niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 16. ♥

Na początku to w ogóle nie wydawało mi się dziwne, ale potem zdałam sobie sprawę, że przecież widziałam się z Justinem, można powiedzieć że się pogodziliśmy, a ja teraz myślę nie o nim lecz o Calu, co jest nie tak?
Powinnam była myśleć o Justinie, cieszyć się, że go spotkałam. A co ja robiłam? Byłam smutna, nie miałam humoru.. To dziwne, przecież zależy mi na Justinie, to jego kocham. A tymczasem tęsknię za Calonem.. Nie mogę wybaczyć sobie tego, że tak bardzo go zraniłam. Gdyby nie ja to byłby szczęśliwy... Co ja zrobiłam? Zraniłam przyjaciela, który mi ufał, który był mi bardzo bliski... Przenosząc te pudełka zdałam sobie sprawę, że muszę z nim porozmawiać.. Może wytłumaczy mi o co chodzi z tym spotkaniem, dlaczego on nie przyszedł tylko Justin. Chciałabym go zobaczyć, przeprosić go za to, co zrobiłam.. Muszę. Dlatego obiecałam sobie, że zadzwonię do niego zaraz po tych całych porządkach. A tak właściwie, to gdy przyszłam mama nawet nie zapytała, gdzie dokładnie i z kim byłam. Tak to jest, zawsze kiedy chcę jej wszystko opowiedzieć to jej to nie obchodzi. Ale cóż przyzwyczaiłam się do tego. Do tej pory nie spytała co tak naprawdę wydarzyło się między mną a Justinem.. Ale nie no, co ją to obchodzi, ja przecież mogę sama rozwiązywać swoje problemy, dam sobie radę...
Skończyliśmy wynosić pudła koło 18:30, potem praca była dość lekka. Wystarczyło przeglądnąć co jest w środku i zdecydować co robimy z tymi rzeczami. Większość z nich to moje, jak i Camilli stare zabawki z dzieciństwa, jakieś rowerki, misie.. To było takie wspaniałe, zapomniałam już o tym wszystkim, a gdy na nowo to zobaczyłam to bardzo się wzruszyłam. Siedziałam z Camillą i Brandim przeglądając pudła, a w tle leciała muzyka, z mojej komórki. Co kilka piosenek przewijały się te Justina, które kochałam najbardziej. Miałam dziwny nastrój, z jednej strony się bardzo cieszyłam a z drugiej czułam pustkę.. Dlatego pasowały mi te smutne, wolne piosenki.. o tak, to coś co kocham. Kiedy wreszcie skończyliśmy było już dość późno, od razu poszłam się wykąpać i przebrana, w piżamach zamknęłam się w pokoju i wyciągnęłam pamiętnik. Mój sekretny pamiętnik, gdzie opisywałam swoje uczucia. Od dawna go nie używałam, jednak postanowiłam do tego wrócić, to mi dobrze zrobi. Kiedyś pisałam go codziennie, przez dwa lata. Później nie miałam czasu, a może po prostu ochoty.. Przez ten okres leżał schowany w tajemnym miejscu, które kiedyś dla niego znalazłam. Nikt poza mną go nie zna, nie znajdzie go. Mogę być spokojna, kiedy idę do szkoły a mama zostaje z Brandim, że nie weźmie go przypadkowo i nie przeczyta. Położyłam się na łóżku i wzięłam długopis w dłoń i zaczęłam pisać.. Przypomniałam sobie też o tym, że miałam zadzwonić do Cala, dlatego chwyciłam komórkę i wykręciłam jego numer.
- Halo - odebrał po chwili.
- Cześć, Calon- zaczęłam.
- Cześć - odparł.
- Nie przeszkadzam?
- Nie- odpowiedział.
Jednak ja wtedy poczułam, że nie mówi mi prawdy.. Miał inny głos, inny ton niż zwykle, czułam, że przeszkadzam.. Że nie ma ochoty że mną gadać. Nie musiał mi tego mówić, ja to wiedziałam.
- Na pewno? Może jednak zadzwonię jutro?
- Przecież mówiłem, że nie przeszkadzasz, uhh.
- Serio? Bo ja czuję, że jednak tak. Dobra, z resztą nie ważne, przepraszam.
- Nie.. to ja przepraszam. Zachowuję się jak dureń.
- Przesadzasz.
- Nie. Prawie się z tobą pokłóciłem, co ja robię..

- Możemy o tym nie gadać? Nie dzwonię, żeby się kłócić.. Chciałam się spotkać.. Mógłbyś w najbliższym czasie?
- Tak.. raczej tak. Kiedy?
- Może być jutro.. lub pojutrze.
- Dobra, to jutro o 17 po Ciebie przyjdę.. pójdziemy gdzieś, ok?
- Dobrze
- Muszę już kończyć, przepraszam.
- Pa - zdążyłam powiedzieć, a zaraz się rozłączył.
Tak jak myślałam, po prostu nie chciał ze mną gadać. Znam go już i nigdy jeszcze nie powiedział od tak że musi kończyć.. Jak już coś to mówił, że jak tylko będzie miał czas to oddzwoni, cokolwiek.. A teraz? No właśnie.. uh.
Po rozmowie dopisałam jeszcze kilka zdań w pamiętniku i schowałam go z powrotem na miejsce. Położyłam się na łóżku, podłączyłam słuchawki do komórki i włożyłam je do uszu. Włączyłam playlistę i zamknęłam oczy. Próbowałam odciąć się od tego wszystkiego, żeby móc chociaż trochę odpocząć. Poniekąd to mi się to udało. Leżałam w spokoju słuchając piosenek, rodzice siedzieli na dole, a Camilla gdzieś u siebie w pokoju. Chociaż raz nikt mi nie przeszkadza. Do czasu, bo niedługo po tym piosenka na chwilkę umilkła i telefon zawibrował. Niechętnie co prawda ale wzięłam go do ręki i odblokowałam. Spojrzałam na wyświetlacz "1 sms od Justin x".
Otworzyłam wiadomość i przeczytałam pod nosem:
" Dziękuję, że się dzisiaj ze mną spotkałaś, to bardzo wiele dla mnie znaczy.. Naprawdę.. Dziękuję z całego serca."
A tymczasem moje zaczęło mocniej bić, to kochane, że podziękował, poczułam się tak inaczej, od razu zrobiło mi się ciepło w duchu. Chciałam coś odpisać, ale dość długo zastanawiałam się, co. Zwykłe "nie ma za co"? Przereklamowane. Zdecydowałam się w końcu na jedną wersję:
"Ja Tobie też dziękuję"
I wysłałam. Ponownie włączyłam muzykę. Nie doczekałam się odpowiedzi..
Nazajutrz obudziłam się z okropnym bólem głowy, nie mam pojęcia dlaczego, ale bardzo bolało. Schodząc ze schodów ledwo co nie upadłam. Nie dość, że głowa mnie bolała to jeszcze było mi słabo, ugh co za dzień. Położyłam się w salonie na kanapie i włączyłam telewizor. Mama zaparzyła mi gorącą herbatę i dała tabletkę. Rozgrzało mnie to, jednak nie poprawiło samopoczucia. Dopiero po kilku godzinach poczułam się trochę lepiej. Po południu postanowiłam zadzwonić do Calona i odwołać spotkanie. Wzięłam do ręki komórkę i wykręciłam jego numer.
- Halo - odebrał.
- Cześć.
- Cześć, Mishi
- Posłuchaj przepraszam cię bardzo ale nie dam rady się dzisiaj spotkać, strasznie źle się czuję.. Leżę w łóżku, z okropnym bólem głowy- na prawdę nie chciałam przekładać tego spotkania, ale nie mogłam nic innego zrobić.
-Dobrze, rozumiem- odpowiedział szybko- to kuruj się, ja już ci nie przeszkadzam- rozłączył się.
Miałam nadzieję, że się na mnie przez to nie obraził, ani nie poczuł się urażony. Gdy tylko poczuję się lepiej w najbliższym czasie, to dam mu znać, żeby nie było, że nie chcę się w ogóle spotkać. A tak wcale nie było. W głębi serca bardzo pragnęłam się z nim zobaczyć, porozmawiać z nim, przytulić go. Tak po prostu, brakowało mi go. Myślałam, że może to chwilowe, że to tylko głupie wrażenie, ale nie. Minęły dwa dni i nadal miałam to samo uczucie. Ostatnim czasem bardzo się do siebie zbliżyliśmy, nie przypuszczałam, że może mi na nim aż tak zależeć. Mówiąc 'zależeć" mam raczej na myśli jako na przyjacielu. Bo pomimo, że odczuwałam wyraźnie jego brak, pomimo, że czułam się przy nim bezpieczna zupełnie inne uczucie gościło gdy przytulałam jego, a kiedy Justina. Nie umiem tego wytłumaczyć..
Myśląc o tym wszystkich wtuliłam się w kołdrę i po chwili znużył mnie sen.
______________
Otworzyłam leciutko oczy, jeszcze zupełnie nie przytomna. Musiałam spać już koło godziny. Moje powieki nadal się kleiły. Chciałam przetrzeć oczy jednak dziwnym trafem poczułam, że coś trzyma moja dłoń, czułam jakieś ogrzewające ją ciepło. Nie mogło mi się wydawać, na pewno nie. Spróbowałam otworzyć oczy, a gdy wreszcie mi się to udało spojrzałam przed siebie. Obok mnie siedział Calon. A jego ręka automatycznie powędrowała w swoją stronę. Już wiem, to on trzymał swoją dłoń na mojej... Gdy spałam, a teraz szybko ją wziął. Widocznie się przestraszył. Przetarłam oczy i uśmiechnęłam się lekko do chłopaka. On także posłał mi miły wyraz twarzy. Dopiero po chwili doszło do mnie, że to on obok mnie siedzi, że to on trzymał mnie za rękę. Ale jak to?
Podniosłam swoje ciało do pozycji siedzącej i spojrzałam na Calona.
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
Chłopak z przepięknym uśmiechem na twarzy powiedział do mnie:
- Przyszedłem zobaczyć, jak się czujesz.
Po tym, co usłyszałam momentalnie zrobiło mi się ciepło na sercu, to takie kochane, na prawdę.
- Nie szkoda Ci wieczoru?
- Przecież wiesz, że nie szkoda- szybko odparł, po czym spuścił wzrok.
No tak, zrozumiałam, o co mu chodzi, po co ja o to pytałam, mogłam się domyślić, jaka będzie odpowiedź.
- Przepraszam
- Przepraszasz... za co?- zapytał.
- Za to, że cię ranię - powiedziałam.
W końcu mogłam z nim porozmawiać, powiedzieć co czuję, wytłumaczyć wszystko.
-Nie ra- chciał powiedzieć, ale popatrzyłam na niego- uh..
- Przecież wiem, że tak, wiem że przeze mnie cierpisz i nie mów, że nie.
Chłopak nie odpowiedział, to lepiej, mogłam kontynuować swoją wypowiedź. Powiedziałam, że jest mi bardzo przykro, że tak postępuję w związku z nim, że boli mnie ta cała sytuacja.
- Bo widzisz.. kiedyś, już dość dawno zależało mi na tobie, właśnie w TYM sensie - zaczęłam cicho, nigdy mu tego nie mówiłam, więc trochę się bałam, jak zareaguje - ale się bałam, też się bałam, że zepsuję naszą przyjaźń..Że ze względu na tą sytuację nie będziesz chciał ze mną gadać.. i nie powiedziałam..
Spuścił głowę i ukrył swoją twarz w dłoniach. Nie sądziłam, że ta rozmowa może mnie, zarówno jak i jego tak bardzo boleć.  Ale kiedyś musieliśmy w końcu pogadać, tak to było by jeszcze gorzej. Miałam tysiąc myśli w głowie i nawet nie zauważyłam, że chłopak od dłuższego czasu mnie obserwuje. Przemierzyłam go wzrokiem i zatrzymałam się na oczach. Jego tęczówki pociemniały, co sprawiło, że wyraz twarzy automatycznie się zmienił. 
____________________

no i jest nowy rozdział, znowu spóźniony ugh, ale szkoła i szkoła ._.
Mam nadzieję, że chociaż troszeczkę się podoba. Chyba coraz mniej osób czyta tego bloga, nikt nie komentuje..
A więc proszę Was bardzo, jeśli czytacie dajcie znać, cokolwiek.. to bardzo ważne.
Do następnego razu.

sobota, 19 października 2013

rozdział 15. ♥


Na początku chciałam Was straszliwie przeprosić za tak długą nieobecność, pisałam już nie kompletnie nie mam czasu przez tą szkołe :/ Ale postaram się dodawać już systematycznie rozdziały, zawsze możecie zapytać kiedy będzie i mnie trochę popędzać xd jeszcze raz przepraszam :3


