Zauważyłam tłum osób, stojący naprzeciw mnie. Chyba kręcili się wokół kogoś.
Stawałam na palcach, by móc spostrzec, kto tam jest, gdy nagle zobaczyłam...
~~~~~~~~~~~~
Gdy nagle zobaczyłam Justina... Nie wiedziałam, dlaczego zrobiło się takie zamieszanie wokół niego, więc zaczęłam się przepychać przez tłum ludzi. Kiedy już stanęłam w 'pierwszym rzędzie' zamarłam. Otworzyłam szeroko oczy. Dwa kroki przede mną stał Justin.. obejmujący i... całujący nie kogo innego jak...Selene ... Selene Gomez. Jak on mógł ? - pomyślałam od razu. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Stałam jak głupia i wreszcie otrząsnęłam się stwierdzając, że nic tu po mnie. Popchnęłam kilka osób torujących mi drogę i wkurzona wybiegłam ze studia.
-MISH?! - usłyszałam jeszcze głos Justina, gdy byłam przy drzwiach. Odwróciłam się tylko, by spojrzeć w jego oczy. Oczy, które zawsze wszystko mówią i zdradzają, a jednak dzisiaj nie mogłam nic z nich wyczytać..dlaczego?
Kiedy to zrobiłam zaczął podążać w moją stronę.
-Mish..proszę, to nie tak, jak myślisz! Poczekaj! - wykrzyczał.
Staliśmy przed budynkiem. Ja ze strumieniami łez na twarzy, on przerażony i zły.
- Co jest nie tak?! Przecież widziałam, jak ją całujesz! Jaka ja byłam głupia! - krzyknęłam i szybko wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki.
Nie mogłam uwierzyć, że Justin mi to zrobił. Kilka dni temu mówił, że mnie kocha, a teraz całuje się z inną? Czyżby on tylko udawał, że mu na mnie zależy? To wszystko, co mi mówił, to wszystko, co robił to było nie prawdą? Jak to... Może gdyby spróbował mi to wytłumaczyć, zrozumiałabym, o co tak naprawdę chodzi. Ale szczerze mówiąc, to nie mam teraz ochoty słuchać kogokolwiek. Chcę, żeby ktoś mnie pocieszył, żeby był dla mnie wsparciem. Ale kto? No właśnie. Wróciłam do domu. Tata i mama siedzieli na dole oglądając tv i nawet nie zapytali, co się stało. Z resztą może to i dobrze, bo i tak nic bym im nie powiedziała. Chciałam teraz pobyć sama, a ostatnie, na co mam ochotę to słuchanie ' a nie mówiłam?'. Położyłam się na łóżku i próbowałam opanować łzy lecące mi z oczu, jednak nie do końca mi to wychodziło. Wtem usłyszałam dźwięk komórki, westchnęłam głęboko i wzięłam ją do ręki. Byłam przygotowana, że to Justin dzwoni, więc od razu skierowałam palec na czerwoną słuchawkę, lecz gdy zobaczyłam na wyświetlaczu 'Calon' zmieniłam plany. Odebrałam, starając się jak najlepiej ukryć fakt, że coś się stało.
-Mishinko, możemy się spotkać? Chciałbym z tobą porozmawiać... - powiedział, zaczynając rozmowę.
- Nie wiem, czy to najlepszy moment - odparłam.
Pasowałby mi każdy dzień, tylko nie dzisiejszy. Z jednej strony nie miałam zamiaru dzisiaj z nim rozmawiać, bo po tym wszystkim nawet nie umiałabym pomyśleć logicznie, ale z drugiej chciałabym, żeby mnie teraz pocieszył...
- Pewnie spędzasz dzisiejszy dzień z Justinem. Rozumiem. To może jutro? To dla mnie ważne - powiedział śmiertelnie poważnym tonem.
W tym momencie nie wytrzymałam i kilka łez wydobyło sie z moich oczy. Podciągnęłam nos i westchnęłam głośno.
