poniedziałek, 22 lipca 2013

rozdział 12. ♥

ROZDZIAŁ 12 ♥

Zauważyłam tłum osób, stojący naprzeciw mnie. Chyba kręcili się wokół kogoś.
Stawałam na palcach, by móc spostrzec, kto tam jest, gdy nagle zobaczyłam...

~~~~~~~~~~~~
Gdy nagle zobaczyłam Justina... Nie wiedziałam, dlaczego zrobiło się takie zamieszanie wokół niego, więc zaczęłam się przepychać przez tłum ludzi. Kiedy już stanęłam w 'pierwszym rzędzie' zamarłam. Otworzyłam szeroko oczy. Dwa kroki przede mną stał Justin.. obejmujący i... całujący nie kogo innego jak...Selene ... Selene Gomez. Jak on mógł ? - pomyślałam od razu. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Stałam jak głupia i wreszcie otrząsnęłam się stwierdzając, że nic tu po mnie. Popchnęłam kilka osób torujących mi drogę i wkurzona wybiegłam ze studia.
-MISH?! - usłyszałam jeszcze głos Justina, gdy byłam przy drzwiach. Odwróciłam się tylko, by spojrzeć w jego oczy. Oczy, które zawsze wszystko mówią i zdradzają, a jednak dzisiaj nie mogłam nic z nich wyczytać..dlaczego?
Kiedy to zrobiłam zaczął podążać w moją stronę.
-Mish..proszę, to nie tak, jak myślisz! Poczekaj! - wykrzyczał.
Staliśmy przed budynkiem. Ja ze strumieniami łez na twarzy, on przerażony i zły.
- Co jest nie tak?! Przecież widziałam, jak ją całujesz! Jaka ja byłam głupia! - krzyknęłam i szybko wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki.
Nie mogłam uwierzyć, że Justin mi to zrobił. Kilka dni temu mówił, że mnie kocha, a teraz całuje się z inną? Czyżby on tylko udawał, że mu na mnie zależy? To wszystko, co mi mówił, to wszystko, co robił to było nie prawdą? Jak to... Może gdyby spróbował mi to wytłumaczyć, zrozumiałabym, o co tak naprawdę chodzi. Ale szczerze mówiąc, to nie mam teraz ochoty słuchać kogokolwiek. Chcę, żeby ktoś mnie pocieszył, żeby był dla mnie wsparciem. Ale kto? No właśnie. Wróciłam do domu. Tata i mama siedzieli na dole oglądając tv i nawet nie zapytali, co się stało. Z resztą może to i dobrze, bo i tak nic bym im nie powiedziała. Chciałam teraz pobyć sama, a ostatnie, na co mam ochotę to słuchanie ' a nie mówiłam?'. Położyłam się na łóżku i próbowałam opanować łzy lecące mi z oczu, jednak nie do końca mi to wychodziło. Wtem usłyszałam dźwięk komórki, westchnęłam głęboko i wzięłam ją do ręki. Byłam przygotowana, że to Justin dzwoni, więc od razu skierowałam palec na czerwoną słuchawkę, lecz gdy zobaczyłam na wyświetlaczu 'Calon' zmieniłam plany. Odebrałam, starając się jak najlepiej ukryć fakt, że coś się stało.
-Mishinko, możemy się spotkać? Chciałbym z tobą porozmawiać... - powiedział, zaczynając rozmowę.
- Nie wiem, czy to najlepszy moment - odparłam.
Pasowałby mi każdy dzień, tylko nie dzisiejszy. Z jednej strony nie miałam zamiaru dzisiaj z nim rozmawiać, bo po tym wszystkim nawet nie umiałabym pomyśleć logicznie, ale z drugiej chciałabym, żeby mnie teraz pocieszył...
- Pewnie spędzasz dzisiejszy dzień z Justinem. Rozumiem. To może jutro? To dla mnie ważne - powiedział śmiertelnie poważnym tonem.
W tym momencie nie wytrzymałam i kilka łez wydobyło sie z moich oczy. Podciągnęłam nos i westchnęłam głośno.
- Nie! Nie spędzam dzisiejszego dnia z Justinem! Boże..uhh - nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Coś się stało? - zapytał.
- Nie..nie ważne...
-To możemy się dziś spotkać? - zapytał ponownie.
Pomyślałam, że jak tak bardzo mu na tym zależy to niech będzie, ale wcale nie miałam na to ochoty.
- Dobra - powiedziałam, po kilku minutach zastanawiania się.
- Jeśli możesz przyjdź do mnie, nikogo nie ma w domu - zaproponował.
- Okej, będę za 15 minut.
Po rozłączeniu złapałam się za głowę. Nie wiedziałam, czy dobrze robię spotykając się z nim. Ale z drugiej strony, to chciał ze mną porozmawiać, więc pasuje nie odmawiać.
~~~~~~~~~~~
Wysiadając z taksówki przez chwilę się zawahałam, ale i obiecałam sobie, że spróbuję się nie rozkleić. Pewnie i tak nie dotrzymam słowa, ale postaram się chociażby.
-Cześć - powiedziałam bez większego entuzjazmu w głosie.
Nie przywitał mnie, tylko uśmiechnął się.
-Dziękuje ci, że masz dla mnie czas... - powiedział równie smutnym głosem, jak ja.
Weszliśmy do jego pokoju. Nie pierwszy raz tam byłam. Usiadłam na łóżku, jak to miałam w zwyczaju robić, a Calon przysiadł się obok.
- Mishi..chciałem Cię przeprosić. Za to wszystko, co powiedziałem wtedy na pikniku.. Nie powinienem był o tym wspominać... - powiedział spoglądając na mnie.
- To miałeś w ogóle zamiar mi kiedykolwiek o tym powiedzieć?! - zapytałam ze zdziwieniem.
Co on myślał, że będzie to ukrywał, że tak będzie lepiej? Dobra, może trochę mnie poniosło, może nie musiałam tak na niego naskakiwać. Spuściłam wzrok na ziemię, żeby zauważył, że trochę mi głupio przez to, co powiedziałam.
- Nie chciałem, żeby Twój związek z Justinem na tym ucierpiał...- zrobił to samo, co ja przed momentem.
-Nie ma żadnego związku! - krzyknęłam wkurzona.
Może nie panowałam za bardzo nad tym, co mówiłam ale byłam wkurzona. Nie na Calona, tylko na siebie. Że wcześniej nie zauważyłam, że Justin inaczej się zachowuje. Przecież..dobra, nie ważne. Rozmawiam z Calem i mam nie rozmyślać o tym, co się stało. Tak sobie obiecałam. Tylko jak mam to zrobić, jeśli własnie powiedziałam Calonowi, że nasz związek z Justinem nie istnieje?
- Co?! Jak to?! - słyszałam wyraźnie zdziwienie w jego głosie. Wcale mu się nie dziwię, bo jeszcze kilka dni temu słyszał jak mówię do niego 'ja ciebie też' rozmawiając przez komórkę. 