Prędko doszłam na miejsce, minęłam kilka drzew i skręciłam w lewo. Wcale nie ujrzałam tam Calona... Przede mną stał Justin. Justin... ale jak? Przecież to Cal do mnie pisał, a nie Justin... Nie mogłam uwierzyć w to, co widze, jakim sposobem on się tutaj znalazł? Zastygłam w pozycji stojącej patrząc w ziemie, było mi dość głupio, nie wiedziałam, co mam zrobić a tym bardziej powiedzieć. Moja głowa przepełniała się tysiącem pytań, sytuacji, które mogą teraz nastąpić. Oczywiście moja wyobraźnia zaczęła szaleć i musiałam ją czym prędzej uspokajać. Ugh, mimo, że starałam się nie dawać mu do zrozumienia, że jestem przejęta tym spotkaniem, oczywiście nie dałam rady. Cała się trzęsłam, a najbardziej to ręce. Stałam... i w sumie nic więcej, nic. Czekałam aż on coś zrobi, aż się odezwie, cokolwiek, bylebym ja nie musiała zaczynać. I miałam szczęście.
- Wiem, że spodziewałaś się kogoś innego - powiedział spokojnym tonem.
Tak, tym mnie zaskoczył, myślałam że zacznie trochę inaczej.
Nie odezwałam się, moją odpowiedzią było jedynie spuszczenie głowy w dół. Miałam nadzieję, że to zrozumiał, bo w tym momencie kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Podeszłam kilka kroków do przodu, a on ruszył za mną. I nawet nie wiem kiedy ale szliśmy w ciszy do przodu, od tak. Moje serce biło jak szalone, bo z jednej strony straszliwie się przejmowałam tą całą sytuacja, która nastała, jednak z drugiej cieszyłam się, bardzo, że w końcu się z nim spotkałam. I tak oto byłam w kropce. Idąc tak zastanawiałam się, co mogę mu powiedzieć. Miałam już to nawet ułożone w głowie Zaplanowane, tylko się bałam. Kurde, oczywiście, ja zawsze się boję, co jest ze mną nie tak?! Przyrzekłam sobie w myślach, że to powiem, że muszę to powiedzieć. A więc nie było już odwrotu. Przełknęłam ślinę i zebrałam się w duchu.
- Widziałam to...- niemal wyszeptałam. Tylko dlaczego? Dlaczego nie dałam rady powiedzieć tego zwyczajnym tonem? Znowu byłam za słaba, znowu.
Zatrzymał się i spojrzał na mnie w niedowierzaniem. Wiedziałam, że go to zaskoczy. W sumie nawet ja nie wierzyłam do tej pory, że to oglądałam. Bo obiecałam sobie w głębi serca po tym co się stało, że więcej nie będę się przejmować tym, co robi, co się z nim dzieje. A jednak..
- Naprawdę? - zapytał cicho.
Lekko skinęłam głową, jako odpowiedź na jego pytanie.
Chyba też do końca nie mógł uwierzyć, że to prawda. Mimo to, że byłam na maksa przejęta i ledwo co dałam wydusić z siebie te dwa wyrazy postanowiłam z nim szczerze pogadać, bo inaczej dalej byłoby tak.. bezsensownie, jak do tej pory. Ręce cały czas mi drżały, byłam zdenerwowana, ale starałam się to ukryć. Myślałam, że dobrze to robiłam, ale widocznie się pomyliłam.
- Cała się trzęsiesz..- zauważył od razu.
Ugh, kompletnie nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, przecież nie mogłam po prostu 'bo się denerwuję naszym spotkaniem', to głupie. Odwróciłam głowę w przeciwną stronę, w sumie nie wiedząc w czym mi to pomoże. Szybko zastanowiłam się, co mam jeszcze zrobić, żeby zmienić temat, cokolwiek, bylebym nie musiała tłumaczyć dlaczego się trzęsę. Po chwili jednak poczułam jak jego dłoń lekko i delikatnie przejeżdża po mojej. Na samą myśl o tym poczułam się.. jakoś tak inaczej, niż dotychczas. Popatrzyłam na to, co własnie poczułam i szybko wyrwałam swoją dłoń z jego. Ugh, nie wiem, to był taki impuls, tak odruchowo to zrobiłam. Nie byłam jeszcze gotowa na takie coś, dopiero co się spotkaliśmy.
-Przepraszam- powiedział.
Uśmiechnęłam się do niego lekko, żeby nie miał sobie za złe za to, co zrobił.
Ruszyliśmy wolno przed siebie, w ciszy. Szliśmy. Justin znalazł sobie jakiegoś kamyka, którego kopał do przodu, a gdy doszliśmy w miejsce które wylądował ponawiał ruch. Może to go odstresowało, nie wiem, bo mi to dobrze zrobiło, przestałam się tak bardzo przejmować, postanowiłam, że to jedna rozmowa, którą musimy przeprowadzić. Szliśmy dalej, przed siebie, spokojnym krokiem, gdy nagle Justin stanął w miejscu i spojrzał na mnie.
-Mishi, ja już tak dłużej nie mogę- powiedział tym razem głośno i zdecydowanie.
Przeniosłam wzrok ku niemu, jednak próbowałam nie patrzeć mu w oczy aż zanadto, bo wiem, jak one na mnie wpływają.
- Myślę o tym, co się stało, każdego dnia, każdej nocy, nie ma takiej chwili, gdy bym o tym nie myślał - wyraźnie zaakcentował słowo nie - gardzę sobą za to, co zrobiłem.
Spuściłam wzrok i lekko uśmiechnęłam się pod nosem, w sumie nie wiem, dlaczego.
- Boże. Nawet nie wiesz, jak tego wszystkiego żałuję. Zrobiłbym wszystko, żeby móc cofnąć czas i do tego nie dopuścić. Nie chciałem tego...- powiedział.
-Wiem- odparłam.
Nie raz już to słyszałam, gdy nagrał mi się na pocztę, gdy oglądałam koncert, nawet w sms'ach to pisał. Miałam wrażanie.. nie, nie miałam wrażenia, wiedziałam, że żałuje tego, co zrobił. Jednakże to nie znaczyło, że musimy teraz do siebie wracać. Nie byłam pewna, czy będę potrafiła jeszcze z nim być. Może to głupie ale jak dla mnie to wszystko działo się za szybko.
-Jest szansa... że.. mi wybaczysz?- zapytał cicho.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
-Jest- odparłam już nieco radośniejszym tonem.
W tym momencie na jego twarzy również zagościł uśmiech. Wyraźnie poczułam motylki w brzuchu, owszem, miałam je już od pierwszego momentu naszego spotkania, gdy tylko go ujrzałam, ale jego uśmiech przede wszystkim wzbudzał we mnie emocje.
- Przepraszam, gdyby to się wte- nie dałam mu dokończyć.
- Przestań, nie chcę tego znowu słuchać. Mówiłeś to już wiele razy i bardzo dobrze wiem, że tego żałujesz.
-Skoro tak mówisz... - posłał mi lekki uśmiech, a ja go odwzajemniłam.
Powoli zaczynało być tak, jak dawniej.Rozmyślając jak to dalej się potoczy poczułam wibracje, tak to moja komórka. Szybko wyjęłam ją ze spodni i spojrzałam na wyświetlacz. To była mama.
-Odbierz- powiedział chłopak.
Nacisnęłam "odbierz" po czym przyłożyłam słuchawkę do ucha.
-Gdzie ty jesteś? Nie pamiętasz, że mieliśmy dzisiaj robić porządki w garażu i na strychu?
-Ojej, faktycznie. Kompletnie wyleciało mi z głowy, przepraszam.
-No dobrze, ale dalej nie wiem, gdzie jesteś, nie mówiłaś, że wychodzisz, martwiliśmy się.
-Jestem.. na łące- powiedziałam po prostu gdzie, miałam nadzieję, że nie będzie wszczynać przesłuchiwań.
-Na łące? Po co? I z kim? Przecież jest już późno, nie błąkaj się tam sama, wracaj już do domu.
-Nie jestem sama.
-To z kim? Skarbie martwię się o Ciebie
-Z.. nie ważne. Już wracam, nie martw się
-Dobrze, czekam- powiedziała i rozłączyła się.
Wtedy przypomniałam sobie, że faktycznie nie dałam jej znać, że wychodzę. Byłam tak szczęśliwa, że kompletnie o tym zapomniałam. No właśnie... Cieszyłam się na spotkanie z Calem.. CALEM...
Z całego zamysłu wyrwał mnie spokojny głos Justina.
- Niech zgadnę- obowiązki wzywają?- uśmiechnął się.
-Tak, dokładnie.
-Mogę cię o coś zapytać?
Gdy to usłyszałam trochę się przejęłam. Nie miałam pojęcia o co może zapytać, co chce wiedzieć..
-Tak, jasne że tak.
-Dlaczego nie powiedziałaś, że..no wiesz.. że jesteś tutaj ze mną?
Bałam się trochę, że kiedyś to się stanie, że zapyta o rodziców, a ja dalej pamiętałam, co napisał im w tym liście, bałam się, że się wygadam, że go przeczytałam, chociaż w sumie trochę kusiło mnie, żeby po prostu wyznać mu prawdę, bez żadnych zbędnych opowiadań. A więc w sumie po raz nie wiem który byłam w kropce.
-Yhm.. bo. no wydaje mi się, że lepiej gdybym porozmawiała z nią o tym osobiście...
-Dobrze, skoro myślisz, że tak będzie lepiej..
W tym momencie coś mnie tknęło, coś sprawiło, że poczułam się odważna jak nigdy.
-Czytałam to, co napisałeś w liście do moich rodziców... Na prawdę nie planowałam tego, nie chcia- nie zdążyłam dokończyć.
-Nie przepraszaj. Stało się, trudno.
-Tak, wiem ale nie chciałeś, żebym przeczytała ten list..
-Wiem. To i tak nie ma już znaczenia.
Trochę nie zrozumiałam o co mu chodzi, ale nie miałam czasu wypytywać i słuchać odpowiedzi, bo przecież musiałam iść pomóc robić porządki. Mama byłaby bardzo zła, gdybym przedłużyła pobyt, co bardziej, że nie wie, z kim tutaj jestem. Tak, jak powiedziałam Justinowi jeśli będzie ciekawa opowiem jej wszystko w domu, ale jeśli nie będzie ponownie pytać, kto mi towarzyszył to sama nie będę się wypowiadać.
-Przepraszam Cie, ale na prawdę muszę już iść, wiesz dobrze, jaka jest moja mama.. nie odpuści mi tego, jak teraz nie wrócę..
Pokiwał głową, jakby chciał powiedzieć, że jeszcze nie zapomniał tego, że moja mama była przeciwna naszemu związkowi.
-Rozumiem- powiedział.
W tym momencie znów poczułam w sobie co dziwnego, coś co mnie do niego ciągnęło, coś co podpowiadało mi, że mi go brakuje, jego dotyku, jego oddechu, jego głosu, wszystkiego. Ale nie rozumiałam tylko dlaczego. Bo ostatnio, dopóki się z nim nie spotkałam, dopóki nie zobaczyłam tego koncertu w telewizji starałam się o nim nie myśleć i było dobrze. A teraz wszystko powróciło.. Czy to znak, że na prawdę jestem w nim zakochana? Że dalej mi na nim zależy? To pytanie pozostało w mojej głowie bez odpowiedzi..
Ale to coś w środku popchnęło mnie w stronę Justina.. I za tą sprawą wtuliłam się mocno w niego, a on mnie objął. Rzeczywiście, może to nie tylko to mnie do ciągnęło, bo gdy się zbliżyliśmy czułam, jak moje motylki w brzuchu wariują za szczęścia.
-Na prawdę muszę już iść- powiedziałam ściszonym głosem.
-Okej- wypuścił mnie ze swoich ramion i uśmiechnął się na pożegnanie.
Odwróciłam się i zrobiłam dwa kroki w przód gdy nagle:
-Mishinko- zawołał.
Od razu obróciłam się patrząc na niego pytająco. Spojrzał mi w oczy, lecz po chwili skierował wzrok gdzieś w dół.
-Miłego wieczoru- powiedział.
Szczerze mówiąc wydawało mi się dość dziwne, że chciał mi życzyć miłego wieczoru, nie, na pewno nie o to mu w pełni chodziło. Gdy się obróciłam zobaczyłam, takie.. hmm przerażenie w jego oczach? Może to tylko mi się wydawało ale to na prawdę wyglądało tak, jakby chciał coś powiedzieć ale w ostatniej chwili zabrakło mu odwagi...
Uśmiechnęłam się do niego i odeszłam, kierując się do domu. Droga nie zajęła mi długo, wręcz przeciwnie, było już dość zimno więc przyśpieszałam kroku z każdą sekundą.  Gdy dotarłam do domu robota była w pełni, tata był na strychu, nad garażem, mama brała od niego jakieś pudła i dawała Camilli, a Brandonek, jak to dziecko siedział na trawce i się przyglądał. Od razu  rodzice przydzielili mi zadanie przenoszenia różnych pudeł gdzieś przed garaż, tak, jak Camilli,a później będziemy je przeglądać. Chodziłam w tą i z powrotem, a nim się zorientowałam zdałam sobie sprawę, że myślę o Calonie. Tak jakoś, po prostu przyszedł mi na myśl, zastanawiałam się co u niego, co robi, że dawno się nie widzieliśmy. Na początku to w ogóle nie wydawało mi się dziwne, ale potem zdałam sobie sprawę, że przecież widziałam się z Justinem, można powiedzieć że się pogodziliśmy, a ja teraz myślę nie o nim lecz o Calu, co jest nie tak?