- Nie! Nie spędzam dzisiejszego dnia z Justinem! Boże..uhh - nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Coś się stało? - zapytał.
- Nie..nie ważne...
-To możemy się dziś spotkać? - zapytał ponownie.
Pomyślałam, że jak tak bardzo mu na tym zależy to niech będzie, ale wcale nie miałam na to ochoty.
- Dobra - powiedziałam, po kilku minutach zastanawiania się.
- Jeśli możesz przyjdź do mnie, nikogo nie ma w domu - zaproponował.
- Okej, będę za 15 minut.
Po rozłączeniu złapałam się za głowę. Nie wiedziałam, czy dobrze robię spotykając się z nim. Ale z drugiej strony, to chciał ze mną porozmawiać, więc pasuje nie odmawiać.
~~~~~~~~~~~
Wysiadając z taksówki przez chwilę się zawahałam, ale i obiecałam sobie, że spróbuję się nie rozkleić. Pewnie i tak nie dotrzymam słowa, ale postaram się chociażby.
-Cześć - powiedziałam bez większego entuzjazmu w głosie.
Nie przywitał mnie, tylko uśmiechnął się.
-Dziękuje ci, że masz dla mnie czas... - powiedział równie smutnym głosem, jak ja.
Weszliśmy do jego pokoju. Nie pierwszy raz tam byłam. Usiadłam na łóżku, jak to miałam w zwyczaju robić, a Calon przysiadł się obok.
- Mishi..chciałem Cię przeprosić. Za to wszystko, co powiedziałem wtedy na pikniku.. Nie powinienem był o tym wspominać... - powiedział spoglądając na mnie.
- To miałeś w ogóle zamiar mi kiedykolwiek o tym powiedzieć?! - zapytałam ze zdziwieniem.
Co on myślał, że będzie to ukrywał, że tak będzie lepiej? Dobra, może trochę mnie poniosło, może nie musiałam tak na niego naskakiwać. Spuściłam wzrok na ziemię, żeby zauważył, że trochę mi głupio przez to, co powiedziałam.
- Nie chciałem, żeby Twój związek z Justinem na tym ucierpiał...- zrobił to samo, co ja przed momentem.
-Nie ma żadnego związku! - krzyknęłam wkurzona.
Może nie panowałam za bardzo nad tym, co mówiłam ale byłam wkurzona. Nie na Calona, tylko na siebie. Że wcześniej nie zauważyłam, że Justin inaczej się zachowuje. Przecież..dobra, nie ważne. Rozmawiam z Calem i mam nie rozmyślać o tym, co się stało. Tak sobie obiecałam. Tylko jak mam to zrobić, jeśli własnie powiedziałam Calonowi, że nasz związek z Justinem nie istnieje?
- Co?! Jak to?! - słyszałam wyraźnie zdziwienie w jego głosie. Wcale mu się nie dziwię, bo jeszcze kilka dni temu słyszał jak mówię do niego 'ja ciebie też' rozmawiając przez komórkę.
Złapałam się za głowę, bo nie wiedziałam, czy w ogóle mam mu wspominać o tym, co się wydarzyło. Jednak chciałam, aby ktoś wiedział, bo dotychczas to tkwiło tylko we mnie. Musiałam się komuś wygadać. I wtedy właśnie przypomniałam sobie ten moment, gdy ich zobaczyłam. Nie chciałam płakać, na prawdę. Chciałam mu spokojnie opowiedzieć, ale jednak stało się zupełnie inaczej. Od razu z moich oczu poleciały łzy.
Calon patrzył na mnie wystraszony. A ja zaczęłam opowiadać mu od początku.
- Bo widzisz.. dzisiaj rano nie mogłam dodzwonić się do Justina. Trochę się wystraszyłam, bo zawsze miał komórkę przy sobie...- otarłam łzy - Odczekałam parę minut i ponowiłam próbę, jednak dalej nic. Pojechałam więc na miasto, aby go poszukać. Byłam w restauracji, a potem w jego studiu...No właśnie..w studiu... - przerwałam na chwilkę - On nie miał pojęcia, że tam przyjdę. Było jakieś zbiorowisko, więc podeszłam i zobaczyłam..- zacisnęłam zęby- Justina...z Seleną Gomez... całujących się.. - coraz bardziej zaczęłam płakać.