Złapałam się za głowę, bo nie wiedziałam, czy w ogóle mam mu wspominać o tym, co się wydarzyło. Jednak chciałam, aby ktoś wiedział, bo dotychczas to tkwiło tylko we mnie. Musiałam się komuś wygadać. I wtedy właśnie przypomniałam sobie ten moment, gdy ich zobaczyłam. Nie chciałam płakać, na prawdę. Chciałam mu spokojnie opowiedzieć, ale jednak stało się zupełnie inaczej. Od razu z moich oczu poleciały łzy.
Calon patrzył na mnie wystraszony. A ja zaczęłam opowiadać mu od początku.
- Bo widzisz.. dzisiaj rano nie mogłam dodzwonić się do Justina. Trochę się wystraszyłam, bo zawsze miał komórkę przy sobie...- otarłam łzy - Odczekałam parę minut i ponowiłam próbę, jednak dalej nic. Pojechałam więc na miasto, aby go poszukać. Byłam w restauracji, a potem w jego studiu...No właśnie..w studiu... - przerwałam na chwilkę - On nie miał pojęcia, że tam przyjdę. Było jakieś zbiorowisko, więc podeszłam i zobaczyłam..- zacisnęłam zęby- Justina...z Seleną Gomez... całujących się.. - coraz bardziej zaczęłam płakać.
W tym momencie Cal nic nie powiedział, chociaż miałam nadzieję, że mnie pocieszy. Po chwili jednak poczułam, jak jego gorące dłonie mnie obejmują. Brakowało mi tego. Tak bardzo się za tym stęskniłam. Siedziałam wtulona w jego tors i próbowałam się uspokoić. On odgarnął moje włosy z twarzy i spojrzał na mnie.
- Jak on mógł... Nie daruję mu tego. Nie miał prawa Cię tak skrzywdzić- powiedział zły.
- Calon..- powiedziałam cicho.
Nie wiedziałam, o co mu chodziło z tym 'nie daruję mu tego', chyba nie miał zamiaru się spotkać z Justinem czy coś...
W tym momencie się już nie odezwał, więc dalej nie miałam pojęcia, co miało to znaczyć, tylko mocniej mnie do siebie przytulił. Wiem, może to i dziwne, że zaraz po 'rozstaniu' z chłopakiem przytulam się z innym, ale co z tego? Wiedziałam, że tylko on umie mnie pocieszyć. Jak nikt inny. On był moim przyjacielem i wiedziałam, że mogę mu wszystko powiedzieć.
W tym samym momencie spojrzałam na niego. A dokładniej w jego piękne, brązowe oczy. Wtedy ponownie odgarnął moje włosy z twarzy. Zrobił to tak delikatnie, tego mi było wtedy potrzeba. Tej czułości, tej delikatności. A nie krzyku... I stało się. Pocałowaliśmy się. Może poniekąd nie wiedziałam, co robię po tym wszystkim, bo w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że po tym, co się wydarzyło będę całowała się z moim przyjacielem ale z drugiej strony... było bardzo przyjemnie. Czułam jego gorące usta.. Po chwili przerwał nasz pocałunek, jednak dalej byłam w niego wtulona.  Spuścił głowę w dół, widziałam, że czuje się źle, z tym, co właśnie się stało.
-Przepraszam... nie powinienem był tego robić... - powiedział cicho.
-Nie...to moja wina - nie chciałam go obarczać za to, co zrobiliśmy.
-Tylko, że wiesz... nie chcę, żebyś myślała, że wykorzystuję pierwszy lepszy moment... -wtedy złapał się jeszcze za głowę.