________________
No i jest. Jeśli się podoba to komentujcie, proszę, to bardzo ważne. ♥

piątek, 4 października 2013

informacja.

Cześć skarby x
chciałabym was straszliwie przeprosić za to, że tyle czasu nie dodawałam nowego rozdziału. zaczęła się szkoła, kompletnie nie mam czasu.. Eh. Ale postaram się to nadrobić oczywiście. Planuję zacząć dziś wieczorem pisać rozdział a więc dodam może jeszcze w niedzielę.. Jeszcze raz bardzo wam przepraszam. :'c ♥

niedziela, 25 sierpnia 2013

rozdział 14.♥

Zrobiliśmy tak, jak powiedziałam i Darwood wziął do ręki list, zaczął czytać:
 ' Drodzy Państwo
 Nazywam się Justin Bieber i jak już raczej Państwo wiedzą jestem...albo raczej byłem chłopakiem Państwa córki. Teraz to już sam nie wiem. To wszystko strasznie się skomplikowało. I to przeze mnie. A w tym właśnie liście chciałbym wyjaśnić, co tak naprawdę się stało. Nie wiem od czego zacząć... Pisze ten list dzień po tym, co zaszło... Nie wiem, czy państwo wiedzą,  czy nie.. Otóż to było tak: Ja byłem w studiu razem z moim menager'em i menager'em Seleny... Na prawdę tego nie chciałem. Sprzeciwiałem się, ale co mi po tym? On mnie nie słuchał, miał gdzieś moje zdanie. Chciał tylko, żebym wypromował Selenę. Ja mówiłem mojemu menagerowi że nie mogę tego zrobić, że nie chcę, ale to nie działało. Gdybym wtedy się postarał może bym coś zdziałał, ale nie. Poddałem się. Nie mam pojęcia, czy Mishinka powiedziała Państwu, co się stało..Możliwe, że tak..albo nie. Także lepiej powiem o co chodzi. Tamtego dnia kiedy menager Seleny mi to jednym słowem 'rozkazał zrobić' miałem w planie wszystko powiedzieć Mishince, wszystko. Ale nie zdążyłem. Nie zdążyłem, bo w tym momencie pojawiła się w studiu. Właśnie.. w tym najgorszym momencie. I nas zobaczyła, zobaczyła, jak całuję Selenę. Nie mogę sobie tego wybaczyć. Tego, że to zobaczyła, że nie mogłem jej nawet powiedzieć, dlaczego tak właściwie to zrobiłem. A teraz już za późno. Na wszystko. Pisałem, dzwoniłem...ale nic nie działa. Rozumiem ją. Skrzywdziłem Państwa córkę i wiem, że źle postąpiłem. Dlatego chciałbym Państwa przeprosić. Za to, co jej zrobiłem. Wiem, że Państwo z początku nie pochwalali naszego związku, dlatego tym bardziej chcę przeprosić. Bo w końcu się Państwo zgodzili, abyśmy byli razem, a ja to zmarnowałem i do tego skrzywdziłem Mishinkę. Nie chciałem tego, ale biorę na siebie całą winę. Ale nie tylko za to. Mam jeszcze jedną rzecz, którą muszę zrobić. Muszę powiedzieć w telewizji, że nie znam Mishinki... Nie wiem, jak to zrobię, ale muszę. Bo widzi Państwo..jestem prawie całkowicie zależny od menager'a. I jeśli on zawiązał jakąś umowę z menager'em Seleny, to nie mam nawet szansy się sprzeciwić. On po prostu chce, abym wypromował płytę Seleny. A ja nie mam nic do gadania. Dlatego chcę Państwa przeprosić. Za to wszystko, co zrobiłem, powiedziałam i za to co zrobię. Kocham Państwa córkę najbardziej na świecie i nigdy nie przestanę. Dlatego tak pod koniec chciałbym, aby Państwo nie pokazywali tego Mishince. Nie chcę, aby pomyślała, że piszę ten list, bo chcę aby się nade mną zlitowała, czy coś. A to wcale nie tak. Wiem, że ją straciłem, ale chciałbym się wytłumaczyć dlaczego. Nie wiem, czy Państwo mnie posłuchają i nie pokażą jej tego listu, ale mam taką nadzieję. Przepraszam jeszcze raz, Justin.'
Spojrzałam na Darwooda...Trochę mnie to wszystko przerosło, może nie powinnam była tego czytać, sama nie wiem.
-On chyba na prawdę cię kocha...- powiedział cicho Dar i popatrzył na mnie. Spuściłam wzrok, nie mam pojęcia, co myśleć. Z jednej strony to, co przeczytałam naprawdę bardzo mnie wzruszyło z drugiej strony miałam mętlik w głowie. To było niepojęte. Byłam trochę zmęczona, bo wcześniejszej nocy źle spałam. Spoglądnęłam na niego i przetarłam oczy.
-Myślę, że powinnaś z nim porozmawiać, tak byłoby najlepiej...- powiedział, po czym pogładził mnie po głowie- a teraz chodźmy już spać, bo widzę, że padasz z nóg- uśmiechnął się pod nosem.
-To-o nie praawda- powiedziałam ziewając.
-Hahaha, no niee, wcale - zaśmiał się Dar.
Uśmiechnęłam się i szybkim krokiem skierowałam się do łazienki. A gdy już się umyłam położyłam się na łóżku, obok Darwooda. Szczerze mówiąc, gdybym leżała tam z innym chłopakiem troche bym się krępowała, ale jego traktowałam jak brata, dlatego nie przeszkadzało mi to.