W tym momencie Cal nic nie powiedział, chociaż miałam nadzieję, że mnie pocieszy. Po chwili jednak poczułam, jak jego gorące dłonie mnie obejmują. Brakowało mi tego. Tak bardzo się za tym stęskniłam. Siedziałam wtulona w jego tors i próbowałam się uspokoić. On odgarnął moje włosy z twarzy i spojrzał na mnie.
- Jak on mógł... Nie daruję mu tego. Nie miał prawa Cię tak skrzywdzić- powiedział zły.
- Calon..- powiedziałam cicho.
Nie wiedziałam, o co mu chodziło z tym 'nie daruję mu tego', chyba nie miał zamiaru się spotkać z Justinem czy coś...
W tym momencie się już nie odezwał, więc dalej nie miałam pojęcia, co miało to znaczyć, tylko mocniej mnie do siebie przytulił. Wiem, może to i dziwne, że zaraz po 'rozstaniu' z chłopakiem przytulam się z innym, ale co z tego? Wiedziałam, że tylko on umie mnie pocieszyć. Jak nikt inny. On był moim przyjacielem i wiedziałam, że mogę mu wszystko powiedzieć.
W tym samym momencie spojrzałam na niego. A dokładniej w jego piękne, brązowe oczy. Wtedy ponownie odgarnął moje włosy z twarzy. Zrobił to tak delikatnie, tego mi było wtedy potrzeba. Tej czułości, tej delikatności. A nie krzyku... I stało się. Pocałowaliśmy się. Może poniekąd nie wiedziałam, co robię po tym wszystkim, bo w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że po tym, co się wydarzyło będę całowała się z moim przyjacielem ale z drugiej strony... było bardzo przyjemnie. Czułam jego gorące usta.. Po chwili przerwał nasz pocałunek, jednak dalej byłam w niego wtulona. Spuścił głowę w dół, widziałam, że czuje się źle, z tym, co właśnie się stało.
-Przepraszam... nie powinienem był tego robić... - powiedział cicho.
-Nie...to moja wina - nie chciałam go obarczać za to, co zrobiliśmy.
-Tylko, że wiesz... nie chcę, żebyś myślała, że wykorzystuję pierwszy lepszy moment... -wtedy złapał się jeszcze za głowę.
-Nie myślę tak, Calon -odparłam.
Wtedy lekko się uśmiechnął. Było już dosyć późno. Spojrzałam na zegarek i widząc '21:00' szybko wstałam z łóżka, po czym już chciałam pożegnać się z przyjacielem, gdy nawet nie dał mi dojść do głosu.
-Masz zamiar o tej porze iść do domu? - zapytał, a widać było, że poważnie jest zdziwiony.
-Co w tym dziwnego? - pierwsze zrobiłam wielkie oczy, ale jak zobaczyłam przez okno jak wygląda podwórko, to zmieniłam zdanie, co do tego.
- Zostań u mnie na noc, to żaden problem. Rodziców nie będzie jeszcze do jutra do wieczoru - powiedział.
Chwilę się wahałam, ale faktem było, że było za ciemno, żeby iść piechotą do domu, a wiem, że rodzice zapewne nie mają czasu, by po mnie przyjechać. Wyjęłam komórkę i wykręciłam numer do taty.
-Halo? Gdzie ty jesteś? - usłyszałam jego głos.
- Chciałam ci powiedzieć, że dzisiaj zostaję na noc u kolegi. Nie ma sensu, żebym o tej porze szła do domu.
-Ale dlaczego? Co z ubraniami? Masz tam piżamy? U jakiego kolegi? - od razu wypytywał o wszystko.
-Poradzę sobie, spokojnie. Jutro przed obiadem będę już w domu. Powiedz mamie, że opowiem wam wszystko jutro, dzisiaj nie mam siły już o tym rozmawiać.