-Nie myślę tak, Calon -odparłam.
Wtedy lekko się uśmiechnął. Było już dosyć późno. Spojrzałam na zegarek i widząc '21:00' szybko wstałam z łóżka, po czym już chciałam pożegnać się z przyjacielem, gdy nawet nie dał mi dojść do głosu.
-Masz zamiar o tej porze iść do domu? - zapytał, a widać było, że poważnie jest zdziwiony.
-Co w tym dziwnego? - pierwsze zrobiłam wielkie oczy, ale jak zobaczyłam przez okno jak wygląda podwórko, to zmieniłam zdanie, co do tego.
- Zostań u mnie na noc, to żaden problem. Rodziców nie będzie jeszcze do jutra do wieczoru - powiedział.
Chwilę się wahałam, ale faktem było, że było za ciemno, żeby iść piechotą do domu, a wiem, że rodzice zapewne nie mają czasu, by po mnie przyjechać. Wyjęłam komórkę i wykręciłam numer do taty.
-Halo? Gdzie ty jesteś? - usłyszałam jego głos.
- Chciałam ci powiedzieć, że dzisiaj zostaję na noc u kolegi. Nie ma sensu, żebym o tej porze szła do domu.
-Ale dlaczego? Co z ubraniami? Masz tam piżamy? U jakiego kolegi? - od razu wypytywał o wszystko.
-Poradzę sobie, spokojnie. Jutro przed obiadem będę już w domu. Powiedz mamie, że opowiem wam wszystko jutro, dzisiaj nie mam siły już o tym rozmawiać.
-Dobrze, ale wszystko w porządku? - chciał się upewnić, że wszystko gra.
-Tak, nie martw się o mnie. Dobranoc - powiedziałam i rozłączyłam się.
Potem zjedliśmy z Calonem kanapki, które za ten czas przyszykował. Siedziałam u niego na kanapie, a on mył talerze po kolacji, gdy zadzwonił telefon. Mój oczywiście. Spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam ' Numer prywatny' nie zastanawiając się szybko odebrałam, aby ktoś się nie rozłączył. Po chwili usłyszałam ' Proszę, nie rozłączaj się. Dzwonię z innego numeru, bo wiem, że ode mnie byś nie odebrała. Chciałbym Ci to wszystko wytłumaczyć. Proszę, wysłuchaj mnie..' Nie zdążył nawet dokończyć bo mu przerwałam. Wiedziałam już, że to nie kto inny, jak Justin.
-Nie masz co tłumaczyć. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
-Mishinko, pro..- rozłączyłam się i tylko tyle zdołałam usłyszeć.
Złapałam się za głowę, gdy do pokoju wkroczył Calon.
-To on? - zapytał.
-Tak...słyszałeś wszystko?- miałam pewność, że tak, bo trudno by było tego nie usłyszeć, ale i tak zapytałam.
-Przepraszam.. - powiedział.
Uśmiechnęłam się smutno  i wstałam z kanapy, w sumie nie wiem, po co, bo w jednej chwili zapomniałam, co chciałam zrobić. On wtedy podszedł do mnie i przybliżył swoją twarz do mojej. Nie miałam pojęcia, co robi. Po chwili sie przekonałam. Przytulił mnie mocno do siebie. 



~~~~~~~~~
- Poczekaj, przecież nie masz się w co przebrać- powiedział Calon, kiedy miałam już wchodzić do łazienki.
Faktycznie przypomniałam sobie, że nie posiadam nic, co mogłabym założyć na noc. Popatrzyłam więc na niego, jakbym chciała przyznać mu rację, a on zaraz zniknął w drzwiach. Nie minęła minuta, jak przyszedł z powrotem i podał mi jakieś rzeczy.
-To spodenki i moja koszula, możesz w tym spokojnie spać - uśmiechnął się. 
Jak tylko wzięłam je do rąk poczułam ich piękny zapach. To były jego perfumy. Zdecydowanie. Zakochałam się w nich. Pokiwałam głową i poszłam pod prysznic. Kiedy już się wykąpałam Calon pokazał mi pokój, w którym miałam spać. Akurat dostała mi się sypialnia, z dwu osobowym łóżkiem.
Poszłam jeszcze do ubikacji, a gdy wróciłam Cal siedział na łóżku. Szybko wskoczyłam na łóżko i owinęłam się kołdrą. Spojrzałam na Calona, który siedział obok mnie. Uśmiechnął się i wstał z łóżka. 
-Dobranoc - powiedział i nim się spostrzegłam już był przy drzwiach. 
-Calon... - powiedziałam cicho .
Popatrzył na mnie, z pytającym wzrokiem, przystając w progu.
-A nie mógłbyś chwilkę tu ze mną zostać? - spytałam.
W sumie to nie wiem, co mnie napadło, żeby go to to prosić, ale to chyba dlatego, że ten pokój był na prawdę duży, a do tego było bardzo ciemno. Pierwszy raz u niego nocowałam i trochę się stresowałam. Co innego, jak on jest w pobliżu, wtedy już jestem spokojna. 
Uśmiechnął się przyjaźnie i zawrócił, w moją stronę.
- No pewnie, że mógłbym - odparł i usiadł w tym samym miejscu, co przed chwilką. 
Uśmiechnęłam się tylko do niego i poczułam, jak gładzi mnie po głowie. Byłam na prawdę bardzo zmęczona tym dniem, bo usnęłam bardzo szybko.
~~~~~~~~~~
Odwróciłam się i zobaczyłam, że Calona już nie ma. Szybko zerknęłam na telefon. Zobaczyłam '2 wiadomości od: Justin' Szczerze to nie miałam ochoty tego czytać, ale jednak coś mnie podkusiło.
' To nie było tak, jak myślisz. Kocham Cie, rozumiesz? Nigdy bym Ci tego nie zrobił. Przenigdy. Nie miałem wyboru. Uwierz mi, że to było najgorsze, co zrobiłem w całym życiu. Skrzywdziłem Cię. I nigdy sobie tego nie wybaczę. Gdybym mógł cofnąć czas... To wyglądałoby zupełnie inaczej. Kiedyś Ci to wytłumaczę. Jeśli w ogóle dasz mi to zrobić...' Tak brzmiał pierwszy sms. A drugi przeczytałam zaraz po nim.
' Chcę Ci jeszcze raz powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze : Przepraszam. Przepraszam za to, co się stało. Przepraszam, za to, że Cię skrzywdziłem. Tak bardzo... Przepraszam. Po drugie : Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Ale jeśli nie będziesz miała już nigdy ochoty ze mną rozmawiać zrozumiem to. Bo wiem, jak przeze mnie cierpisz.'
Pierwszym odruchem było zamknięcie tej wiadomości i zejście na dół, jednak jeszcze raz spokojnie ją przeczytałam i dopiero wtedy powoli zaczęłam szukać Calona. 
- Cześć - powiedziałam, widząc go.
- O, już wstałaś. Własnie zrobiłem dla nas śniadanie. 
Wiedziałam, że Calon na prawdę robi pyszne kanapki, więc nie dałam się długo prosić i usiedliśmy do stołu.
-Zaraz po śniadaniu muszę iść do domu... powiedziałam tacie, że będę przed obiadem.
- Okej...może Cię odprowadzić? - zapytał.
Chciałam, aby tak było, ale także miałam ochotę pobyć sama i pomyśleć chwilę nad tym wszystkim. W końcu wyznałam, że muszę przemyśleć to wszystko w spokoju i że nie musi mnie odprowadzać. Po zjedzonym śniadaniu wybraliśmy się na górę. 
-O matko! Przecież ja mam jeszcze Twoje ciuchy...Idę się przebrać- powiedziałam.
-Możesz mi je oddać kiedy indziej- uśmiechnął się.
- To miłe, ale gdyby moi rodzice mnie zobaczyli w twoich ubraniach mogli by pomyśleć..nielogicznie- zaczęłam się śmiać.
Jego także rozbawiło to, co usłyszał.
_______________________________

No i jest już nowy rozdział. Ogólnie to myślę, że nie jest zły, ale mógłby być lepszy. Mam też nadzieje, że nie ma wielu błędów. Jeśli wam się podoba to oceniajcie i komentujcie bloga. Oczywiście stała umowa.
5 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥


pozdrawiam, Asia. :3

niedziela, 14 lipca 2013

rozdział 11. ♥

Rozdział 11 ♥

* na początku pragnę zadedykować ten rozdział mojej kochanej Hanuśś która motywuje mnie do dalszego pisania i krytycznie ocenia moje fan fiction, z czego bardzo się cieszę, bo wiem przynajmniej, co muszę poprawić. Dziękuje, jesteś kochana ♥ *