-Mishi, ślicznotko, wstawaj już!- wyrwał mnie z błogiego snu głos Darwooda. 
Zaraz, zaraz, czy on nazwał mnie ślicznotką?
-No dalej, wiesz, która jest godzina? 11:30!- po tym, co usłyszałam momentalnie wstałam i spojrzałam na zegarek, stojący obok łóżka. Faktycznie było już tak późno.
-Omg- powiedziałam nie do końca przebudzona.
-No wreszcie, wstała moja księżniczka- uśmiechnął się.
-Przestań!- zaśmiałam się po czym rzuciłam w niego poduszkę. Zawsze, gdy mnie tak nazywał miałam wrażenie, że uważa mnie za małą, a przecież był tylko 2 miesiące starszy. Otworzył szeroko buzię i zaśmiał się głośno.
-Tak się bawimy?!- zmarszczył oczy. I za chwilkę poczułam, że poduszka ląduje na mojej twarzy. I tak właśnie zaczęła się nasza 'bitwa'.
-Hahahah, jesteś głupia- powiedział i dorzucił do tego ten swój uśmieszek.
-Jak możesz?!- skrzyżowałam ręce i zmarszczyłam czoło- foch- powiedziałam.
Zrobiłam smutną minę i usiadłam na skraju łóżka.
-Oj no przestań, nie chciałem, księżniczko...
Dalej nie zmieniałam pozycji, ani nie odezwałam się ani słowem. Znowu powiedział mi 'księżniczko'.. no ale w sumie to nie przeszkadza mi to tak strasznie. Nawet zaczęłam to lubić. Po chwili otworzyły się drzwi a w progu stanęła mama. Dostałam jeszcze raz poduszką po czym spojrzałam na nią i zobaczyłam, że Brandi do nas przybiegł więc posadziłam go na łóżku.
-Co wy tu wyczyniacie? Słychać was na cały dom!- powiedziała z uśmiechem mama.
-To on zaczął!- zaśmiałam się i wskazałam na przyjaciela.
-Przestań księżniczko.
Spojrzałam na niego piorunującym wzrokiem, nie wiem, co sobie pomyślała moja matka bo chyba nigdy nie słyszała, żeby Darwood tak na mnie mówił, ale co mogłam zrobić? Za późno.
Na szczęście mama nic nie powiedziała tylko zaśmiała się i wyszła. Po przebraniu się zeszłam na dół na śniadanie. Tak, jak to jest u cioci wszyscy siadamy przy ogromnym stole i bierzemy, co chcemy. Zostały jeszcze 2 dni które tutaj spędzę, wiec trzeba się rozkoszować.
Kiedy wszyscy się najedliśmy Cody, Camilla i Darwood skierowali się do salonu, chcąc obejrzeć telewizję. Mnie jakoś to nie interesowało tylko poszłam na dwór na hamak pod drzewem. Lubiłam tam przesiadywać, niby było dosyć gorąco, ale powiewał chłodny wiaterek, cudowne uczucie. Siedziałam spokojnie i myślałam o tym, jak tu jest pięknie gdy nagle usłyszałam:
-Mishinka! Gdzie ty jesteś?! Chodź tu!- to był głos Camilli.
-Co chcesz?- krzyknęłam.
-Mishinka no chodź tu do nas!- musiała nie słyszeć mojego pytania.
Niechętnie co prawda, ale wstałam i ruszyłam w stronę salonu. Gdy już weszłam do pomieszczenia to zobaczyłam, że wszyscy wygodnie leżą na kanapie. Nie miałam pojęcia dlaczego mnie tu zawołali. Podeszłam do Camilli i zapytałam o co jej chodziło.
-Popatrz- powiedziała i skierowała wzrok na ekran telewizora.
Ja także popatrzyłam i ponownie przeniosłam na niż wzrok. To tylko jakiś głupi teledysk do piosenki- pomyślałam sobie.
-No spójrz jeszcze raz. To coś dla ciebie- wskazała palcem na ekran.
Ponowiłam ruch i wtedy zobaczyłam, że to nie jest zwykły teledysk do jakiejś tam piosenki..tylko koncert na żywo..Justina. Wkurzyłam się, po co ona mnie tu wołała. Przecież i tak nie mam zamiaru na to patrzeć. Owszem, brakuje mi go, brakuje mi każdej minuty spędzonej z nim, każdego jego spojrzenia. Ale boję się mu zaufać. Boje się, że gdy to wszystko zacznie się od nowa powtórzy się historia z Seleną. Kiedy go zobaczyłam..tak dawno nie widziałam jego uśmiechu, tak strasznie za nim tęskniłam...Serce zaczęło mocniej bić, ale musiałam się ogarnąć, co się ze mną dzieje?!
-Po to mnie wołałaś?- zapytałam.
-No tak, oglądnij z nami.
Miałam wątpliwości co do tego. Mimo, że chciałam zobaczyć ten koncert coś we mnie się sprzeciwiało. Ruszyłam w stronę miejsca, gdzie zanim mnie zawołano leżałam spokojnie w cieniu. Gdy nagle Darwood chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w ich stronę.
-No, nie daj się prosić, księżniczko- uśmiechnął się.
Szturchnęłam go w ramię i usiadłam obok. Nie będę odstawiała sceny, jak to bardzo nie chcę tego widzieć i wgl bo to by było dziwne. Zwłaszcza, że nie mówiłam nikomu z nich o tym, co się stało. Jedynie Calonowi i Sashy. Dar dowiedział się o tym miej więcej z listu, którego wczoraj mi przeczytał, a Camilla...w sumie to nie mam pojęcia, pewnie z internetu. Mogę się założyć, że zobaczyła Justina i Selenę jak się całują gdzieś na jakiejś stronce i wtedy zorientowała się dlaczego ja już z nim nie jestem. Patrzyliśmy wszyscy razem na koncert na żywo. Gdy widziałam jego niektóre ruchy, spojrzenia, mrugnięcie okiem do beliebers...coś we mnie płakało. Brakowało mi go...
Gdy tak oglądaliśmy nagle zapadła cisza. Justin przestał śpiewać, nie wiem, dlaczego. Zapomniał tekstu? 
Nie to chyba nie to..
-Zastanawiacie się, dlaczego przerwałem, racja beliebers?- skierował pytanie do publiczności.
Odpowiedział mu tylko wrzeszczący tłum fanów.  Nie wiem, o co chodziło, dlaczego przestał śpiewać i trochę mnie to zaciekawiło. Gdy się rozejrzałam Cam, Dar, jak i Cody siedzieli wpatrzeni w ekran.
-To wszystko, co ostatnio się wydarzyło mnie przerosło. Nie mogę już tak dalej. Chcę wam to wszystko wyjaśnić...Widzicie..- zapadła cisza- miesiąc i dwa tygodnie temu poznałem dziewczynę.. W dość nietypowy sposób. ..Wpadliśmy na siebie w restauracji - zamilkł i uśmiechnął sie pod nosem.
W tym sensie przypomniałam sobie ten dzień. Uśmiech sam nasunął mi się na twarz. Wszyscy spojrzeli na mnie, wiedzieli, że Justin mówi o mnie.
- Widzisz, księżniczko? Jemu naprawdę na tobie zależy i stara się, żebyś mu uwierzyła...- poklepał mnie po ramieniu jedyny chłopak, która tak mnie nazywa.
W głębi serca cieszyłam się z tego wszystkiego. Kocham Justina, ale nie wiem, czy jestem w stanie znowu z nim być, ponownie mu zaufać...
-Pamiętam dokładnie ten dzień.. ten moment. Na początku myślałem, że to głupie zauroczenie, które zaraz przejdzie. Ale kiedy umówiłem się z nią na pierwszą randkę zrozumiałem, że się myliłem. Gdziekolwiek byłem myślałem tylko o niej. O jej pięknych oczach, o tym wspaniałym uśmiechu.Na niczym innym nie mogłem się skupić. Ale pewnego dnia powiedziała mi, że nie możemy się spotykać, bo jesteśmy z z dwóch, całkowicie różnych światów. Załamałem się, gdy to usłyszałem. Zależało mi na niej. Ale uszanowałem jej decyzję i próbowałem o niej zapomnieć, ale nie dałem rady. I ten wypadek tak naprawdę bym wyłącznie przeze mnie. Byłem wkurzony i zły, bo ją kochałem, a nie mogliśmy być razem...
Moje serce biło, jak szalone, kiedy to wszystko opowiadał, nie mogłam uwierzyć, że dokładnie to pamiętał. Kiedy mówił zrobiło mi sie strasznie smutno. Chciałabym znaleźć się wtedy obok niego, móc go przytulić...
-Ale wiecie co? Byłem najszczęśliwszym chłopakiem na świecie, gdy leżąc w szpitalu, po drugiej operacji, ledwo przytomny powiedziała mi, że jej na mnie zależy, tylko po prostu boi się tego wszystkiego. I to ona pisała wtedy za mnie tweet'a na twitterze. I byłbym szczęśliwy aż do teraz, gdybym tego nie zepsuł.  No właśnie.. gdybym. Spieprzyłem to, zachowałem się, jak totalny idiota. Te moje ostatnie zdjęcia z Seleną to tylko i wyłącznie za sprawą jej menager'a. Poprosił mojego, abym to wszystko zrobił, bo chciał wypromować jej nową płytę. Pewnie za chwilę dostanę opieprz albo jeszcze coś gorszego, ale mam to gdzieś, nie mogę tego dalej ciągnąć. Nie mogę udawać, że jest dobrze, bo wcale tak nie jest. Codziennie myślę o niej.. o tym, co było między nami- spuścił głowę, a z jego oka spłynęła łza.
Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Justin płakał...z mojego powodu? MOJEGO? Przez to wszystko mi także spłynęło kilka łez po policzku, jednakże starałam się powstrzymać przed płaczem, nie tu, nie przy wszystkich.
-Nie ma żadnej Seleny Gomez, jedyna dziewczyna, którą kocham to Mishinka Tien. Wiem, że tego nie ogląda, ale w głębi serca mam jeszcze malutki płomyczek nadziei, że może jednak... Chciałbym, żeby wiedziała, że ją kocham, kochałem i będę kochać. Bez względu na to, co się stanie, bez względu na to, czy mi wybaczy. Cholernie mi na niej zależy. Gdyby nie ona moje życia nie miałoby sensu. Chciałbym móc ją jedynie przeprosić, nie tak na komórce, nie przez sms'a, nie w telewizji, tylko osobiście. Bo nie nie kocham nikogo innego tak bardzo, jak ją. I proszę was o coś. To, że wam to wszystko opowiedziałem.. ufam wam. I nie chciałbym, żebyście teraz krzywdziły Mishinkę. Bo ona jest naprawdę wspaniała.
A ja siedziałam na kanapie i zaczęłam ryczeć, jak dziecko, ale szybko wstałam i pobiegłam do swojego pokoju, nie chciałam, żeby oni to wiedzieli. Położyłam się i płakałam, kiedy nagle po kilku minutach zadzwonił telefon.
Od razu pomyślałam, że to Justin, przestraszyłam sie, nie wiedziałam, co mu powiedzieć. Jednak, gdy na wyświetlaczu pisał 'Calon. x' poczułam ulgę. Szybko przetarłam oczy i wytarłam chusteczką noc, żeby nie poznał, że płakałam, jednak nie byłam pewna, czy mi się to uda.
-Halo- odebrałam
-Widziałaś to?- zapytał poważnym tonem.
-Tak- odparłam, po czym podciągnęłam nosem.
-Płakałaś?
-Calon, ja nie wiem...
-Hej, nie tłumacz mi się. Oglądałem to wszystko. Rozumiem cię. Zamierzasz teraz...no wiesz, wrócić do niego?- zapytał.
Nie umiałam teraz mu odpowiedzieć, bo tak naprawdę nie miałam pojęcia, co zrobie, to wszystko mnie przerosło...
-Nie wiem... nie mam pojęcia...kocham go, ale się boję...Calon, przepraszam ci- nie zdążyłam nawet dokończyć, bo mi przerwał:
-nie przepraszaj, nie masz za co...rozumiem, musisz już kończyć. Dobranoc- powiedział.
Wcale nie chciałam przerywać tej rozmowy.. Ale nie dziwiłam mu się. Co ja bym zrobiła, gdyby chłopak, którego kocham postanowił wrócić do swojej dziewczyny... Tak strasznie głupio się poczułam, tak strasznie było mi go żal.. Zależy mi na nim i nie chcę go krzywdzić, nie chcę, żeby przeze mnie cierpiał...
Nim się zorientowałam zasnęłam. Kolejne dni zleciały bardzo szybko, na zastanawianiu się co mam teraz zrobić.
~~~~~~~~~~~
-To co, przyjdziesz?- zapytał Calon.
-Pewnie, że tak.
Ucieszyłam się na spotkanie z Cal'em. Umówiliśmy się na łące niedaleko mojego domu za 20 minut. Szybko ubrałam się i wyszłam.Nie chciałam, aby na mnie czekał. Denerwowałam się, nie wiedziałam, o czym Calon chce pogadać ale się spodziewałam, że to będzie miało związek z Justinem...
Prędko doszłam na miejsce, minęłam kilka drzew i skręciłam w lewo. Wcale nie ujrzałam tam Calona...




_________________________

Jest już nowy rozdział. Według mnie jest masakryczny, łee ;/. I do tego krótki. Nie miałam natchnienia niestety ;c Przepraszam. Ostatnio nie mam zachęty, coraz mniej komentarzy, wiecie... Jak już zauważyliście dodałam nową ankietę. Chodzi o to, że jak wchodze na komputer to szablon się psuje, a chciałabym, aby wam było dobrze widzieć. Więc odpowiadajcie i dziękuje za wszystkie komentarze (jeśli jakieś wgl będą..) Kocham was ♥

sobota, 10 sierpnia 2013

rozdział 13. ♥

Jego także rozbawiło to, co usłyszał.
-Weź  chociaż bluzę. Zdążysz ją schować, zanim wejdziesz do domu, a nie chcę, żebyś zmarzła.
Miał rację. Pomimo tego, iż w dzień temperatura jest bardzo wysoka i słońce praży, noce są bardzo zimne, co sprawia, że rankiem jest dość chłodno. Dlatego najczęściej ludzie chodzą wtedy w długich rękawach. Zgodziłam się wziąć od niego bluzę. Bluzę...a raczej koszulę, bo taką mi dał. Koszulę w kratkę, z flaneli, co było można poznać od razu. Była miękka  w dotyku, jak tylko ją ubrałam to poczułam zapach perfum Calona. Był nieco delikatny ale i pociągający, w momencie zrobiło mi się ciepło. Zabrałam swoje rzeczy, których z resztą nie miałam za dużo i byłam gotowa do wyjścia.
-Calon...chciałabym ci podziękować za wczoraj. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie ty - uśmiechnęłam się, stojąc w progu.
-Nie dziękuj. Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć- powiedział dosyć cicho.
Nie mam pojęcia, dlaczego to zrobiłam, ale przybliżyłam się do niego i przytuliłam go mocno, a on objął mnie rękami. Było mi tak dobrze, zawsze w takich momentach zapominałam o Justinie, o tych wszystkich problemach. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. W tym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Byliśmy tak blisko, że czułam jego gorący oddech. Zaczęliśmy przybliżać swoje twarze, gdy nagle Calon odwrócił głowę i przymrużył oczy.
-Przepraszam, nie powinienem był...
Uśmiechnęłam się i powiedziałam:
-Nic się nie stało.
A tak właściwie, to chyba jednak się stało. Nie wiem, jak to było możliwe, ale poczułam się rozczarowana. Coś mnie do niego ciągnęło, coś we mnie chciało, żeby nasze usta się spotkały. Nie wiem, czy to dlatego, że brakowało mi tej czułości, tej delikatności, którą miałam z Justinem, czy dlatego, że coś do niego poczułam. I właśnie przez całą drogę powrotną zastanawiałam się, czy rzeczywiście możliwe jest, abym poczuła coś do..Calona...