-Dobrze, ale wszystko w porządku? - chciał się upewnić, że wszystko gra.
-Tak, nie martw się o mnie. Dobranoc - powiedziałam i rozłączyłam się.
Potem zjedliśmy z Calonem kanapki, które za ten czas przyszykował. Siedziałam u niego na kanapie, a on mył talerze po kolacji, gdy zadzwonił telefon. Mój oczywiście. Spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam ' Numer prywatny' nie zastanawiając się szybko odebrałam, aby ktoś się nie rozłączył. Po chwili usłyszałam ' Proszę, nie rozłączaj się. Dzwonię z innego numeru, bo wiem, że ode mnie byś nie odebrała. Chciałbym Ci to wszystko wytłumaczyć. Proszę, wysłuchaj mnie..' Nie zdążył nawet dokończyć bo mu przerwałam. Wiedziałam już, że to nie kto inny, jak Justin.
-Nie masz co tłumaczyć. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
-Mishinko, pro..- rozłączyłam się i tylko tyle zdołałam usłyszeć.
Złapałam się za głowę, gdy do pokoju wkroczył Calon.
-To on? - zapytał.
-Tak...słyszałeś wszystko?- miałam pewność, że tak, bo trudno by było tego nie usłyszeć, ale i tak zapytałam.
-Przepraszam.. - powiedział.
Uśmiechnęłam się smutno i wstałam z kanapy, w sumie nie wiem, po co, bo w jednej chwili zapomniałam, co chciałam zrobić. On wtedy podszedł do mnie i przybliżył swoją twarz do mojej. Nie miałam pojęcia, co robi. Po chwili sie przekonałam. Przytulił mnie mocno do siebie.
~~~~~~~~~
- Poczekaj, przecież nie masz się w co przebrać- powiedział Calon, kiedy miałam już wchodzić do łazienki.
Faktycznie przypomniałam sobie, że nie posiadam nic, co mogłabym założyć na noc. Popatrzyłam więc na niego, jakbym chciała przyznać mu rację, a on zaraz zniknął w drzwiach. Nie minęła minuta, jak przyszedł z powrotem i podał mi jakieś rzeczy.
-To spodenki i moja koszula, możesz w tym spokojnie spać - uśmiechnął się.
Jak tylko wzięłam je do rąk poczułam ich piękny zapach. To były jego perfumy. Zdecydowanie. Zakochałam się w nich. Pokiwałam głową i poszłam pod prysznic. Kiedy już się wykąpałam Calon pokazał mi pokój, w którym miałam spać. Akurat dostała mi się sypialnia, z dwu osobowym łóżkiem.
Poszłam jeszcze do ubikacji, a gdy wróciłam Cal siedział na łóżku. Szybko wskoczyłam na łóżko i owinęłam się kołdrą. Spojrzałam na Calona, który siedział obok mnie. Uśmiechnął się i wstał z łóżka.
-Dobranoc - powiedział i nim się spostrzegłam już był przy drzwiach.
-Calon... - powiedziałam cicho .
Popatrzył na mnie, z pytającym wzrokiem, przystając w progu.
-A nie mógłbyś chwilkę tu ze mną zostać? - spytałam.
W sumie to nie wiem, co mnie napadło, żeby go to to prosić, ale to chyba dlatego, że ten pokój był na prawdę duży, a do tego było bardzo ciemno. Pierwszy raz u niego nocowałam i trochę się stresowałam. Co innego, jak on jest w pobliżu, wtedy już jestem spokojna.
Uśmiechnął się przyjaźnie i zawrócił, w moją stronę.
- No pewnie, że mógłbym - odparł i usiadł w tym samym miejscu, co przed chwilką.
Uśmiechnęłam się tylko do niego i poczułam, jak gładzi mnie po głowie. Byłam na prawdę bardzo zmęczona tym dniem, bo usnęłam bardzo szybko.