-Napiisz..tak... Beliebeers...wszy.yystko jes.st juuż dob..brze...pe.ewniemyślicie.ee że źle mi tut.aaj w szpita.aalu..ale.e to nie.e prawdaa. Jestemszczęśliwyy bo jest zee mną najważniejszaa osobaa w moim życiu..i właśnie tooza mnie dlaa waas piszze,bo ja jestem jeszcze za słaaby...
-Justin! -uśmiechnęłam się, spoglądając na niego... - jesteś kochany.
~~~~~~~~~~~~
Minęły trzy tygodnie. Praktycznie codziennie odwiedzałam go w szpitalu. Widziałam na własne oczy, jak powracał do zdrowia. Myślę, że wszystko będzie już dobrze. Lekarze też są tego samego zdania. Po tym wszystkim chyba bym się załamała, gdyby znowu coś złego się wydarzyło. Nie myślałam już o tym. Moje myśli były całkowicie skupione na tym, że jest już dobrze.
Wreszcie nadszedł dzień, w którym Justin miał wyjść ze szpitala. Bardzo się z tego cieszyłam. Sami wiecie, że w domu szybciej dochodzi się do siebie. Te szpitalne mury nie wpływają za dobrze na samopoczucie. Justin też był bardzo zadowolony z powodu powrotu do domu. Lekarz zapisał go już na wizytę za tydzień. Oczywiście wiem, że Justin musi na siebie jeszcze uważać. Nie może nosić nic ciężkiego i robić rzeczy, które by go męczyły. Oczywiście on był już tego świadomy. Wiedział, że jeżeli chce zdrowy i w pełni sprawny musi się oszczędzać. Kiedy wyszliśmy na dwór Justin wsiadł do pierwszej lepszej taksówki i powiedział do kierowcy adres, dotąd mi nie znany. Po pierwsze zdziwiło mnie to, że jedziemy taksówką...jak? on? zawsze myślałam, że ma swoje auta i kierowców tylko dla siebie. Że są do jego dyspozycji, a tym czasem coraz bardziej mnie zaskakuje. Po drugie nie wiedziałam, gdzie jedziemy. To na pewno nie była ulica, na której mieszkał, gdyż nigdy nie słyszałam, żeby Justin Bieber..ten sławny Justin Bieber mieszkał na ulicy zaraz obok mojej. Przez drogę jednak milczałam patrząc przez szybę. Dojechaliśmy na miejsce. Przede mną znajdował się nie za duży, ale jakże piękny i stylowy dom. Mówiąc 'nie za duży' miałam na myśli to, że był tylko trochę większy od mojego, a szczerze spodziewałam się jakiś luksusów. A tu proszę, znowu mnie zaskakuje. Chyba będę musiała przyzwyczaić się, że nie wszystko będzie tak, jak ja myślę.
Z zachwytem spojrzałam w jego stronę.
-Podoba ci się? -zapytał Justin.
Wzięłam do rąk jego rzeczy z taksówki, po czym ta odjechała.
-Tak, jest na prawdę bardzo ładny- odpowiedziałam, z podziwem.
-To mój nowy dom..Niedawno wprowadziłem się tutaj. Mówię ci to dopiero teraz, bo wcześniej chyba jakoś nie było okazji... sam nie wiem... - zamyślił się.
Uśmiechnęłam się tylko do niego i weszliśmy do środka.
'woow'- pomyślałam na pierwszy rzut oka widząc wnętrze mieszkania.
Wypakowałam wszystkie rzeczy i odłożyłam je (jak sądzę) na miejsce. Weszłam do salonu, gdzie siedział na kanapie Justin. Podeszłam do okna. Widać było przepiękne drzewa i kwiaty, mieszczące się w ogrodzie. Od razu wiedziałam, że będę lubiła to miejsce.
-Co teraz z nami będzie? - zapytałam, wpatrując się w widoki za oknem.
Słyszałam tylko kroki Justina i za chwilkę poczułam jak jego ciepłe dłonie obejmują delikatnie moją talię.  Od razu poczułam motylki w brzuchu. Zamknęłam na chwilę oczy. Było mi bardzo dobrze w objęciach osoby, na której na prawdę mi zależało. Pomyśleć, że jeszcze niedawno nie chciałam się z nim spotykać...
-Jak to co? zapytał, po czym obejmując mnie położył jeszcze swoje dłonie na moich.
Ahh, były takie delikatne. Poczułam się wtedy bezpieczna..jak nigdy w życiu.
-No bo wiesz... Chodzi o to, że chciałabym, abyśmy się na razie nie ujawniali...- popatrzyłam na niego pierwszy raz, odkąd mnie obejmował.
Zwrócił wzrok na mnie. Trochę zdziwił się tym, co właśnie usłyszał. Był raczej pewien, że już niedługo wszyscy dowiedzą się o nas i nie będziemy musieli się ukrywać. Byłam trochę przejęta tą cała sytuacją, dlatego spanikowałam i postanowiłam, że przecież możemy powiedzieć wszystkim o naszym związku dopiero za jakiś czas. Pomyślałam, że tak będzie najlepiej.
-Nie chcesz, żeby inni wiedzieli, że jesteśmy razem? - popatrzył mi w oczy Justin.
-Justin..wiesz, że to nie tak. Chcę i to bardzo tylko, że nie moglibyśmy powiedzieć o tym za jakiś czas?- spytałam z nadzieję, że się zgodzi.
- Jeśli chcesz.. Dobrze. Ale co będzie, jeśli zauważą nas razem i zaczną się plotki? Nie lepiej od razu im powiedzieć?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo w tym momencie miał rację. Jednak dalej miałam swoje zdanie. Jednym słowem się bałam. Inne dziewczyny oddałyby za to wszystko, a ja? A ja głupia zastanawiam się, czy tego chcę...Ale to nie jest takie proste, jak się wydaje.
-Dobrze, niech będzie. Powiemy im to wszystko za jakiś czas - spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
Ucieszyłam się bardzo.
Minęło kilka dni. Rodzice pozwalali mi na przebywanie u Justina... co mnie zszokowało wręcz. Codziennie mogłam do niego przychodzić i siedzieć przez 2-3 h. Oczywiście musiałam czasami opiekować się bratem, więc zostawałam w domu. Zauważyłam, że tata chyba przekonał mamę do Justina. Od ostatniego razu nie zrobiła mi żadnego przesłuchania, żadnej awantury. Cieszę się.
~~~~~
Szliśmy ulicą, nikt jakoś specjalnie się nami nie zainteresował. Szczerze wątpiłam w to, że ludzie nie poznali Justina, dlatego, że miał okulary i czapkę więc po raz kolejny byłam zaskoczona. Szliśmy obok siebie, nie wyglądając jak para. Rozglądałam się dookoła jednak nie zobaczyłam żadnego paparazzi...To dziwne. Postanowiłam, że nie mam się czym przejmować i ujęłam rękę Justina.
