszyłam się, że go mam.
-Tak...- odpowiedziałam cicho.
Wyjawiłam mu w końcu całe zajście z Justinem.
-Ale nie płacz, proszę. wszystko się ułoży. Przecież zawsze możesz do niego napisać, zadzwonić.
-Ale on już o mnie zapomni...
-Wiesz..jeśli podziękował Ci za najwspanialszy dzień w jego życiu to nie sądzę, żeby cię zapomniał...
-Mówisz?
-Tak- uśmiechnął się do mnie.
-Dziękuję ci. Znowu wyciągasz mnie z kłopotów.
-Nie ma za co. Nie zostawiłbym cie samej. Jesteś moją przyjaciółką.
-Jesteś wspaniały.
Przytulił mnie mocno do siebie i jeszcze raz pocałował w czoło.


~~~~~
Minęły dwa tygodnie. Justin się nie odzywał. Nawet powoli zapomniałam o całym zajściu z nim. Może to i dobrze.
Spotykałam się z Calon'em. Nie byliśmy parą. Ale często chodziliśmy razem na spacery. Tak jako przyjaciele. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy przez ten czas. Cieszę się z tego. Mam kolejnego przyjaciela, na którego mogę liczyć.
Tego dnia właśnie szykowałam sie na spotkanie z nim. Nikogo nie było w domu. Rodzice z siostrą i bratem pojechali do cioci. Calon siedział w pokoju a ja czesałam włosy gdy nagle zadzwoniła komórka. Leżała w salonie. Gdyby nie to, że Cal mnie zawołał nawet bym jej nie usłyszała.
Pobiegłam szybko i zerknęłam na wyświetlacz. Zatkało mnie. Najzwyczajniej w świecie. To był Justin.Nie wiedziałam, czy mam odebrać. Bałam się, co powie. Nie rozumiałam, dlaczego do mnie dzwoni.
Spojrzałam na Calon'a. On przeniósł wzrok na mnie jakby chciał powiedzieć 'śmiało, odbierz'.
Tak też zrobiłam.
-Halo..- odebrałam nieśmiało.
-Musimy się spotkać.  Za 10 minut będę w fabryce. Przyjdź- powiedział, po czym się rozłączył.
Stałam jeszcze chwilę oszołomiona tym, co powiedział.


_____________________________________________

No to jest kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba i nie ma błędów. Tym razem chciałabym Was poprosić o komentarze i opinie, ponieważ nie wiem, czy mam pisać dalej tego bloga. Więc jeśli Ci się podoba daj znać, proszę. ♥
DOBRANOC KOCHANI ♥ :3

wtorek, 11 czerwca 2013

rozdział 6 ♥

ROZDZIAŁ 6. ♥

Uśmiechnęłam się do komórki i przekręciłam na drugi bok. W mig usnęłam.
-Hej! Gotowa na zakupy? -usłyszałam głos Sashy w telefonie.
- Tak, już do ciebie idę- odpowiedziałam.
Poszłyśmy z Sashką na miasto, bo ona koniecznie potrzebowała sukienkę na wesele. Po drodze opowiadałam przyjaciółce całe zdarzenie z Justinem.
- I rozumiesz?1 Pocałował mnie w policzek..rozumiesz?!
- O jeezu.. omg! Jak słodko! aww!
W tej chwili usłyszałam głośny śmiech. Odwróciłyśmy się i nagle ujrzałyśmy Pixie, Ros i Jared'a.
O jezu, czy oni zawsze muszą popsuć mi humor?!
-Coś ci nie pasuje, Pix? -zapytałam ze złością.
-Że niby ty i Bieber? hahaha! Boże, jaka ty jesteś głupia.
- Odwal się okej? To wszystko prawda. Z resztą jak nie chcesz, to nie wierz, twoja sprawa - wtrąciła Sasha.
A nawet jakby to słuchaj mnie uważnie młoda. O jest gwiazdą. A ty? Kim ty jesteś? No właśnie. Więc lepiej nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego, bo jeszcze będziesz ryczała przez niego. Wiadome, że Bieber się w tobie nie zakocha. Dlaczego miałby spotykać się akurat z taką ...ekhem..dziewczyną, jak ty? to bzdura.
-Przestań! - wtrąciła się znów Sash.
-Zamknij się - powiedział do niej Jared.
-To nie prawda - powiedziałam.