  ~~~~~~~~~~~~
-Już jestem! - oświadczyłam, przekraczając próg domu.
Myślałam, że zaraz usłyszę jakieś jakieś głupia pytania, dlaczego zostałam na noc u kolegi, kto to był i wgl. Spodziewałam się kazania. A tu nic. Kompletnie nic. Cisza.
W salonie siedziała mama i oglądała telewizję, obok niej w kojcu bawił się Brandon. Tata był jeszcze w pracy, a siostra jak mniemam gdzieś na mieście.
-O, cześć słonko- powiedziała radośnie mama.
Pierwszy raz chciałam jej powiedzieć, co się stało, dlaczego nie wróciłam na noc, dlaczego ostatnio byłam taka jak byłam, a ona nic. Akurat dzisiaj musi być spokojna i nie robić mi kazania. To jest nie do pomyślenia. Zawsze z nie wiadomo czego robi wielkie problemy, a jak już naprawdę są to ona tego nie zauważa. O jeny, super.
Schowałam koszulę Calona w szufladzie, pod moim łóżkiem tak, aby nikt jej nie zobaczył.
Kiedy już ją ukryłam spojrzałam na komórkę i zobaczyłam, że mam sms'a. Nawet nie zauważyłam, że ktoś do mnie napisał. Otworzyłam wiadomość i ujrzałam.
Justin:
'Przepraszam za to, co zrobiłem jeszcze raz. I przepraszam za to, co powiedziałem/powiem... nie wiem, czy kiedykolwiek dasz mi to wszystko wytłumaczyć, Mam taka nadzieję.
Zanim się obejrzałam był już wieczór.
Do tej pory nikt nie zapytał, dlaczego nie było mnie na noc w domu. Nawet oglądając wspólnie telewizję nie padło żadne takie pytanie. Siedzieliśmy w pokoju i właśnie zaczął się program 'Wieczór u Jerry'ego'
Wszyscy chętnie to oglądamy.
-Dziś wywiad z jakże wspaniałym piosenkarzem - Justinem Bieberem' - usłyszałam.
Serio? Akurat teraz? Nie miałam ochoty tego słuchać, nie miałam ochoty na to patrzeć, ale przecież nie będę uciekała przed wszystkimi programami z nim. Na początku nie słyszałam ani trochę rozmowy, bo Camilla chwaliła się rodzicom, jaką to piękną sukienkę widziała na mieście. Dopiero potem wsłuchaliśmy się dokładniej.
'-Posłuchaj Justin, ostatnio pojawiły się twoje zdjęcia z Seleną Gomez, jak to skomentujesz?'
Justin milczał.
'- Czy jesteście razem?'
'- Tak, jesteśmy'
W tym momencie pewnie w innych okolicznościach od razu z moich oczu popłynęłyby łzy, ale po tym, co widziałam mogłam się tego spodziewać. Było mi jedynie przykro, że to jednak jest prawda.
'-W internecie pojawiły się też zdjęcia pewnej dziewczyny, która została sfotografowana w twoim studiu. Podobno, gdy całowałeś się z Seleną ona rozpłakała się a ty pobiegłeś za nią...'
'-Owszem, pobiegłem.'
'-To znaczy, że znałeś tę dziewczynę. kim ona jest i dlaczego się rozpłakała?'
Patrzyłam w ekran. Justin siedział na fotelu i kilka razy poprawił swoje włosy a potem spojrzał na Jerry'ego.
'-Nie mam pojęcia..'- spojrzał w dół.
'-Czyli sugerujesz, że nie wiesz, kim ona jest?'
'-Dokładnie...-dalej patrzył w ziemię- nie znam jej kompletnie...To pewnie jakaś fanka...'
Wytrzymałabym chyba wszystko, ale to co co powiedział.. Jak on mógł... W tym momencie rodzice wraz z siostrą spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Zrobił ze mnie idiotkę. Teraz pewnie myślą, że wszystko wymyśliłam. Tylko dlaczego wszyscy nagle mu wierzą? Przecież..przecież wstawił nawet moje zdjęcie na tt... Jak on mógł... Moje oczy od razu się zaszkliły. Wiedziałam, że ten wywiad będzie dla mnie bolesny, ale nie wyobrażałam sobie, że może powiedzieć coś takiego. Zaczęłam płakać i podciągać nosem, na co rodzice znowu spojrzeli na mnie jakby nie wiedzieli co tak naprawdę się stało. Nie mogłam wytrzymać tego spojrzenia na sobie, dlatego wstałam i pobiegłam do swojego pokoju. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby rodzice nawet za mną nie pobiegli. A jednak... Kiedy już leżałam na łóżku zapukał do drzwi tata.
-Chcę zostać sama!- krzyknęłam, chociaż tak naprawdę nie byłam pewna czego w ogóle chcę.
Jednak nie dał za wygraną i uchylił drzwi.
-Heej, nie mówcie mi, że taka moja zuch dziewczyna płacze?! Przecież jeszcze niedawno była taka dzielna..
-Słyszałeś, co on powiedział?! Słyszałeś?! Jak on mógł powiedzieć, że się nie znamy.. przecież..przecież...
-Jeździłaś do niego do szpitala, gdy miał wypadek...potem godzinami prze siadywałaś u niego w domu- dokończył za mnie.
-No tak...
-Posłuchaj, według mnie najlepiej byłoby, gdybyś z nim szczerze porozmawiała. Wyjaśniłby ci wszystko..
-Czyli nagle stajesz po jego stronie? Nie będę z nim rozmawiać! Jak widać on nie chce mnie znać! Nie chce mieć ze mną nic do czynienia.
Po wieczornej rozmowie już prawie w ogóle nie wychodziłam z pokoju. Nie miałam ochoty na cokolwiek. Byłam wkurzona i zła a do tego smutna...Koszmar. Leżałam na łóżku i słuchałam muzyki, przypominając sobie każdy moment spędzony z Justinem. Chciałam doszukać się w nim jakiegoś nietypowego zachowania, które zdradziło by, że po prostu mnie okłamywał. Jednak nic takiego nie mogłam sobie przypomnieć. Zawsze, gdy się spotykaliśmy byłam pewna, że jest we nie zakochany. Aż do teraz. Aktualnie nie mam pojęcia, czy robił o specjalnie, czy naprawdę mnie kochał. No bo jakby mnie okłamywał to dlaczego napisałby mi tego sms'a dzisiaj... Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Ale zaraz, zaraz. On mnie teraz upokorzył, przed rodziną, przed znajomymi, a ja jeszcze go bronię, bez sensu. Słuchałam akurat One Less Lonely Girl, gdy piosenka się urwała i usłyszałam wibracje. Wzięłam do ręki komórkę, spojrzałam na wyświetlacz. To Justin. Jak już przedtem zdecydowałam nie mam zamiaru z nim rozmawiać. Wibracje utrzymywały się jeszcze przez chwilę, ale nagle telefon ucichł. Już myślałam, że przestał dzwonić, ale po chwili usłyszałam jego głos. No tak, włączyła się poczta. Szczerze mówiąc wcale nie miałam ochoty go słuchać, ale z drugiej strony chciałam usłyszeć jego głos, chciałam zobaczyć, co powie. Sama siebie nie rozumiałam. Zdecydowałam się wysłuchać nagrania.
' Ehm... nie wiem, od czego zacząć. - na chwilę zapadła cisza - naprawdę nie mam pojęcia.... Nawet nie wiesz, jak mi głupio. Za to, co zrobiłem i za to, co powiedziałem. Ale to nie jest tak, jak myślisz. Ja... ja tego nie chiałe.. nie. Nie, nie będę się tak tłumaczył, bo to moja wina i to nie ważne czy tego chciałem, czy nie bo to zrobiłem. W sumie to nie wiem, po co do ciebie dzwonię. Mogę się założyć, że zaraz jak zobaczysz, że mam wiadomość głosową ode mnie to ją usuniesz. Nie zdziwiłbym się. Tylko wiesz, chodzi o to, że nie mogłem tak tego zostawić. Tak bez przeprosin, bez wytłumaczenia. Nie będę ci mówił teraz co tak naprawdę się stało, dlaczego to powiedziałem, nie. Bo to nie jest rozmowa na telefon. Wolałbym się spotkać i na spokojnie wszystko wytłumaczyć, ale wiem, że to raczej niemożliwe.Wiesz co? Jestem kretynem. Kompletnym idiotą. Bo miałem taką wspaniałą dziewczynę, jak ty i to zmarnowałem. Tylko proszę, nie myśl, że ja to teraz specjalnie mówię. Tak naprawdę było. Kochałem cię, kocham i będę kochać. I nawet jeśli nie będziesz chciała już nigdy więcej ze mną porozmawiać będziesz dla mnie wszystkim. Nigdy nie zapomnę tego, jak się spotkaliśmy.. Jak zostaliśmy parą... Jak byłaś w szpitalu i powiedziałaś, że ci na mnie zależy. Nawet nie wiesz, jaki wtedy byłem szczęśliwy. Ale to spieprzyłem. I nigdy więcej nie spotkam nikogo tak niesamowitego. Przepraszam cię jeszcze raz i uwierz, że to naprawdę nie jest tak, jak myślisz. Jeszcze się przekonasz. nie zostawię tak tego wszystkiego...Do widzenia, Mishinko...I jeszcze jedno. Tęsknię za tobą- powiedział i szybko przerwał połączenie z pocztą.
Przetarłam oczy. To co powiedział mnie wzruszyło...Nie sądziłam, że w ogóle zadzwoni, nie byłam na to przygotowana. Po tym wszystkim, co powiedział uznałam, że mogłam odebrać... Ale co bym mu na to odpowiedziała? Może lepiej, że stało się tak, jak się stało. Było już późno, a ja byłam tak zmęczona, że w momencie usnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~
-Mamo, nie wiesz, gdzie moja bluzka z napisem believe?- krzyknęłam, ponieważ byłam na piętrze.
-Na desce do prasowania, mówiłam ci wczoraj.
Weszłam do jej pokoju i skierowałam się w stronę deski, gdy nagle zahaczyłam o półkę i wypadła jakaś koperta. Zdziwiłam się i otworzyłam ją, myślałam, że jest pusta, a jednak coś w niej było. Przeczytałam tylko nagłówek i początek listu, kiedy usłyszałam kroki mamy.
Napisane było:
'Drodzy Państwo'
Nazywam się Justin Bieber i....'
Tyle udało mi się zobaczyć, szybko wzięłam list, z kopertą do ręki i zakryłam koszulką o którą wcześniej pytałam. Do pokoju weszła mama.
-No, idź już się pakować.
Uff, nie przyłapała mnie. Wezmę ten list i przeczytam jak będę u cioci. Chyba mi się przywidziało, bo zobaczyłam tam 'Justin Bieber...' Czy on napisał list do moich rodziców?
Wkładałam do walizki koszulki, spodenki i wszystkie inne potrzebne rzeczy, ponieważ razem z rodziną i Darwoodem jedziemy do cioci i wujka. Byłam już u nich na tych wakacjach, ale tym razem spędzimy tam 5 dni.Mają bardzo duży dom, więc spokojnie się zmieścimy. Mama z tatą no i oczywiście Brandi będą mieli dla siebie salon, Camilla łóżko w małym pokoiku na parterze, a ja z Darwoodem pokój na górze. Mam nadzieję, że będzie fajnie. Z resztą co ja się martwię, na pewno.
Około 15 wyjechaliśmy z domu a na miejscu byliśmy przed 18. Ciocia, wujek i kuzyni, Cody i Alex przywitali się z nami miło i pokazali nam pokoje, po czym wszyscy się rozpakowali. Ja z Darem dostałam chyba najlepszy pokój. Miał on okna, przez które można było wyjść i usiąść na dachu. Kocham takie miejsca. Na pewno z tego skorzystam. I tak tez zrobiłam. Pierwsze 2 dni minęły bardzo szybko. Byliśmy na basenie i w wesołym miasteczku.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Właśnie nastała 11:00. Obróciłam się i zauważyłam, że Darwooda już nie ma, pewnie zszedł na dół. Ja także szybko przebrałam się i zbiegłam do salonu. Rodzice, jak i mały braciszek już nie spali tylko siedzieli i czekali aż wszyscy przyjdą i będzie można zjeść śniadanie.
Włączyłam komórkę i zobaczyłam sms'a. Był to Calon.
'Cześć, nie przeszkadzam?'
Wiedział, że jestem u kuzynów. Poprzedniego dnia też rozmawialiśmy, a dzisiaj nawet chciałam do niego zadzwonić, ale to wieczorem.
Ja:
'No jasne, że nie. Nawet miałam do Ciebie zadzwonić wieczorem, żeby sobie pogadać.'
Cal:
'To może tak będzie lepiej, ja zadzwonię koło 18, pasuje Ci? Na prawdę nie chcę przeszkadzać'
Ja:
'Na prawdę NIE przeszkadzasz. Ale dobrze, mi pasuje. do wieczora xx'
Dzień minął mi bardzo przyjemnie. Dzisiaj nie byliśmy nigdzie, tylko wylegiwaliśmy się na słońcu, przy chłodnym wiaterku. Było wręcz cudownie. Jak mówił Calon, tak też zrobił, punkt 18 zadzwonił.
Weszłam do pokoju, by móc spokojnie z nim porozmawiać. Darwood został na dole z Cody'm więc mam cały dla siebie.
-Jak tam?- zapytał.
-Wszystko jest okej. Tu u kuzynów na prawdę jest ślicznie, żebyś ty widział to miejsce, jejku.. przecudownie. A jak tam u ciebie?
-Też dobrze, nie narzekam. A Ty.. jak się masz.. po TYM wszystkim?
Wiedziałam, o co mu chodzi, pytał o Justina.
-Wiesz...wczoraj nagrał mi się na pocztę. Powiedział, że tego nie chciał, ale musiał, więc sama nie wiem. I powiedział również, że mnie kocha i będzie kochał, cokolwiek się stanie. I że tęskni...
-I wierzysz mu?
-Nie wiem, co o tym myśleć.
Rozmawiałam z Calonem jeszcze bardzo długo, aż nastała 19:30. Musiałam kończyć, bo ciocia przygotowała kolację. Gdy już wszyscy zjedli poszłam na górę z Darwoodem i usiadłam na łóżku.
Wzięłam do ręki list.
-Co to jest?- zapytał zdziwiony Dar.
-List..znalazłam go u moich rodziców w pokoju... I zobaczyłam, że tam pisze nazywam się justin bieber, dlatego go wzięłam.
-Myślisz, że możesz go przeczytać?
-Dlaczego nie?
-Bo jeśli rodzice Ci go nie pokazali to może nie miałaś tego czytać...
-O, przestań...Nie będzie aż tak źle. Albo wiem, mam lepszy pomysł. Ty mi go przeczytasz.
-Ja?
-Tak, a ja będę słuchała. Tylko usiądźmy na dachu, za oknem, tam jest chłodniej.
Zrobiliśmy tak, jak powiedziałam i Darwood wziął do ręki list, zaczął czytać:
' Drodzy Państwo
Nazywam się Justin Bieber i...
__________________________________________

No i jest 13 rozdział. Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam czasu za bardzo na pisanie. Komentujcie :3
**** MAM JESZCZE PARĘ WIADOMOŚCI.