Popatrzył na mnie ze zdziwieniem, chyba się nie spodziewał, że to zrobię, bo w końcu nie chciałam na razie ujawnić naszego związku, ale po chwili uśmiechnął się miło i poszliśmy dalej.
Nie minęło 10 minut, gdy byliśmy na miejscu.
-To już tutaj - powiedział Justin.
Weszliśmy do budynku, po czym zauważyłam kilka osób przede mną. Przywitałam się miło.
-To Mishinka. Moja dziewczyna - powiedział Justin.
Wszyscy zwrócili wzrok na mnie. Poczułam się dość nieswojo.
Justin musiał to zauważyć więc chwycił mnie za rękę i mocno ją ścisnął.
Byliśmy w studiu Justina. Chyba dużo rzeczy jeszcze nie wiedziałam, tak jak to, że jego studio jest w sumie tak niedaleko mojego domu. Porozmawialiśmy chwilę ze stojącymi tam osobami, a potem Jus pokazał mi całe wnętrze budynku. Od razu zauważyłam, że panuje tam bardzo miła atmosfera, jak w domu.
Po jakimś czasie wyszliśmy z budynku.
-Zapraszam panią na koktajl. Ja stawiam - powiedział poważnie.
-Ależ nie musi pan - odparłam dość podobnym tonem.
- Jest pani najważniejszą kobietą w moim życiu, dlaczego miałbym pozwolić pani samej płacić? - zapytał.
W tym momencie, patrząc na jego twarz nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. On chyba też nie dał rady i zaśmiał się razem ze mną. Nie czekając na nic pociągnął mnie za rękę i nie minęło kilka chwil, jak znaleźliśmy się w restauracji. To była moja ulubiona w całej okolicy. Skąd on mógł to wiedzieć? Nigdy nie mówiłam mu, że często tu przychodzę. Czy on aż tak dobrze mnie zna? Zdziwiłam się.
Usiedliśmy przy stoliku i do 17 rozmawialiśmy, popijając koktajl. Później Justin odprowadził mnie pod sam dom. Chciałam mu zaproponować, aby mnie odwiedził, ale pomyślałam o mamie i od razu zmieniłam zdanie. Może jeszcze za wcześnie, żebym przyprowadzała go do domu. Przecież mama mogłaby powiedzieć coś, co mogłoby go urazić. Zdecydowałam, że zrobię to kiedy indziej.
 - Strasznie chciałabym, żebyś teraz wpadł do mnie - spuściłam wzrok - ale przepraszam, nie mogę cię zaprosić. Bo wiesz, moi rodzice jeszcze nie do końca przyzwyczaili się do tego stanu rzeczy... - powiedziałam dalej patrząc w dół. Trochę wstydziłam się, że nie mogę go zaprosić do domu. Jego. Mojego chłopaka. Najcudowniejszego na świecie. Eh.
- Nic nie szkodzi - powiedział z taką serdecznością w głosie, że spojrzałam na niego - zobaczysz, że jeszcze kiedyś usiądziemy wszyscy razem przy kolacji - uśmiechnął się, po czym zbliżył się do mojej twarzy i ucałował mnie w policzek. To było nasze pożegnanie tamtego dnia, bo za chwilę byłam już w domu. Rodzice zajęci byli oglądaniem jakiegoś filmu, Camilla czytała książkę, a Brandon siedział na podłodze i bawił się swoimi zabawkami. Posiedziałam z nimi na dole, chociaż na początku wcale nie zainteresował mnie ten film, jednak po kilku akcjach wciągnął mnie. Wtem usłyszałam telefon. Wyjęłam go z kieszonki i odebrałam.
-Halo-powiedziałam do słuchawki.
-Cześć Mishi! - usłyszałam głos Sashy- jutro o 13:30 idziemy z Darwoodem, Jacksonem i Calonem nad rzekę, pamiętasz?
-No jasne! Przyjdę do ciebie o 13, okej?
-Okej, będę czekać.
Dobrze, że Sasha zadzwoniła do mnie, żeby mi przypomnieć bo chyba wyleciał mi z głowy nasz piknik.
~~~~~~
- No hej kochana! - krzyknęła na powitanie Sasha.
Była bardzo szczęśliwa, że się spotkałyśmy, chociaż widziałyśmy się dwa dni temu. Jednakże bardzo stęskniłam się za jej towarzystwem. A co bardziej za Darem, Jackiem, no i Calonem. Ostatnio nie spędzałam z nimi tyle czasu, co kiedyś. Muszę to nadrobić.
Po krótkim czasie przyszli chłopcy.
-Cześć dziewczyny! - powiedział wesoło Darwood.
- O jeju, Mishi, jak ja cię dawno nie widziałem, chyba z tydzień temu... Sieemka! - powiedział Jack, który jak miałam wrażenie bardzo ucieszył się, że mnie widzi.
Popatrzyłam na Calona, a dokładnie w tym samym momencie on spojrzał na mnie. Nie powiedział nic, tylko delikatnie się uśmiechnął. Oczywiście odwzajemniłam uśmiech. Nie wiem, dlaczego ale wydawało mi się przez chwilę, jak na niego patrzyłam, że jest smutny. Może to było tylko złudzenie..sama nie wiem.
Poszliśmy ścieżką w stronę rzeki. Jack, jak to on zawsze wesoły, rozbiegany i w ogóle wziął Sashę na barana. Przypomniały mi się wtedy stare, dobre czasy. Tak oto w niecałe 20 minut doszliśmy na miejsce. Rozłożyliśmy koc, położyliśmy na nim koszyk i usiedliśmy. Rozmawialiśmy w najlepsze, gdy nagle zadzwonił telefon. Szybko zerknęłam na wyświetlacz. Był to Justin. Uśmiechnęłam się do ekranu komórki i odebrałam.
-Czy ja już ci nie mówiłam, że jestem dzisiaj na pikniku z przyjaciółmi?- zapytałam.
- Owszem, mówiłaś - odpowiedział.
- Dobrze...To coś się stało, że dzwonisz? - zapytałam.
Zauważyłam, że wszyscy zainteresowali się moją rozmową. Patrzyli na mnie z zaciekawieniem.
-Tak.
-Co? Justin, czy źle się czujesz? Może powinieneś zadzwonić do lekarza? Albo nie, lepiej do niego pojedź, przecie...- nie zdążyłam nawet dokończyć, bo przerwał mi głos Justina:
-Mishi...ja po prostu tęskniłem...-powiedział tak cicho, że ledwo co go usłyszałam.
Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jejku, to było takie słodkie. Przecież widzieliśmy się wczoraj, a on już tęskni.
-Ja też tęsknię- odparłam z uśmiechem.
Mimo, że nie mógł wtedy zobaczyć, że na mojej twarzy gościł uśmiech, mam wrażenie, że to wiedział.
-Zadzwonię wieczorem kochanie- usłyszałam w słuchawce, po czym zrobiło mi się od razu ciepło na sercu.
- Będę czekać - odpowiedziałam.
- Jeszcze jedno...- zaciekawiłam się, co jeszcze ma mi do powiedzenia - kocham cię - powiedział, a ja znowu się uśmiechnęłam.