-Jak to nie? Spójrz prawdzie w oczy. On może mieć każdą i wybrałby akurat taką dziewczynę, jak ty?
Spuściłam wzrok w dół. Nie mogłam uwierzyć, w to, co słyszę. Przecież ona w tym momencie mnie najzwyczajniej w świecie obrażała...I to prosto w twarz.
-Po prostu zazdrościsz!- krzyknęła Sasha.
-Weźcie ją ode mnie, bo zaraz mnie rozterepie -wyrwał się chamsko Jared.
-O spadaj!- powtórnie krzyknęła przyjaciółka.
W tym momencie podszedł do nas Bruell.
-Macie jakiś problem?- zapytał poważny.
-Właściwie, to już skończyliśmy rozmawiać- odpowiedział mu Jared, po czym cała trójka ruszyła przed siebie.
-Czego oni chcieli?- spytał brat mojej przyjaciółki.
-Nie ważne..Tak w ogóle, to hej!- powiedziałam i przytuliłam go.
-Co ty tu robisz?- zapytała Sasha.
-No poszedłem się przejść. Ale już spadam. Wszystko ok?
-Tak.
-To dobrze. Do zobaczenia.
Odszedł.
-Jezu, jacy oni są głupi-powiedziała Sasha i popatrzyła na mnie.
-No..ale dzisiaj to Pix miała trochę racji...
-Co?! Nawet tak nie mów! Gadała bzdury!
Nie odpowiedziałam. Całe zakupy minęły nam szybko. Weszłam do domu i od razu pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam rozmyślać o tym, co powiedziała Pixie. Miała racje. Przecież ja jestem zwykłą dziewczyną. A on gwiazdą na cały świat. Nie wiem do końca, czy coś do niego czuję. Wiem, że nie jest mi obojętny. Ale tak będzie najlepiej. Bo co, jeśli stanie się tak, jak mówiła? Jak rozkocha mnie w sobie i potem zostawi mnie? Z resztą na pewno tak będzie. Bo przecież jest młodsza, zwyczajna, nie za ładna. A przecież on może znaleźć sobie piękną, mądrą i wspaniałą dziewczynę.. Nie mogę się więcej z nim spotykać.
Usłyszałam nadejście sms'a.
Justin:
'Masz ochotę na spacer? Przyjdę po Ciebie o 15:00. Może być?'
Ja:
'Okej. Ale czekaj na mostku.'
Umówiłam się z nim. Znowu. Poczułam się szczęśliwa. Ale postanowiłam, że powiem mu to wszystko dzisiaj. Na tym spotkaniu...Muszę.
Przemyślałam sprawę i o umówionej godzinie wyszłam z domu. Zauważyłam stojącego Justina. Uśmiechał się. Miał taki piękny uśmiech...
-Witam panią! - przywitał mnie rozpromieniony.
-Cześć- odpowiedziałam.
-widziałem tu całkiem niezłe miejsce. To chyba jakaś stara fabryka. Może się tak przejdziemy?
-Okej.
Wyruszyliśmy. Droga minęła nam na gadaniu. Ogólnie to ani razu nie zapadła między nami cisza. Weszliśmy do fabryki. Było trochę ciemno i strasznie. Zauważyliśmy, że są niskie schodki prowadzące na górę. Były tylko 3 stopnie, więc spokojnie można było wejść na podniesienie nie używając ich. Justin usiadł obok schodków a ja obok niego. Nadal rozmawialiśmy. Poruszaliśmy wszystkie tematy, jakie tylko można. Aż w końcu zapanowała cisza. Wtedy wzięłam się na odwagę.
-Justin..- popatrzyłam na niego- słuchaj, muszę ci coś powiedzieć.
-Mów śmiało.
- Wiesz.. przepraszam cię, naprawdę. Ale..nie możemy się więcej spotykać. Zdecydowałam, że tak będzie najlepiej. Bo ty jesteś gwiazdą, a ja zwykłą dziewczyną, która nie wyróżnia się niczym spośród miliona innych.
-Nie mów tak! Ja też jestem zwykłym nastolat- nie zdążył dokończyć.
-Justin.. proszę, nie utrudniaj mi tego- wstała i stanęłam przed nim - po prostu tak będzie lepiej- posmutniałam.
Wiedziałam, że to dobre rozwiązanie. Przecież długo nad tym myślałam, przygotowałam się. A jednak coś sprawiało, że nie chciałam od niego odchodzić...