~~~~~~~~~~
Odwróciłam się i zobaczyłam, że Calona już nie ma. Szybko zerknęłam na telefon. Zobaczyłam '2 wiadomości od: Justin' Szczerze to nie miałam ochoty tego czytać, ale jednak coś mnie podkusiło.
' To nie było tak, jak myślisz. Kocham Cie, rozumiesz? Nigdy bym Ci tego nie zrobił. Przenigdy. Nie miałem wyboru. Uwierz mi, że to było najgorsze, co zrobiłem w całym życiu. Skrzywdziłem Cię. I nigdy sobie tego nie wybaczę. Gdybym mógł cofnąć czas... To wyglądałoby zupełnie inaczej. Kiedyś Ci to wytłumaczę. Jeśli w ogóle dasz mi to zrobić...' Tak brzmiał pierwszy sms. A drugi przeczytałam zaraz po nim.
' Chcę Ci jeszcze raz powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze : Przepraszam. Przepraszam za to, co się stało. Przepraszam, za to, że Cię skrzywdziłem. Tak bardzo... Przepraszam. Po drugie : Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Ale jeśli nie będziesz miała już nigdy ochoty ze mną rozmawiać zrozumiem to. Bo wiem, jak przeze mnie cierpisz.'
Pierwszym odruchem było zamknięcie tej wiadomości i zejście na dół, jednak jeszcze raz spokojnie ją przeczytałam i dopiero wtedy powoli zaczęłam szukać Calona.
- Cześć - powiedziałam, widząc go.
- O, już wstałaś. Własnie zrobiłem dla nas śniadanie.
Wiedziałam, że Calon na prawdę robi pyszne kanapki, więc nie dałam się długo prosić i usiedliśmy do stołu.
-Zaraz po śniadaniu muszę iść do domu... powiedziałam tacie, że będę przed obiadem.
- Okej...może Cię odprowadzić? - zapytał.
Chciałam, aby tak było, ale także miałam ochotę pobyć sama i pomyśleć chwilę nad tym wszystkim. W końcu wyznałam, że muszę przemyśleć to wszystko w spokoju i że nie musi mnie odprowadzać. Po zjedzonym śniadaniu wybraliśmy się na górę.
-O matko! Przecież ja mam jeszcze Twoje ciuchy...Idę się przebrać- powiedziałam.
-Możesz mi je oddać kiedy indziej- uśmiechnął się.
- To miłe, ale gdyby moi rodzice mnie zobaczyli w twoich ubraniach mogli by pomyśleć..nielogicznie- zaczęłam się śmiać.
Jego także rozbawiło to, co usłyszał.
_______________________________
No i jest już nowy rozdział. Ogólnie to myślę, że nie jest zły, ale mógłby być lepszy. Mam też nadzieje, że nie ma wielu błędów. Jeśli wam się podoba to oceniajcie i komentujcie bloga. Oczywiście stała umowa.
- Poczekaj, przecież nie masz się w co przebrać- powiedział Calon, kiedy miałam już wchodzić do łazienki.
Faktycznie przypomniałam sobie, że nie posiadam nic, co mogłabym założyć na noc. Popatrzyłam więc na niego, jakbym chciała przyznać mu rację, a on zaraz zniknął w drzwiach. Nie minęła minuta, jak przyszedł z powrotem i podał mi jakieś rzeczy.
-To spodenki i moja koszula, możesz w tym spokojnie spać - uśmiechnął się.
Jak tylko wzięłam je do rąk poczułam ich piękny zapach. To były jego perfumy. Zdecydowanie. Zakochałam się w nich. Pokiwałam głową i poszłam pod prysznic. Kiedy już się wykąpałam Calon pokazał mi pokój, w którym miałam spać. Akurat dostała mi się sypialnia, z dwu osobowym łóżkiem.
Poszłam jeszcze do ubikacji, a gdy wróciłam Cal siedział na łóżku. Szybko wskoczyłam na łóżko i owinęłam się kołdrą. Spojrzałam na Calona, który siedział obok mnie. Uśmiechnął się i wstał z łóżka.