- Ja Ciebie też - odparłam i rozłączyłam się.
Wszyscy wokół mnie siedzieli z miną typu 'ale słodko' i uśmiechali się. Wszyscy poza Calonem. On siedział i patrzył bez celu na swoje trampki. Znowu zauważyłam, że się smuci. Tym razem nie mogłam się mylić. Włożyłam komórkę do kieszeni i ponownie zaczęliśmy rozmowę. Po chwili Cal powiedział, że idzie się przejść.
-To pójdę z tobą- oznajmiłam, uśmiechając się.
-Nie musisz- odparł.
-Ale chcę.
Uśmiechnął się, albo raczej próbował to zrobić.
Wstaliśmy z koca i powolnym krokiem skierowaliśmy się ku brzegu rzeki. Kiedy byliśmy już wystarczająco daleko od siedzących na kocu przyjaciół zaczęłam rozmowę.
- Co się stało? - zapytałam, spoglądając na niego.
- Dlaczego miałoby się coś stać? -zapytał, ale ja wiedziałam, że chce oszukać sam siebie.
-Calon...przecież widzę. Jesteś smutny..
Na chwilę się nie odzywał. Ta chwila przeciągała się coraz dłużej i dłużej. Popatrzyłam na niego, jakby chcąc powiedzieć 'czekam na odpowiedź'.
- Racja. Jestem smutny...ale to nic.
-Jak to nic? Calon proszę powiedz mi, co się dzieje. Martwię się o ciebie...
W tej chwili spojrzał na mnie. Dawno nie widziałam go takiego smutnego..A może widziałam, tylko się tym nie przejmowałam? Kto wie? Może cały czas był przygnębiony, ale ja skupiałam się tylko na swoich problemach..
- Mishinko..Jesteś na prawdę wspaniałą dziewczyną i..-nie zdążył nawet dokończyć, bo mu przerwałam:
- i jestem twoją przyjaciółką, której możesz powiedzieć wszystko - uśmiechnęłam się.
Chyba nie do końca mu o to chodziło, bo spojrzał na mnie z trochę dziwną miną, jakby nie chciał, żebym mu wtedy przerwała.
-Sorki..- powiedziałam cicho.
Uśmiechnął się lekko i kontynuował to, co miał zamiar mi wyjawić.
-Chodzi o to, że... - zawahał się.
-Że...? - spojrzałam na niego pytająco. Jeszcze nie wiedziałam, o co może mu chodzić.
- Że mi na tobie zależy - powiedział i jakby mu ulżyło, że w końcu się odważył- tak strasznie.. I jak tylko widzę jak rozmawiasz z Justinem..to tak jakoś mi smutno.. Ale nie ważne, zapomnijmy o tym, co właśnie powiedziałem..- chyba nie zdawał sobie sprawy z tego co powiedział.
Zapomnieć? O tym że mu się podobam? Na prawdę? Stanęłam zszokowana tym, co usłyszałam.
Zauważył to więc spuścił wzrok i powiedział cicho
-Ja już pójdę... - odwrócił się i zrobił parę kroków przed siebie.
- Nie, Calon. Proszę, zostań. Nie chcę, żeby Sasha i chłopaki domyśleli się, że to przeze mnie poszedłeś.
- To nie przez ciebie. To moja wina. Rozumiesz? - spoglądnął na mnie - moja.
- Jak to twoja? dlaczego? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Mogłem powiedzieć ci to wszystko wcześniej...Ale się bałem. Cholernie się bałem, że nie czujesz tego samego do mnie. I tego nie zrobiłem. A teraz już za późno... - dodał, po czym momentalnie coś w środku we mnie pękło. Zraniłam go. Złamałam mu serce. Znowu wszystko przeze mnie. Dlaczego wcześniej nie zauważyłam, że jemu na mnie zależy? Czy aż tak skupiałam się tylko na sobie?
- Nie mów tak, proszę...Chodź ze mną. Chociaż dzisiaj. Żeby nikt nie podejrzewał, że coś się między nami wydarzyło- popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
-Dobra - ruszył w kierunku przyjaciół.
Całe piknik szczerze mówiąc zleciał tak, jak na początku. Przynajmniej oprócz mnie i Cala wszyscy dobrze się bawili. Chyba nie spostrzegli, że ten nasz spacer nie wpłynął na nas najlepiej. Przez kilka następnych dni zastanawiałam się nad tym wszystkim. Bardzo lubię Calona, ale jako przyjaciela i raczej nic więcej. Kiedyś może i czułam coś do niego, ale to już dawno wygasło. Sama nie wiem, co robić. Wiem, że nasze kontakty nie będą już takie, jak przedtem. Umiem postawić się na jego miejscu. Przecież nie raz byłam zakochana w chłopaku, który był już zajęty. Wiem, jak to boli. Jednakże nie chcę, żeby nasza przyjaźń się zepsuła. Nie może... Nie powiedziałam Justinowi o tym, co zaszło miedzy mną a Calonem. Nie wiem, dlaczego... Chyba po prostu nie chciałam o tym z kimkolwiek gadać. Minęło kilka dni. Nie rozmawiałam z Calem. Widziałam się za ten czas z chłopakami i Sasha, ale nic nie podejrzewali. Tym lepiej.
~~~~~~
Dzwoniłam już do Justina 2 raz. Znowu nie odbiera. Zaczynam się martwić. A jeśli coś się stało? Jeśli źle się poczuł w domu i zesłabł? Boże, straszliwie się boję. Dlaczego nie odbiera tej głupiej komórki?!
-Tato, zawieziesz mnie gdzieś? proszę - powiedziałam w sumie nie czekając na odpowiedź, wsiadłam do auta.
- Pewnie córciu, ale gdzie ci się tak śpieszy? - zapytał zdziwiony moim zachowaniem.
- Boje się, że Justinowi coś się stało.
Podałam tacie adres i po chwili byliśmy na miejscu. Pobiegłam do drzwi, zadzwoniłam, stałam i czekałam, aż je otworzy, ale nic takiego się nie stało. Zaczęłam panikować. Powiedziałam tacie, żeby zawiózł mnie na miasto, a w tym czasie jeszcze kilka razy zadzwoniłam do chłopaka. Dalej nic.
Pierwsze zajrzałam do restauracji, w której ostatnio byliśmy. Ani śladu mojego chłopaka. Przypomniałam sobie, że może być w studiu. Pomyślałam, że przecież by mnie uprzedził.. Szczerze to bałam się, że coś mu się stało, że jest w szpitalu. Wiedziałam, że moje myśli idą za daleko, ale nie umiałam się na niczym skupić.
Byłam już pod studio. Powoli otworzyłam drzwi. Zastanowiłam się jeszcze, co powiem, gdy go tam nie zastanę.  Nie przejęłam się tym i wychyliłam głowę. Zauważyłam tłum osób, stojący naprzeciw mnie. Chyba kręcili się wokół kogoś. Stawałam na palcach, by móc spostrzec, kto tam jest, gdy nagle zobaczyłam...