Otóż, jak widzicie zmieniłam wygląd bloga. Dodałam zakładki:
-informowani
- wasze blogi

DLATEGO PRZY KAŻDYM KOMENTARZU ZOSTAWIAJCIE SWOJE TWITTER'Y MUSZĘ WAS PO INFORMOWAĆ I KOLEJNYCH ROZDZIAŁACH, BĘDĘ WDZIĘCZNA. ♥

A jeśli chodzi o wasze blogi to wejdźcie w tą właśnie zakładkę i dodajcie komentarz ze swoim blogiem :3

DO NASTĘPNEGO RAZU, PAPA :3 ♥


poniedziałek, 22 lipca 2013

rozdział 12. ♥

ROZDZIAŁ 12 ♥

Zauważyłam tłum osób, stojący naprzeciw mnie. Chyba kręcili się wokół kogoś.
Stawałam na palcach, by móc spostrzec, kto tam jest, gdy nagle zobaczyłam...

~~~~~~~~~~~~
Gdy nagle zobaczyłam Justina... Nie wiedziałam, dlaczego zrobiło się takie zamieszanie wokół niego, więc zaczęłam się przepychać przez tłum ludzi. Kiedy już stanęłam w 'pierwszym rzędzie' zamarłam. Otworzyłam szeroko oczy. Dwa kroki przede mną stał Justin.. obejmujący i... całujący nie kogo innego jak...Selene ... Selene Gomez. Jak on mógł ? - pomyślałam od razu. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Stałam jak głupia i wreszcie otrząsnęłam się stwierdzając, że nic tu po mnie. Popchnęłam kilka osób torujących mi drogę i wkurzona wybiegłam ze studia.
-MISH?! - usłyszałam jeszcze głos Justina, gdy byłam przy drzwiach. Odwróciłam się tylko, by spojrzeć w jego oczy. Oczy, które zawsze wszystko mówią i zdradzają, a jednak dzisiaj nie mogłam nic z nich wyczytać..dlaczego?
Kiedy to zrobiłam zaczął podążać w moją stronę.
-Mish..proszę, to nie tak, jak myślisz! Poczekaj! - wykrzyczał.
Staliśmy przed budynkiem. Ja ze strumieniami łez na twarzy, on przerażony i zły.
- Co jest nie tak?! Przecież widziałam, jak ją całujesz! Jaka ja byłam głupia! - krzyknęłam i szybko wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki.
Nie mogłam uwierzyć, że Justin mi to zrobił. Kilka dni temu mówił, że mnie kocha, a teraz całuje się z inną? Czyżby on tylko udawał, że mu na mnie zależy? To wszystko, co mi mówił, to wszystko, co robił to było nie prawdą? Jak to... Może gdyby spróbował mi to wytłumaczyć, zrozumiałabym, o co tak naprawdę chodzi. Ale szczerze mówiąc, to nie mam teraz ochoty słuchać kogokolwiek. Chcę, żeby ktoś mnie pocieszył, żeby był dla mnie wsparciem. Ale kto? No właśnie. Wróciłam do domu. Tata i mama siedzieli na dole oglądając tv i nawet nie zapytali, co się stało. Z resztą może to i dobrze, bo i tak nic bym im nie powiedziała. Chciałam teraz pobyć sama, a ostatnie, na co mam ochotę to słuchanie ' a nie mówiłam?'. Położyłam się na łóżku i próbowałam opanować łzy lecące mi z oczu, jednak nie do końca mi to wychodziło. Wtem usłyszałam dźwięk komórki, westchnęłam głęboko i wzięłam ją do ręki. Byłam przygotowana, że to Justin dzwoni, więc od razu skierowałam palec na czerwoną słuchawkę, lecz gdy zobaczyłam na wyświetlaczu 'Calon' zmieniłam plany. Odebrałam, starając się jak najlepiej ukryć fakt, że coś się stało.
-Mishinko, możemy się spotkać? Chciałbym z tobą porozmawiać... - powiedział, zaczynając rozmowę.
- Nie wiem, czy to najlepszy moment - odparłam.
Pasowałby mi każdy dzień, tylko nie dzisiejszy. Z jednej strony nie miałam zamiaru dzisiaj z nim rozmawiać, bo po tym wszystkim nawet nie umiałabym pomyśleć logicznie, ale z drugiej chciałabym, żeby mnie teraz pocieszył...
- Pewnie spędzasz dzisiejszy dzień z Justinem. Rozumiem. To może jutro? To dla mnie ważne - powiedział śmiertelnie poważnym tonem.
W tym momencie nie wytrzymałam i kilka łez wydobyło sie z moich oczy. Podciągnęłam nos i westchnęłam głośno.
- Nie! Nie spędzam dzisiejszego dnia z Justinem! Boże..uhh - nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Coś się stało? - zapytał.
- Nie..nie ważne...
-To możemy się dziś spotkać? - zapytał ponownie.
Pomyślałam, że jak tak bardzo mu na tym zależy to niech będzie, ale wcale nie miałam na to ochoty.
- Dobra - powiedziałam, po kilku minutach zastanawiania się.
- Jeśli możesz przyjdź do mnie, nikogo nie ma w domu - zaproponował.
- Okej, będę za 15 minut.
Po rozłączeniu złapałam się za głowę. Nie wiedziałam, czy dobrze robię spotykając się z nim. Ale z drugiej strony, to chciał ze mną porozmawiać, więc pasuje nie odmawiać.
~~~~~~~~~~~
Wysiadając z taksówki przez chwilę się zawahałam, ale i obiecałam sobie, że spróbuję się nie rozkleić. Pewnie i tak nie dotrzymam słowa, ale postaram się chociażby.
-Cześć - powiedziałam bez większego entuzjazmu w głosie.
Nie przywitał mnie, tylko uśmiechnął się.
-Dziękuje ci, że masz dla mnie czas... - powiedział równie smutnym głosem, jak ja.
Weszliśmy do jego pokoju. Nie pierwszy raz tam byłam. Usiadłam na łóżku, jak to miałam w zwyczaju robić, a Calon przysiadł się obok.
- Mishi..chciałem Cię przeprosić. Za to wszystko, co powiedziałem wtedy na pikniku.. Nie powinienem był o tym wspominać... - powiedział spoglądając na mnie.
- To miałeś w ogóle zamiar mi kiedykolwiek o tym powiedzieć?! - zapytałam ze zdziwieniem.
Co on myślał, że będzie to ukrywał, że tak będzie lepiej? Dobra, może trochę mnie poniosło, może nie musiałam tak na niego naskakiwać. Spuściłam wzrok na ziemię, żeby zauważył, że trochę mi głupio przez to, co powiedziałam.
- Nie chciałem, żeby Twój związek z Justinem na tym ucierpiał...- zrobił to samo, co ja przed momentem.
-Nie ma żadnego związku! - krzyknęłam wkurzona.
Może nie panowałam za bardzo nad tym, co mówiłam ale byłam wkurzona. Nie na Calona, tylko na siebie. Że wcześniej nie zauważyłam, że Justin inaczej się zachowuje. Przecież..dobra, nie ważne. Rozmawiam z Calem i mam nie rozmyślać o tym, co się stało. Tak sobie obiecałam. Tylko jak mam to zrobić, jeśli własnie powiedziałam Calonowi, że nasz związek z Justinem nie istnieje?
- Co?! Jak to?! - słyszałam wyraźnie zdziwienie w jego głosie. Wcale mu się nie dziwię, bo jeszcze kilka dni temu słyszał jak mówię do niego 'ja ciebie też' rozmawiając przez komórkę. 

Złapałam się za głowę, bo nie wiedziałam, czy w ogóle mam mu wspominać o tym, co się wydarzyło. Jednak chciałam, aby ktoś wiedział, bo dotychczas to tkwiło tylko we mnie. Musiałam się komuś wygadać. I wtedy właśnie przypomniałam sobie ten moment, gdy ich zobaczyłam. Nie chciałam płakać, na prawdę. Chciałam mu spokojnie opowiedzieć, ale jednak stało się zupełnie inaczej. Od razu z moich oczu poleciały łzy.
Calon patrzył na mnie wystraszony. A ja zaczęłam opowiadać mu od początku.
- Bo widzisz.. dzisiaj rano nie mogłam dodzwonić się do Justina. Trochę się wystraszyłam, bo zawsze miał komórkę przy sobie...- otarłam łzy - Odczekałam parę minut i ponowiłam próbę, jednak dalej nic. Pojechałam więc na miasto, aby go poszukać. Byłam w restauracji, a potem w jego studiu...No właśnie..w studiu... - przerwałam na chwilkę - On nie miał pojęcia, że tam przyjdę. Było jakieś zbiorowisko, więc podeszłam i zobaczyłam..- zacisnęłam zęby- Justina...z Seleną Gomez... całujących się.. - coraz bardziej zaczęłam płakać.
W tym momencie Cal nic nie powiedział, chociaż miałam nadzieję, że mnie pocieszy. Po chwili jednak poczułam, jak jego gorące dłonie mnie obejmują. Brakowało mi tego. Tak bardzo się za tym stęskniłam. Siedziałam wtulona w jego tors i próbowałam się uspokoić. On odgarnął moje włosy z twarzy i spojrzał na mnie.
- Jak on mógł... Nie daruję mu tego. Nie miał prawa Cię tak skrzywdzić- powiedział zły.
- Calon..- powiedziałam cicho.
Nie wiedziałam, o co mu chodziło z tym 'nie daruję mu tego', chyba nie miał zamiaru się spotkać z Justinem czy coś...
W tym momencie się już nie odezwał, więc dalej nie miałam pojęcia, co miało to znaczyć, tylko mocniej mnie do siebie przytulił. Wiem, może to i dziwne, że zaraz po 'rozstaniu' z chłopakiem przytulam się z innym, ale co z tego? Wiedziałam, że tylko on umie mnie pocieszyć. Jak nikt inny. On był moim przyjacielem i wiedziałam, że mogę mu wszystko powiedzieć.
W tym samym momencie spojrzałam na niego. A dokładniej w jego piękne, brązowe oczy. Wtedy ponownie odgarnął moje włosy z twarzy. Zrobił to tak delikatnie, tego mi było wtedy potrzeba. Tej czułości, tej delikatności. A nie krzyku... I stało się. Pocałowaliśmy się. Może poniekąd nie wiedziałam, co robię po tym wszystkim, bo w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że po tym, co się wydarzyło będę całowała się z moim przyjacielem ale z drugiej strony... było bardzo przyjemnie. Czułam jego gorące usta.. Po chwili przerwał nasz pocałunek, jednak dalej byłam w niego wtulona.  Spuścił głowę w dół, widziałam, że czuje się źle, z tym, co właśnie się stało.
-Przepraszam... nie powinienem był tego robić... - powiedział cicho.
-Nie...to moja wina - nie chciałam go obarczać za to, co zrobiliśmy.
-Tylko, że wiesz... nie chcę, żebyś myślała, że wykorzystuję pierwszy lepszy moment... -wtedy złapał się jeszcze za głowę.