-Dobranoc - powiedział i nim się spostrzegłam już był przy drzwiach.
-Calon... - powiedziałam cicho .
Popatrzył na mnie, z pytającym wzrokiem, przystając w progu.
-A nie mógłbyś chwilkę tu ze mną zostać? - spytałam.
W sumie to nie wiem, co mnie napadło, żeby go to to prosić, ale to chyba dlatego, że ten pokój był na prawdę duży, a do tego było bardzo ciemno. Pierwszy raz u niego nocowałam i trochę się stresowałam. Co innego, jak on jest w pobliżu, wtedy już jestem spokojna.
Uśmiechnął się przyjaźnie i zawrócił, w moją stronę.
- No pewnie, że mógłbym - odparł i usiadł w tym samym miejscu, co przed chwilką.
Uśmiechnęłam się tylko do niego i poczułam, jak gładzi mnie po głowie. Byłam na prawdę bardzo zmęczona tym dniem, bo usnęłam bardzo szybko.
~~~~~~~~~~
Odwróciłam się i zobaczyłam, że Calona już nie ma. Szybko zerknęłam na telefon. Zobaczyłam '2 wiadomości od: Justin' Szczerze to nie miałam ochoty tego czytać, ale jednak coś mnie podkusiło.
' To nie było tak, jak myślisz. Kocham Cie, rozumiesz? Nigdy bym Ci tego nie zrobił. Przenigdy. Nie miałem wyboru. Uwierz mi, że to było najgorsze, co zrobiłem w całym życiu. Skrzywdziłem Cię. I nigdy sobie tego nie wybaczę. Gdybym mógł cofnąć czas... To wyglądałoby zupełnie inaczej. Kiedyś Ci to wytłumaczę. Jeśli w ogóle dasz mi to zrobić...' Tak brzmiał pierwszy sms. A drugi przeczytałam zaraz po nim.
' Chcę Ci jeszcze raz powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze : Przepraszam. Przepraszam za to, co się stało. Przepraszam, za to, że Cię skrzywdziłem. Tak bardzo... Przepraszam. Po drugie : Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Ale jeśli nie będziesz miała już nigdy ochoty ze mną rozmawiać zrozumiem to. Bo wiem, jak przeze mnie cierpisz.'
Pierwszym odruchem było zamknięcie tej wiadomości i zejście na dół, jednak jeszcze raz spokojnie ją przeczytałam i dopiero wtedy powoli zaczęłam szukać Calona.
- Cześć - powiedziałam, widząc go.
- O, już wstałaś. Własnie zrobiłem dla nas śniadanie.
Wiedziałam, że Calon na prawdę robi pyszne kanapki, więc nie dałam się długo prosić i usiedliśmy do stołu.
-Zaraz po śniadaniu muszę iść do domu... powiedziałam tacie, że będę przed obiadem.
- Okej...może Cię odprowadzić? - zapytał.
Chciałam, aby tak było, ale także miałam ochotę pobyć sama i pomyśleć chwilę nad tym wszystkim. W końcu wyznałam, że muszę przemyśleć to wszystko w spokoju i że nie musi mnie odprowadzać. Po zjedzonym śniadaniu wybraliśmy się na górę.
-O matko! Przecież ja mam jeszcze Twoje ciuchy...Idę się przebrać- powiedziałam.
-Możesz mi je oddać kiedy indziej- uśmiechnął się.
- To miłe, ale gdyby moi rodzice mnie zobaczyli w twoich ubraniach mogli by pomyśleć..nielogicznie- zaczęłam się śmiać.
Jego także rozbawiło to, co usłyszał.
_______________________________
No i jest już nowy rozdział. Ogólnie to myślę, że nie jest zły, ale mógłby być lepszy. Mam też nadzieje, że nie ma wielu błędów. Jeśli wam się podoba to oceniajcie i komentujcie bloga. Oczywiście stała umowa.
5 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥
pozdrawiam, Asia. :3