___________________________________

No i jest kolejny rozdział. Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale jakoś nie miałam weny. Ogólnie to nie podoba mi się za bardzo, ale trudno. Mam nadzieje, że nie ma błędów, a jeśli jakieś się znajdą, to wybaczcie. Podnoszę stawkę. 
5 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ ♥
komentujcie, oceniajcie. Dziękuję ♥

poniedziałek, 1 lipca 2013

rozdział 10. ♥


ROZDZIAŁ 10 ♥

Zobaczyłam leżącego Justina. Był cały posiniaczony. Nie wiedziałam, czy żył. Może to głupie, ale w tym całym amoku nie wiedziałam, co się dzieje.
Z sali wyszedł lekarz i od razu spojrzał na mnie.
-Dzień dobry - powiedziałam.
-Witam. Kim pani jest? -zapytał.
-Jestem... - popatrzyłam na Justina przez szybę - dziewczyną Justina. Co z nim?
Wiedziałam, że nie mówię do końca prawdy ale tylko tak udało mi się dowiedzieć, w jakim jest stanie. Inaczej pewnie nawet nie mogłabym wejść do niego na salę. Ale poniekąd to..gdybym wtedy mu nie odmówiła możliwe, że teraz bylibyśmy razem, więc to nie jest takie do końca kłamstwo.
-Na pewno? Bo wiele dziewczyn było tu i mówiło to samo.
Spuściłam wzrok. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Byłam zakłopotana. Nie mogłam powiedzieć, że naprawdę, bo przecież bym skłamała...
-Dobrze... Jego stan jest stabilny. Przeszedł operację i mamy nadzieję, że z tego wyjdzie-odpowiedział.
Chyba zobaczył, ze na prawdę Justin jest dla mnie ważny i mi bliski.
- Więc..mogę do niego wejść? -zapytałam z nadzieją na pozytywną odpowiedź.
-Tak, ale tylko na chwilkę. Jest jeszcze osłabiony.
Powiedział doktor i szybko zniknął mi z oczu. Chciałam jak najszybciej wejść na salę. Podeszłam do szyby i spojrzałam na niego jeszcze raz. Musiałam się ogarnąć, żeby nie wyglądać jak strach na wróble. Nie liczył się dla mnie wygląd, tylko stan Justina. Ale równocześnie nie mogłam wejść tam cała we łzach, bo nie chciałam, żeby się zasmucił. Przetarłam oczy i lekko otworzyłam drzwi. Popatrzyłam na łózko. Leżał bokiem, odwrócony w przeciwną stronę. Widziałam jego twarz..całą posiniaczoną...Strasznie było na niego patrzeć..Kilka łez spłynęło mi po policzkach. Podciągnęłam nos, co właśnie usłyszał. Delikatnie odwrócił się w moją stronę i momentalnie na jego twarzy pojawił się uśmiech. To był najpiękniejszy uśmiech na świecie. Mimo, że miał przeciętą wargę, posiniaczoną twarz i sine powieki to się uśmiechał. To było niesamowite. Podeszłam do stołka obok łóżka i usiadłam na nim.
-Tak się bałam...- powiedziałam przejęta- tak strasznie się bałam...
Znowu popatrzył na mnie. Pomimo tego, że źle wyglądał i był osłabiony to czułam, że jest szczęśliwy.
-Wszystko już jest dobrze...- powiedział cicho.
Widać było, że jest jeszcze słaby, ale dał radę normalnie mówić i się powoli poruszać. W tej chwili weszła na salę pielęgniarka.
-Proszę już iść. Trzeba dać chłopakowi odpocząć - powiedziała miło.
Pokiwałam głową i wstałam z krzesła.
-Przepraszam..Przyjdę do ciebie niedługo - powiedziałam do Justina.
On tylko mrugnął oczami jaki odpowiedź, pomachałam mu i wyszłam. Wróciłam do domu w taki sam sposób, jak przedtem - taksówką.  Otworzyłam drzwi do domu, gdy nagle usłyszałam gniew rodziców. No to się zaczęło.
-Gdzie byłaś?
-Nic nam nie mówiłaś, o tym, że gdzieś idziesz! Trzeba było nas uprzedzić, nawet nie wiesz, jak się martwiliśmy.
-No mów, gdzie byłaś?!
Wprost genialnie.
Camilla próbowała załagodzić sprawę mówiąc, że potrzebuję trochę prywatności, ale to było na nic. Chcieli się dowiedzieć, gdzie pojechałam. Nie mogłam ich okłamać, bo wiem, że to by się źle skończyło... Jednym słowem musiałam powiedzieć im całą prawdę.
-Byłam w ...em...w szpitalu- wydukałam.
-Gdzie?! -zapytali zdziwieni.
-No w szpitalu. Musiałam kogoś odwiedzić.
-Kogo?
-Musimy o tym gadać?
-Tak, mów zaraz kogo musiałaś odwiedzić w szpitalu.
-Justina...Justina Bieber'a - powiedziałam niechętnie.
-Jego? Ale czekaj czekaj..po co? Jak się tam dostałaś?
-Bo my..ten tego się..znamy...
-Znacie? Zaraz, nie mów mi tylko, że coś cię z nim łączy. Nawet nie chcę tego słuchać.
-No widzisz?! Dlatego nic ci nie mówiłam. O tym, że parę razy się spotkaliśmy. Wiedziałam, że tak zareagujesz! Tym razem musiałam do niego pójść. Miał wypadek. Nie mogłam siedzieć bez czynnie w domu!
-To był ostatni raz, kiedy się z nim spotkałaś!
-Nie będziesz mi rozkazywać! - krzyknęłam i pobiegłam na górę.
Wiedziałam, że coś będzie musiało prędzej, czy później się popsuć. Przecież było by za idealnie.
Strasznie się wkurzyłam. Musieli zepsuć mi dzień. Ale to nie był koniec problemów.
Wieczorem sprawa się załagodziła więc zeszłam na dół. Tata włączył wiadomości. Byłam pewna, ze zaraz powiedzą coś o Justinie, że jego stan się poprawia itp. Czekałam tylko na to. Siedziałam spokojnie gdy nagle usłyszałam '' WCZORAJ JUSTIN BIEBER MIAŁ OPERACJE. JEGO STAN POPRAWIAŁ SIĘ Z GODZINY NA GODZINĘ. NIESTETY DZISIAJ PO POŁUDNIU LEKARZE MUSIELI PODJĄĆ KOLEJNĄ OPERACJĘ. U JUSTINA POJAWIŁ SIĘ KRWIAK. JEDYNĄ OPCJĄ BYŁ ZABIEG."
Miałam łzy w oczach. Po raz kolejny moje życie stanęło pod znakiem zapytania. Nie mogłam go stracić...Nie mogłam.