Justin nic nie odpowiedział, tylko wlepił wzrok w ziemię. Wolałabym, żeby mi nawrzucał, żeby coś powiedział, cokolwiek, tylko nie taki obojętny wzrok.
-Przepraszam Cię-powiedziałam cicho.
Podniósł głowę i popatrzył mi prosto w oczy.
- Nie przepraszaj- powiedział, po czym znów przeniósł wzrok w dół.
Odwróciłam sie i ruszyłam przed siebie. nie chciałam go teraz tam zostawiać. Ale nie miałam wyboru, przecież już wszystko powiedziałam. Z drugiej strony nawet nie wiedziałam, jaki ma wyraz twarzy. Nie dałam rady nawet zobaczyć jego oczu, bo cały czas miał spuszczoną głowę. Wróciłam do domu. Położyłam się na łóżku i puściłam sobie muzykę. Wieczorem przyszedł sms.
Justin:
'Przepraszam za moje zachowanie. Rozumiem Cię. Jeśli tego chcesz to ja się z tym pogodzę. Chcę Cie przeprosić za wszystko. A za razem podziękować..za najwspanialszy dzień w moim życiu. Dziękuję. Przepraszam.'
Rozpłakałam się.

________________________________________
No, to jest już 6 rozdział. Mam nadzieję, że nie ma wielu błędów. Starałam się dobrze pisać. A no i przepraszam Was za to, że piszę drukowanymi literami. Znaczy się ja nie piszę, tylko jak już dodam rozdział to są drukowane i nie wiem, co się dzieje...No dobra, to komentujcie i oceniajcie bloga, jeśli chcecie następny rozdział. Jeśli będę widzieć, że Wam się podoba, to kolejny rozdział pojawi się na weekendzie, bo w czwartek- piątek mam wycieczkę i mnie nie będzie. Kocham Was. ♥






poniedziałek, 3 czerwca 2013

rozdział 5 ♥

Hej.
Słuchajcie, wprowadzam pewną zmianę. Teraz będę pisała w 1 osobie, czyli jako Mishinka. Uznałam, że tak będzie wam lepiej czytać, a mi lepiej pisać. Przepraszam za problemy. ily. xx
____________________________________

ROZDZIAŁ 5 ♥
- Nie odzywał się? - zapytała mnie Sasha.

-Nie..- odpowiedziałam nie do końca przebudzona.

-Szkoda...

-No taa, ale wiesz, on jest gwiazdą. Spotyka codziennie tysiące dziewczyn, a dla mnie chciał być po prostu miły prosząc mnie o spacer.


-Czy ja wiem..


-No taka pr..- nie zdążyłam dokończyć, bo usłyszałam dźwięk sms'a. 


Pomyślałam sobie, że to znów jakaś durna reklama o wygraniu kasy. Nie chętnie wzięłam komórkę do ręki. Otworzyłam wiadomość. Ku zdziwieniu zobaczyłam:


Justin:


'Hej, może byśmy się dzisiaj spotkali? :)'


Stanęłam jak wryta. 


Sasha wyrwała mi telefon z ręki i zaczęła skakać po łóżku i piszczeć.


-AAA! Odpisuj, że tak!


-Ale przecież nawet Ci nie powiedziałam, że chcę.


-Co?! Nawet się nie waż odmówić- zrobiła wielkie oczy, gdy usłyszała moje słowa.


Wzięłam komórkę do ręki. Zastanowiłam się, co mogłabym mu odpisać. Mój sms wyglądał tak:

'No nie wiem, nie wiem. Już myślałam, że o mnie zapomniałeś...'Wcisnęłam przycisk 'wyślij'. 

Po niecałej minucie przyszła odpowiedź.

Justin:


'Jak mógłbym Cię zapomnieć? Po czym to wywnioskowałaś?'


Ja:


'No..bo po tym, jak Ci zamknęłam drzwi przed nosem to się nie odzywałeś ani nic...'


Justin:


'Wiesz..Musiałem załatwić pare rzeczy... To jak? : )'


Ja:


'no okej. Chętnie. Możesz przyjść po mnie o 14:20 dobra?'


Justin:


'Przyjdę. Do zobaczenia. x'


-O-M-G! - krzyknęła uradowana Sasha- szkoda, że mnie tam z wami nie będzie. 
Udanej zabawy i w ogóle o jezu!