-Nie myślę tak, Calon -odparłam.
Wtedy lekko się uśmiechnął. Było już dosyć późno. Spojrzałam na zegarek i widząc '21:00' szybko wstałam z łóżka, po czym już chciałam pożegnać się z przyjacielem, gdy nawet nie dał mi dojść do głosu.
-Masz zamiar o tej porze iść do domu? - zapytał, a widać było, że poważnie jest zdziwiony.
-Co w tym dziwnego? - pierwsze zrobiłam wielkie oczy, ale jak zobaczyłam przez okno jak wygląda podwórko, to zmieniłam zdanie, co do tego.
- Zostań u mnie na noc, to żaden problem. Rodziców nie będzie jeszcze do jutra do wieczoru - powiedział.
Chwilę się wahałam, ale faktem było, że było za ciemno, żeby iść piechotą do domu, a wiem, że rodzice zapewne nie mają czasu, by po mnie przyjechać. Wyjęłam komórkę i wykręciłam numer do taty.
-Halo? Gdzie ty jesteś? - usłyszałam jego głos.
- Chciałam ci powiedzieć, że dzisiaj zostaję na noc u kolegi. Nie ma sensu, żebym o tej porze szła do domu.
-Ale dlaczego? Co z ubraniami? Masz tam piżamy? U jakiego kolegi? - od razu wypytywał o wszystko.
-Poradzę sobie, spokojnie. Jutro przed obiadem będę już w domu. Powiedz mamie, że opowiem wam wszystko jutro, dzisiaj nie mam siły już o tym rozmawiać.
-Dobrze, ale wszystko w porządku? - chciał się upewnić, że wszystko gra.
-Tak, nie martw się o mnie. Dobranoc - powiedziałam i rozłączyłam się.
Potem zjedliśmy z Calonem kanapki, które za ten czas przyszykował. Siedziałam u niego na kanapie, a on mył talerze po kolacji, gdy zadzwonił telefon. Mój oczywiście. Spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam ' Numer prywatny' nie zastanawiając się szybko odebrałam, aby ktoś się nie rozłączył. Po chwili usłyszałam ' Proszę, nie rozłączaj się. Dzwonię z innego numeru, bo wiem, że ode mnie byś nie odebrała. Chciałbym Ci to wszystko wytłumaczyć. Proszę, wysłuchaj mnie..' Nie zdążył nawet dokończyć bo mu przerwałam. Wiedziałam już, że to nie kto inny, jak Justin.
-Nie masz co tłumaczyć. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
-Mishinko, pro..- rozłączyłam się i tylko tyle zdołałam usłyszeć.
Złapałam się za głowę, gdy do pokoju wkroczył Calon.
-To on? - zapytał.
-Tak...słyszałeś wszystko?- miałam pewność, że tak, bo trudno by było tego nie usłyszeć, ale i tak zapytałam.
-Przepraszam.. - powiedział.
Uśmiechnęłam się smutno  i wstałam z kanapy, w sumie nie wiem, po co, bo w jednej chwili zapomniałam, co chciałam zrobić. On wtedy podszedł do mnie i przybliżył swoją twarz do mojej. Nie miałam pojęcia, co robi. Po chwili sie przekonałam. Przytulił mnie mocno do siebie. 



~~~~~~~~~
- Poczekaj, przecież nie masz się w co przebrać- powiedział Calon, kiedy miałam już wchodzić do łazienki.
Faktycznie przypomniałam sobie, że nie posiadam nic, co mogłabym założyć na noc. Popatrzyłam więc na niego, jakbym chciała przyznać mu rację, a on zaraz zniknął w drzwiach. Nie minęła minuta, jak przyszedł z powrotem i podał mi jakieś rzeczy.
-To spodenki i moja koszula, możesz w tym spokojnie spać - uśmiechnął się. 
Jak tylko wzięłam je do rąk poczułam ich piękny zapach. To były jego perfumy. Zdecydowanie. Zakochałam się w nich. Pokiwałam głową i poszłam pod prysznic. Kiedy już się wykąpałam Calon pokazał mi pokój, w którym miałam spać. Akurat dostała mi się sypialnia, z dwu osobowym łóżkiem.
Poszłam jeszcze do ubikacji, a gdy wróciłam Cal siedział na łóżku. Szybko wskoczyłam na łóżko i owinęłam się kołdrą. Spojrzałam na Calona, który siedział obok mnie. Uśmiechnął się i wstał z łóżka. 
-Dobranoc - powiedział i nim się spostrzegłam już był przy drzwiach. 
-Calon... - powiedziałam cicho .
Popatrzył na mnie, z pytającym wzrokiem, przystając w progu.
-A nie mógłbyś chwilkę tu ze mną zostać? - spytałam.
W sumie to nie wiem, co mnie napadło, żeby go to to prosić, ale to chyba dlatego, że ten pokój był na prawdę duży, a do tego było bardzo ciemno. Pierwszy raz u niego nocowałam i trochę się stresowałam. Co innego, jak on jest w pobliżu, wtedy już jestem spokojna. 
Uśmiechnął się przyjaźnie i zawrócił, w moją stronę.
- No pewnie, że mógłbym - odparł i usiadł w tym samym miejscu, co przed chwilką. 
Uśmiechnęłam się tylko do niego i poczułam, jak gładzi mnie po głowie. Byłam na prawdę bardzo zmęczona tym dniem, bo usnęłam bardzo szybko.
~~~~~~~~~~
Odwróciłam się i zobaczyłam, że Calona już nie ma. Szybko zerknęłam na telefon. Zobaczyłam '2 wiadomości od: Justin' Szczerze to nie miałam ochoty tego czytać, ale jednak coś mnie podkusiło.
' To nie było tak, jak myślisz. Kocham Cie, rozumiesz? Nigdy bym Ci tego nie zrobił. Przenigdy. Nie miałem wyboru. Uwierz mi, że to było najgorsze, co zrobiłem w całym życiu. Skrzywdziłem Cię. I nigdy sobie tego nie wybaczę. Gdybym mógł cofnąć czas... To wyglądałoby zupełnie inaczej. Kiedyś Ci to wytłumaczę. Jeśli w ogóle dasz mi to zrobić...' Tak brzmiał pierwszy sms. A drugi przeczytałam zaraz po nim.
' Chcę Ci jeszcze raz powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze : Przepraszam. Przepraszam za to, co się stało. Przepraszam, za to, że Cię skrzywdziłem. Tak bardzo... Przepraszam. Po drugie : Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Ale jeśli nie będziesz miała już nigdy ochoty ze mną rozmawiać zrozumiem to. Bo wiem, jak przeze mnie cierpisz.'
Pierwszym odruchem było zamknięcie tej wiadomości i zejście na dół, jednak jeszcze raz spokojnie ją przeczytałam i dopiero wtedy powoli zaczęłam szukać Calona. 
- Cześć - powiedziałam, widząc go.
- O, już wstałaś. Własnie zrobiłem dla nas śniadanie. 
Wiedziałam, że Calon na prawdę robi pyszne kanapki, więc nie dałam się długo prosić i usiedliśmy do stołu.
-Zaraz po śniadaniu muszę iść do domu... powiedziałam tacie, że będę przed obiadem.
- Okej...może Cię odprowadzić? - zapytał.
Chciałam, aby tak było, ale także miałam ochotę pobyć sama i pomyśleć chwilę nad tym wszystkim. W końcu wyznałam, że muszę przemyśleć to wszystko w spokoju i że nie musi mnie odprowadzać. Po zjedzonym śniadaniu wybraliśmy się na górę. 
-O matko! Przecież ja mam jeszcze Twoje ciuchy...Idę się przebrać- powiedziałam.
-Możesz mi je oddać kiedy indziej- uśmiechnął się.
- To miłe, ale gdyby moi rodzice mnie zobaczyli w twoich ubraniach mogli by pomyśleć..nielogicznie- zaczęłam się śmiać.
Jego także rozbawiło to, co usłyszał.
_______________________________

No i jest już nowy rozdział. Ogólnie to myślę, że nie jest zły, ale mógłby być lepszy. Mam też nadzieje, że nie ma wielu błędów. Jeśli wam się podoba to oceniajcie i komentujcie bloga. Oczywiście stała umowa.
5 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥


pozdrawiam, Asia. :3

niedziela, 14 lipca 2013

rozdział 11. ♥

Rozdział 11 ♥

* na początku pragnę zadedykować ten rozdział mojej kochanej Hanuśś która motywuje mnie do dalszego pisania i krytycznie ocenia moje fan fiction, z czego bardzo się cieszę, bo wiem przynajmniej, co muszę poprawić. Dziękuje, jesteś kochana ♥ *