Moja przyjaciółka jednym słowem nie panowała nad sobą. Była mega wesoła, że idę z Justinem na spotkanie. Ja byłam bardziej spokojna, ale w głębi serca też bardzo się cieszyłam.Od razu, przy pomocy Sashy wybrałam sobie ciuchy na spotkanie. Wyglądały one tak: http://www.polyvore.com/cgi/set?id=84210457&.locale=plPunkt 14:20 zadzwonił dzwonek. Chciałam, żeby Justin po mnie przyszedł tylko i wyłącznie dlatego, że byłam sama w domu. 
Tworzyłam drzwi, gdy nagle

- Hej! - przywitał się Justin, z bananem na twarzy.


- Cześć-uśmiechnęłam się.


-Gotowa?Kiwnęłam głową i wyszliśmy.


-Too...co będziemy robić?- zapytałam ciekawa.


-Tym się nie przejmuj, na pewno nie będziesz się nudziła.Pod domem stała taksówka.


-Panie przodem- powiedział, po czym otworzył drzwi.


Jejku, on na prawdę jest bardzo miły i uprzejmy. Ciekawe, gdzie jedziemy. Próbowałam to z niego wyciągnąć, ale nie pisnął ani słowem.Wysiedliśmy na mieście. Kojarzyłam już tamtą okolicę, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć skąd.


- Teraz już wiesz, co będziemy robić?


Popatrzyłam na niego niepewnym wzrokiem.


-No hej! Popatrz tu- wskazał palcem na budynek- to jest 


pamiętna restauracja...co nie?- objął mnie ręką.

Poczułam się wtedy dość dziwnie. Przecież praktycznie się nie znamy, a on mnie obejmuje.. Ale z drugiej strony to było słodkie.


-A no..- uśmiechnęłam się.


Weszliśmy do środka. Zauważyliśmy wolny stolik, więc przy nim usiedliśmy.


-Proszę, oto menu- powiedział uprzejmie kelner, podając nam książeczki.


-Bierz wszystko, na co tylko masz ochotę. Ja płacę.


-Nie Justin, nie musisz, naprawdę.


-Nie marudź, tylko wybieraj.


Nie chciałam naciągać Justina na kase. Wolałabym sama zapłacić i było by dobrze. Ale wiedziałam, że nie da za wygrana. Postanowiłam, że zamówię to, co zawsze bierzemy z Sashą. Kiedy powiedziałam mu, co zamawiam, próbował zmienić moje zdanie mówiąc, żebym wzięła coś lepszego. Nie chciałam nic innego. Lubiłam to danie. Bieber poszedł złożyć zamówienie, a ja w tym czasie dostałam sms'a. Był to Calon. Troszeczkę się zdziwiłam.

Cal:


'Cześć, co u Ciebie?'


Odpisałam krótko 'U mnie dobrze. Jestem właśnie w restauracji. A jak u ciebie?'


Włożyłam telefon do kieszeni i wnet przyszedł Justin.


-Wiesz..- popatrzyłam na niego- chciałabym cię przeprosić..-powiedziałam cicho.

-Ale..czekaj, czekaj.. za co? - popatrzył na mnie zdziwiony.


-No..za to ostatnie spotkanie. Bo zamknęłam drzwi, bez pożegnania i wgl. głupio wyszło..Przepraszam.


-Nie martw się, nic się nie stało-uśmiechnął się.


-Bo wiesz, to wygladało trochę jakbym nie chciała cię wpuścić do domu, a tak nie jest. Właściwie, to moglibyśmy dziś do mnie wpaść. No, chyba, że mamy coś innego w planach?


-Świetny pomysł.


Pomyślałam sobie, że fajnie będzie u mnie. Pokażę mu osiedle przy okazji. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, aż nagle przyszedł kelner i położył talerze z zupełnie czymś innym, niż zamawiałam.


-Ale ja tego nie zamawiałam- popatrzyłam zdezorientowana na kelnera.


-Pamiętam dokładnie, iż ten młodzieniec zamawiał dwie takie same potrawy. Coś się nie zgadza?- zwrócił wzrok na Justina.


Nie, wszystko w porządku.

-JUSTIN! Przecież mówiłam, że nie chcę nic innego!- krzyknęłam ze śmiechem.


-Oj przestań! Złość piękności szkodzi- zaśmiał się.


Zabraliśmy się do jedzenia, rzeczywiście było pyszne. Posiedzieliśmy chwilkę rozmawiając i wyszliśmy.


-To jak, kierunek dom?


-Taak.

Szliśmy sobie spokojnie, gdy nagle Justin przybliżył się do mnie ze śmiechem.

-Coś się stało? - uśmiechnęłam się zdziwiona.

Nic nie odpowiedział, tylko stanął przede mną tyłem i schylił się.

-Wskakuj!- wydał mi polecenie.

-Co?


-No, na barana!


-Żartujesz?

-Nie! Wskakuj szybko.


Zrobiłam to, co chciał. Trochę byłam zdziwiona jego zachowaniem.

Zaśmiał się tylko i poszedł ze mną na plecach w kierunku domu. Po drodze śmialiśmy się, rozmawialiśmy. Jejku, jak to wyglądało. Na samą myśl o tym od razu się uśmiechałam.
W niedługim czasie doszliśmy do celu. Otworzyłam drzwi, po czym weszliśmy do mieszkania. Nalałam nam po szklance soku i poszliśmy na piętro do mojego pokoju.


-Jejku! Jaki super- powiedział, rozglądając się.


Usiedliśmy na kanapie.


-Masz Twitter'a prawda? -zapytał Justin.


-Mam - uśmiechnęłam się.


-To..podasz mi swoja nazwę? Chciałbym dać ci follow - rzucił przepiękny uśmiech.


-Pewnie- zapisałam mu nazwę na kartce- proszę.


Włożył ją do kieszeni.


-To co robimy?-zapytałam.


-Mam świetny pomysł! - powiedział rozpromieniony.


-Już się boję..- zachichotałam.


-Wyciągnę komórkę i porobimy sobie zdjęcia..Co ty na to?


-O! dobra- uśmiechnęłam się.


Jak powiedział, tak zrobił. Zaczęliśmy pozować. Robiliśmy przedziwne miny, wygłupialiśmy się. Później wszystkie oglądaliśmy siedząc na sofie. Niektóre wyszły normalnie, ale większość z nim była szalona. Wśród nich można znaleźć było zdjęcie, na którym Justin trzyma mnie na baranach, jak robimy głupie miny i w ogóle.


-Patrz! To jest mega słodkie!- powiedział, widząc zdjęcie, na którym ja robię głupią minę, a on całuje mnie w policzek.


Faktycznie to zdjęcie powaliło mnie na kolana. Dosłownie. Było jeszcze takie samo, tylko, że miałam zwykły wyraz twarzy. Czas minął tak szybko, że nim się spostrzegliśmy była już 19:00.


-Późno już..Będę powoli uciekał.


Zeszliśmy na dół i stanęliśmy przed drzwiami.


-Dziękuję ci za ten dzień. Było wspaniale..Powtórzymy to kiedyś, prawda?-uśmiechnął się.


-Jeśli chcesz...


-Czyli ty nie chcesz?- posmutniał.


- Nie no, oczywiście, że chcę- popatrzyłam na niego. 

Chciałam popatrzyć mu prosto w oczy ale ilekroć próbowałam to nie mogłam. On ma takie piękne brązowe oczy.. Rozpływam się w nich. Boże, gadam jak zakochana. Dobra, ogarnij się Mishi. Uśmiechnął się do mnie i podszedł bliżej.


-Dziękuję- wyszeptał mi do ucha i delikatnie pocałował mnie w policzek.


Drzwi się zamknęły. Odetchnęłam z ulgą. Pocałował mnie w policzek..on.. Justin..był taki delikatny.


Za godzine przyjechała rodzina. Narobiła tylko hałasu. Poszłam na górę do pokoju i położyłam się na łóżku. Usłyszałam sms'a. Popatrzyłam na wyświetlacz.


Justin:


Było wspaniale. Jeszcze raz dziękuję. Dobranoc.x




_________________
Jak zwykle przepraszam na błędy. Starałam się dobrze pisać, ale nie wiem, co z tego wyszło. Mam nadzieję, że się podoba. Jeśli tak komentujcie i oceniajcie bloga. Nie daje wymaganej ilości komentarzy, bo to bez sensu. Dobranoc. ♥