-Napiisz..tak... Beliebeers...wszy.yystko jes.st juuż dob..brze...pe.ewniemyślicie.ee że źle mi tut.aaj w szpita.aalu..ale.e to nie.e prawdaa. Jestemszczęśliwyy bo jest zee mną najważniejszaa osobaa w moim życiu..i właśnie tooza mnie dlaa waas piszze,bo ja jestem jeszcze za słaaby...
-Justin! -uśmiechnęłam się, spoglądając na niego... - jesteś kochany.
~~~~~~~~~~~~
Minęły trzy tygodnie. Praktycznie codziennie odwiedzałam go w szpitalu. Widziałam na własne oczy, jak powracał do zdrowia. Myślę, że wszystko będzie już dobrze. Lekarze też są tego samego zdania. Po tym wszystkim chyba bym się załamała, gdyby znowu coś złego się wydarzyło. Nie myślałam już o tym. Moje myśli były całkowicie skupione na tym, że jest już dobrze.
Wreszcie nadszedł dzień, w którym Justin miał wyjść ze szpitala. Bardzo się z tego cieszyłam. Sami wiecie, że w domu szybciej dochodzi się do siebie. Te szpitalne mury nie wpływają za dobrze na samopoczucie. Justin też był bardzo zadowolony z powodu powrotu do domu. Lekarz zapisał go już na wizytę za tydzień. Oczywiście wiem, że Justin musi na siebie jeszcze uważać. Nie może nosić nic ciężkiego i robić rzeczy, które by go męczyły. Oczywiście on był już tego świadomy. Wiedział, że jeżeli chce zdrowy i w pełni sprawny musi się oszczędzać. Kiedy wyszliśmy na dwór Justin wsiadł do pierwszej lepszej taksówki i powiedział do kierowcy adres, dotąd mi nie znany. Po pierwsze zdziwiło mnie to, że jedziemy taksówką...jak? on? zawsze myślałam, że ma swoje auta i kierowców tylko dla siebie. Że są do jego dyspozycji, a tym czasem coraz bardziej mnie zaskakuje. Po drugie nie wiedziałam, gdzie jedziemy. To na pewno nie była ulica, na której mieszkał, gdyż nigdy nie słyszałam, żeby Justin Bieber..ten sławny Justin Bieber mieszkał na ulicy zaraz obok mojej. Przez drogę jednak milczałam patrząc przez szybę. Dojechaliśmy na miejsce. Przede mną znajdował się nie za duży, ale jakże piękny i stylowy dom. Mówiąc 'nie za duży' miałam na myśli to, że był tylko trochę większy od mojego, a szczerze spodziewałam się jakiś luksusów. A tu proszę, znowu mnie zaskakuje. Chyba będę musiała przyzwyczaić się, że nie wszystko będzie tak, jak ja myślę.
Z zachwytem spojrzałam w jego stronę.
-Podoba ci się? -zapytał Justin.
Wzięłam do rąk jego rzeczy z taksówki, po czym ta odjechała.
-Tak, jest na prawdę bardzo ładny- odpowiedziałam, z podziwem.
-To mój nowy dom..Niedawno wprowadziłem się tutaj. Mówię ci to dopiero teraz, bo wcześniej chyba jakoś nie było okazji... sam nie wiem... - zamyślił się.
Uśmiechnęłam się tylko do niego i weszliśmy do środka.
'woow'- pomyślałam na pierwszy rzut oka widząc wnętrze mieszkania.
Wypakowałam wszystkie rzeczy i odłożyłam je (jak sądzę) na miejsce. Weszłam do salonu, gdzie siedział na kanapie Justin. Podeszłam do okna. Widać było przepiękne drzewa i kwiaty, mieszczące się w ogrodzie. Od razu wiedziałam, że będę lubiła to miejsce.
-Co teraz z nami będzie? - zapytałam, wpatrując się w widoki za oknem.
Słyszałam tylko kroki Justina i za chwilkę poczułam jak jego ciepłe dłonie obejmują delikatnie moją talię.  Od razu poczułam motylki w brzuchu. Zamknęłam na chwilę oczy. Było mi bardzo dobrze w objęciach osoby, na której na prawdę mi zależało. Pomyśleć, że jeszcze niedawno nie chciałam się z nim spotykać...
-Jak to co? zapytał, po czym obejmując mnie położył jeszcze swoje dłonie na moich.
Ahh, były takie delikatne. Poczułam się wtedy bezpieczna..jak nigdy w życiu.
-No bo wiesz... Chodzi o to, że chciałabym, abyśmy się na razie nie ujawniali...- popatrzyłam na niego pierwszy raz, odkąd mnie obejmował.
Zwrócił wzrok na mnie. Trochę zdziwił się tym, co właśnie usłyszał. Był raczej pewien, że już niedługo wszyscy dowiedzą się o nas i nie będziemy musieli się ukrywać. Byłam trochę przejęta tą cała sytuacją, dlatego spanikowałam i postanowiłam, że przecież możemy powiedzieć wszystkim o naszym związku dopiero za jakiś czas. Pomyślałam, że tak będzie najlepiej.
-Nie chcesz, żeby inni wiedzieli, że jesteśmy razem? - popatrzył mi w oczy Justin.
-Justin..wiesz, że to nie tak. Chcę i to bardzo tylko, że nie moglibyśmy powiedzieć o tym za jakiś czas?- spytałam z nadzieję, że się zgodzi.
- Jeśli chcesz.. Dobrze. Ale co będzie, jeśli zauważą nas razem i zaczną się plotki? Nie lepiej od razu im powiedzieć?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo w tym momencie miał rację. Jednak dalej miałam swoje zdanie. Jednym słowem się bałam. Inne dziewczyny oddałyby za to wszystko, a ja? A ja głupia zastanawiam się, czy tego chcę...Ale to nie jest takie proste, jak się wydaje.
-Dobrze, niech będzie. Powiemy im to wszystko za jakiś czas - spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
Ucieszyłam się bardzo.
Minęło kilka dni. Rodzice pozwalali mi na przebywanie u Justina... co mnie zszokowało wręcz. Codziennie mogłam do niego przychodzić i siedzieć przez 2-3 h. Oczywiście musiałam czasami opiekować się bratem, więc zostawałam w domu. Zauważyłam, że tata chyba przekonał mamę do Justina. Od ostatniego razu nie zrobiła mi żadnego przesłuchania, żadnej awantury. Cieszę się.
~~~~~
Szliśmy ulicą, nikt jakoś specjalnie się nami nie zainteresował. Szczerze wątpiłam w to, że ludzie nie poznali Justina, dlatego, że miał okulary i czapkę więc po raz kolejny byłam zaskoczona. Szliśmy obok siebie, nie wyglądając jak para. Rozglądałam się dookoła jednak nie zobaczyłam żadnego paparazzi...To dziwne. Postanowiłam, że nie mam się czym przejmować i ujęłam rękę Justina.
Popatrzył na mnie ze zdziwieniem, chyba się nie spodziewał, że to zrobię, bo w końcu nie chciałam na razie ujawnić naszego związku, ale po chwili uśmiechnął się miło i poszliśmy dalej.
Nie minęło 10 minut, gdy byliśmy na miejscu.
-To już tutaj - powiedział Justin.
Weszliśmy do budynku, po czym zauważyłam kilka osób przede mną. Przywitałam się miło.
-To Mishinka. Moja dziewczyna - powiedział Justin.
Wszyscy zwrócili wzrok na mnie. Poczułam się dość nieswojo.
Justin musiał to zauważyć więc chwycił mnie za rękę i mocno ją ścisnął.
Byliśmy w studiu Justina. Chyba dużo rzeczy jeszcze nie wiedziałam, tak jak to, że jego studio jest w sumie tak niedaleko mojego domu. Porozmawialiśmy chwilę ze stojącymi tam osobami, a potem Jus pokazał mi całe wnętrze budynku. Od razu zauważyłam, że panuje tam bardzo miła atmosfera, jak w domu.
Po jakimś czasie wyszliśmy z budynku.
-Zapraszam panią na koktajl. Ja stawiam - powiedział poważnie.
-Ależ nie musi pan - odparłam dość podobnym tonem.
- Jest pani najważniejszą kobietą w moim życiu, dlaczego miałbym pozwolić pani samej płacić? - zapytał.
W tym momencie, patrząc na jego twarz nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. On chyba też nie dał rady i zaśmiał się razem ze mną. Nie czekając na nic pociągnął mnie za rękę i nie minęło kilka chwil, jak znaleźliśmy się w restauracji. To była moja ulubiona w całej okolicy. Skąd on mógł to wiedzieć? Nigdy nie mówiłam mu, że często tu przychodzę. Czy on aż tak dobrze mnie zna? Zdziwiłam się.
Usiedliśmy przy stoliku i do 17 rozmawialiśmy, popijając koktajl. Później Justin odprowadził mnie pod sam dom. Chciałam mu zaproponować, aby mnie odwiedził, ale pomyślałam o mamie i od razu zmieniłam zdanie. Może jeszcze za wcześnie, żebym przyprowadzała go do domu. Przecież mama mogłaby powiedzieć coś, co mogłoby go urazić. Zdecydowałam, że zrobię to kiedy indziej.
 - Strasznie chciałabym, żebyś teraz wpadł do mnie - spuściłam wzrok - ale przepraszam, nie mogę cię zaprosić. Bo wiesz, moi rodzice jeszcze nie do końca przyzwyczaili się do tego stanu rzeczy... - powiedziałam dalej patrząc w dół. Trochę wstydziłam się, że nie mogę go zaprosić do domu. Jego. Mojego chłopaka. Najcudowniejszego na świecie. Eh.
- Nic nie szkodzi - powiedział z taką serdecznością w głosie, że spojrzałam na niego - zobaczysz, że jeszcze kiedyś usiądziemy wszyscy razem przy kolacji - uśmiechnął się, po czym zbliżył się do mojej twarzy i ucałował mnie w policzek. To było nasze pożegnanie tamtego dnia, bo za chwilę byłam już w domu. Rodzice zajęci byli oglądaniem jakiegoś filmu, Camilla czytała książkę, a Brandon siedział na podłodze i bawił się swoimi zabawkami. Posiedziałam z nimi na dole, chociaż na początku wcale nie zainteresował mnie ten film, jednak po kilku akcjach wciągnął mnie. Wtem usłyszałam telefon. Wyjęłam go z kieszonki i odebrałam.
-Halo-powiedziałam do słuchawki.
-Cześć Mishi! - usłyszałam głos Sashy- jutro o 13:30 idziemy z Darwoodem, Jacksonem i Calonem nad rzekę, pamiętasz?
-No jasne! Przyjdę do ciebie o 13, okej?
-Okej, będę czekać.
Dobrze, że Sasha zadzwoniła do mnie, żeby mi przypomnieć bo chyba wyleciał mi z głowy nasz piknik.
~~~~~~
- No hej kochana! - krzyknęła na powitanie Sasha.
Była bardzo szczęśliwa, że się spotkałyśmy, chociaż widziałyśmy się dwa dni temu. Jednakże bardzo stęskniłam się za jej towarzystwem. A co bardziej za Darem, Jackiem, no i Calonem. Ostatnio nie spędzałam z nimi tyle czasu, co kiedyś. Muszę to nadrobić.
Po krótkim czasie przyszli chłopcy.
-Cześć dziewczyny! - powiedział wesoło Darwood.
- O jeju, Mishi, jak ja cię dawno nie widziałem, chyba z tydzień temu... Sieemka! - powiedział Jack, który jak miałam wrażenie bardzo ucieszył się, że mnie widzi.
Popatrzyłam na Calona, a dokładnie w tym samym momencie on spojrzał na mnie. Nie powiedział nic, tylko delikatnie się uśmiechnął. Oczywiście odwzajemniłam uśmiech. Nie wiem, dlaczego ale wydawało mi się przez chwilę, jak na niego patrzyłam, że jest smutny. Może to było tylko złudzenie..sama nie wiem.
Poszliśmy ścieżką w stronę rzeki. Jack, jak to on zawsze wesoły, rozbiegany i w ogóle wziął Sashę na barana. Przypomniały mi się wtedy stare, dobre czasy. Tak oto w niecałe 20 minut doszliśmy na miejsce. Rozłożyliśmy koc, położyliśmy na nim koszyk i usiedliśmy. Rozmawialiśmy w najlepsze, gdy nagle zadzwonił telefon. Szybko zerknęłam na wyświetlacz. Był to Justin. Uśmiechnęłam się do ekranu komórki i odebrałam.
-Czy ja już ci nie mówiłam, że jestem dzisiaj na pikniku z przyjaciółmi?- zapytałam.
- Owszem, mówiłaś - odpowiedział.
- Dobrze...To coś się stało, że dzwonisz? - zapytałam.
Zauważyłam, że wszyscy zainteresowali się moją rozmową. Patrzyli na mnie z zaciekawieniem.
-Tak.
-Co? Justin, czy źle się czujesz? Może powinieneś zadzwonić do lekarza? Albo nie, lepiej do niego pojedź, przecie...- nie zdążyłam nawet dokończyć, bo przerwał mi głos Justina:
-Mishi...ja po prostu tęskniłem...-powiedział tak cicho, że ledwo co go usłyszałam.
Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jejku, to było takie słodkie. Przecież widzieliśmy się wczoraj, a on już tęskni.
-Ja też tęsknię- odparłam z uśmiechem.
Mimo, że nie mógł wtedy zobaczyć, że na mojej twarzy gościł uśmiech, mam wrażenie, że to wiedział.
-Zadzwonię wieczorem kochanie- usłyszałam w słuchawce, po czym zrobiło mi się od razu ciepło na sercu.
- Będę czekać - odpowiedziałam.
- Jeszcze jedno...- zaciekawiłam się, co jeszcze ma mi do powiedzenia - kocham cię - powiedział, a ja znowu się uśmiechnęłam.
- Ja Ciebie też - odparłam i rozłączyłam się.
Wszyscy wokół mnie siedzieli z miną typu 'ale słodko' i uśmiechali się. Wszyscy poza Calonem. On siedział i patrzył bez celu na swoje trampki. Znowu zauważyłam, że się smuci. Tym razem nie mogłam się mylić. Włożyłam komórkę do kieszeni i ponownie zaczęliśmy rozmowę. Po chwili Cal powiedział, że idzie się przejść.
-To pójdę z tobą- oznajmiłam, uśmiechając się.
-Nie musisz- odparł.
-Ale chcę.
Uśmiechnął się, albo raczej próbował to zrobić.
Wstaliśmy z koca i powolnym krokiem skierowaliśmy się ku brzegu rzeki. Kiedy byliśmy już wystarczająco daleko od siedzących na kocu przyjaciół zaczęłam rozmowę.
- Co się stało? - zapytałam, spoglądając na niego.
- Dlaczego miałoby się coś stać? -zapytał, ale ja wiedziałam, że chce oszukać sam siebie.
-Calon...przecież widzę. Jesteś smutny..
Na chwilę się nie odzywał. Ta chwila przeciągała się coraz dłużej i dłużej. Popatrzyłam na niego, jakby chcąc powiedzieć 'czekam na odpowiedź'.
- Racja. Jestem smutny...ale to nic.
-Jak to nic? Calon proszę powiedz mi, co się dzieje. Martwię się o ciebie...
W tej chwili spojrzał na mnie. Dawno nie widziałam go takiego smutnego..A może widziałam, tylko się tym nie przejmowałam? Kto wie? Może cały czas był przygnębiony, ale ja skupiałam się tylko na swoich problemach..
- Mishinko..Jesteś na prawdę wspaniałą dziewczyną i..-nie zdążył nawet dokończyć, bo mu przerwałam:
- i jestem twoją przyjaciółką, której możesz powiedzieć wszystko - uśmiechnęłam się.
Chyba nie do końca mu o to chodziło, bo spojrzał na mnie z trochę dziwną miną, jakby nie chciał, żebym mu wtedy przerwała.
-Sorki..- powiedziałam cicho.
Uśmiechnął się lekko i kontynuował to, co miał zamiar mi wyjawić.
-Chodzi o to, że... - zawahał się.
-Że...? - spojrzałam na niego pytająco. Jeszcze nie wiedziałam, o co może mu chodzić.
- Że mi na tobie zależy - powiedział i jakby mu ulżyło, że w końcu się odważył- tak strasznie.. I jak tylko widzę jak rozmawiasz z Justinem..to tak jakoś mi smutno.. Ale nie ważne, zapomnijmy o tym, co właśnie powiedziałem..- chyba nie zdawał sobie sprawy z tego co powiedział.
Zapomnieć? O tym że mu się podobam? Na prawdę? Stanęłam zszokowana tym, co usłyszałam.
Zauważył to więc spuścił wzrok i powiedział cicho
-Ja już pójdę... - odwrócił się i zrobił parę kroków przed siebie.
- Nie, Calon. Proszę, zostań. Nie chcę, żeby Sasha i chłopaki domyśleli się, że to przeze mnie poszedłeś.
- To nie przez ciebie. To moja wina. Rozumiesz? - spoglądnął na mnie - moja.
- Jak to twoja? dlaczego? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Mogłem powiedzieć ci to wszystko wcześniej...Ale się bałem. Cholernie się bałem, że nie czujesz tego samego do mnie. I tego nie zrobiłem. A teraz już za późno... - dodał, po czym momentalnie coś w środku we mnie pękło. Zraniłam go. Złamałam mu serce. Znowu wszystko przeze mnie. Dlaczego wcześniej nie zauważyłam, że jemu na mnie zależy? Czy aż tak skupiałam się tylko na sobie?
- Nie mów tak, proszę...Chodź ze mną. Chociaż dzisiaj. Żeby nikt nie podejrzewał, że coś się między nami wydarzyło- popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
-Dobra - ruszył w kierunku przyjaciół.
Całe piknik szczerze mówiąc zleciał tak, jak na początku. Przynajmniej oprócz mnie i Cala wszyscy dobrze się bawili. Chyba nie spostrzegli, że ten nasz spacer nie wpłynął na nas najlepiej. Przez kilka następnych dni zastanawiałam się nad tym wszystkim. Bardzo lubię Calona, ale jako przyjaciela i raczej nic więcej. Kiedyś może i czułam coś do niego, ale to już dawno wygasło. Sama nie wiem, co robić. Wiem, że nasze kontakty nie będą już takie, jak przedtem. Umiem postawić się na jego miejscu. Przecież nie raz byłam zakochana w chłopaku, który był już zajęty. Wiem, jak to boli. Jednakże nie chcę, żeby nasza przyjaźń się zepsuła. Nie może... Nie powiedziałam Justinowi o tym, co zaszło miedzy mną a Calonem. Nie wiem, dlaczego... Chyba po prostu nie chciałam o tym z kimkolwiek gadać. Minęło kilka dni. Nie rozmawiałam z Calem. Widziałam się za ten czas z chłopakami i Sasha, ale nic nie podejrzewali. Tym lepiej.
~~~~~~
Dzwoniłam już do Justina 2 raz. Znowu nie odbiera. Zaczynam się martwić. A jeśli coś się stało? Jeśli źle się poczuł w domu i zesłabł? Boże, straszliwie się boję. Dlaczego nie odbiera tej głupiej komórki?!
-Tato, zawieziesz mnie gdzieś? proszę - powiedziałam w sumie nie czekając na odpowiedź, wsiadłam do auta.
- Pewnie córciu, ale gdzie ci się tak śpieszy? - zapytał zdziwiony moim zachowaniem.
- Boje się, że Justinowi coś się stało.
Podałam tacie adres i po chwili byliśmy na miejscu. Pobiegłam do drzwi, zadzwoniłam, stałam i czekałam, aż je otworzy, ale nic takiego się nie stało. Zaczęłam panikować. Powiedziałam tacie, żeby zawiózł mnie na miasto, a w tym czasie jeszcze kilka razy zadzwoniłam do chłopaka. Dalej nic.
Pierwsze zajrzałam do restauracji, w której ostatnio byliśmy. Ani śladu mojego chłopaka. Przypomniałam sobie, że może być w studiu. Pomyślałam, że przecież by mnie uprzedził.. Szczerze to bałam się, że coś mu się stało, że jest w szpitalu. Wiedziałam, że moje myśli idą za daleko, ale nie umiałam się na niczym skupić.
Byłam już pod studio. Powoli otworzyłam drzwi. Zastanowiłam się jeszcze, co powiem, gdy go tam nie zastanę.  Nie przejęłam się tym i wychyliłam głowę. Zauważyłam tłum osób, stojący naprzeciw mnie. Chyba kręcili się wokół kogoś. Stawałam na palcach, by móc spostrzec, kto tam jest, gdy nagle zobaczyłam...


___________________________________

No i jest kolejny rozdział. Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale jakoś nie miałam weny. Ogólnie to nie podoba mi się za bardzo, ale trudno. Mam nadzieje, że nie ma błędów, a jeśli jakieś się znajdą, to wybaczcie. Podnoszę stawkę. 
5 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ ♥
komentujcie, oceniajcie. Dziękuję ♥