"OPERACJA NADAL TRWA. WIĘCEJ O STANIE ZDROWIA MŁODEJ GWIAZDY POWIEMY JUTRO."
W momencie z moich oczu zaczęły spływać potoki łez. Nie umiałam nad tym zapanować. Przecież jeszcze rano u niego byłam. Jego stan był stabilny, wszystko szło w dobrym kierunku, a tu o. Super. Pobiegłam na górę, bo ostatnie, czego teraz chciałam to słuchanie przemowy rodziców. Położyłam się na łóżku. Miałam nadzieję, że operacja się uda. Nie mogłam go teraz stracić. Był dla mnie ważny. Żałuje, że dopiero teraz sobie to uświadomiłam. Gdyby wcześniej to do mnie dotarło, to ten cały wypadek się nie wydarzył.
Ze snu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Wzięłam go do ręki i nie patrząc na wyświetlacz odebrałam.
-Dzień dobry. Mishinka Tien? - usłyszałam poważny głos.
-Tak, to ja- odpowiedziałam trochę nie świadoma kto mówi.
-Z tej strony doktor Louis. Mam dla pani informacje o pani chłopaku. Otóż wczoraj przeszedł drugą z kolei operację. Tym razem była ona poważniejsza. Jednakże wszystko poszło zgodnie z planem i nie było żadnym komplikacji. Jego stan jest stabilny, a jego życiu nie zagraża już jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Będzie pani mogła odwiedzić go wieczorem, jednakże uprzedzam, że jest jeszcze bardzo słaby.
-Dobrze. Dziękuję bardzo -odpowiedziałam, po czym rozłączyłam się.
W tym momencie przypomniałam sobie właśnie, że ostatnim razem, gdy odwiedziłam Justina podałam doktorowi swój numer komórki, na wypadek czegoś.
Tak strasznie ucieszyłam się, jak usłyszałam, że operacja się powiodła i nic już mu nie zagraża.
Na prawdę przez chwilę wczoraj myślałam, że mogę go stracić. Nie przeżyłabym tego.  Pójdę dzisiaj go odwiedzić. Pewnie się załamię, jak go zobaczę ale nie ma co myśleć. Muszę go odwiedzić. Wiem, że rodzice nie będą zadowoleni, ale nie dam tak łatwo za wygraną.
~~~~~~~~~~
-Mamo, wychodzę-krzyknęłam, mając nadzieję, że mnie nie zatrzyma.
-Gdzie i kiedy wrócisz?- zaczęła przesłuchanie.
-Powinnaś wiedzieć gdzie. A kiedy wrócę to nie wiem. Jak coś zadzwonię.
Znów zaczęła mi wmawiać, że to zły pomysł, ale nie miałam ochoty tego słuchać. Pożegnałam się i wyszłam.
-Tato, podwieziesz mnie?-zapytałam.
-Pewnie, córcia. Idziesz na zakupy?- uśmiechnął się zaciekawiony.
-Nie. Do szpitala. I daruj sobie kazanie, mama już cię uprzedziła.
-Wcale nie miałem zamiaru prawić ci kazania.
-Nie?- zdziwiłam się.
-Nie. Rozumiem cię.  Masz prawo być szczęśliwa. A jeśli on leży w szpitalu musisz go odwiedzić. Ja też bym tak zrobił, gdyby w młodości coś stało się mamie. Wiem, jak to przeżywasz i nie chcę sprawiać ci dodatkowego bólu.
-Ojej, dziękuję- przytuliłam go-A..mógłbyś porozmawiać o tym z mamą?
-Zobaczymy, co da się zrobić- puścił mi oczko.
Po raz kolejny tata mnie rozumiał, w przeciwieństwie do mamy. Ale może jakoś ją przekona. Mam nadzieję.
-Trzymaj się. Pamiętaj, że wszystko będzie dobrze. Pozdrów ode mnie tego Twojego Justinka -ponownie puścił mi oczko, a ja wysiadłam z auta.
Weszłam na piętro i od razu zauważyłam lekarza. Przywitałam się i 

-Mogę wejść do Justina?- zapytałam.
-Jest jeszcze bardzo osłabiony, ale proszę- uśmiechnął się.
Czułam, że lekarz prowadzący lubi nastolatków, a w tym Justina. Był bardzo miły zawsze, gdy do niego przychodziłam.
Podeszłam do drzwi na salę. Nie zerknęłam nawet przez okno, tylko delikatnie uchyliłam drzwi. Zobaczyłam go. To nie był miły widok. Zabolało mnie to, strasznie. Justin wyglądał jeszcze gorzej, niż przedtem. Widać było, że po tych dwóch operacjach jest bardzo osłabiony i wycieńczony. Jego twarz była cała blada i dalej posiniaczona (no umówmy się, przecież siniaki nie znikają po dwóch dniach), jego warga dalej była przecięta. Może mi się wydawało, ale wyglądał na chudszego niż przedtem. Nie, na pewno to tylko moje złudzenie. Jednakże jego ręce, a co za tym szło bardziej dłonie były dość sine, nie miałam pojęcia dlaczego. No nic, zapytam później lekarza. Zrobiło mi się go tak strasznie szkoda..Gdyby nie ten głupi wypadek to byłby teraz radosny, bez żadnej skazy... Znów z oczu zaczęły lecieć mi łzy. Tym razem to były trochę łzy szczęścia jak i rozpaczy. Z jednej strony cieszyłam się, że już wszystko zmierza ku dobremu, ale z drugiej wyglądał tak strasznie mizernie..Aż mnie coś w sercu zaczęło kuć. Usiadłam na stołku zaraz obok łózka. Delikatnie położyłam swoją dłoń na jego. Nie ruszył się. Chyba spał. Oparłam głowę o łóżko. Nawet nie zauważyłam, kiedy całe nasze dłonie zostały zalane moimi łzami. Szybko podniosłam się i wtem zobaczyłam, że Justin się ruszył.  Powoli obrócił głowę w moją stronę.  Było widać, że jest mu ciężko jakkolwiek się poruszyć. Znowu do oczu napłynęły mi łzy. Tym razem to raczej łzy ulgi. W końcu zobaczyłam go..Całego... Popatrzył na mnie.
-Justin ... tak strasznie się bałam..że cię stracę..Że już nigdy cię nie spotkam, nie zobaczę, nie porozmawiamy..Nie wybaczyłabym sobie tego. W końcu to wszystko przeze mnie. Ten cały wypadek. Rozumiesz? Przeze mnie. Gdyby nie ja..Nie doszło by do tego wypadku. Byłbyś teraz szczęśliwy. A co jest? Leżysz w szpitalu..przeze mnie.
-Nie-e-ee...-mruknął cicho.
-Przepraszam cię Justin. Przepraszam za wszystko. Za to ostatnie zdarzenie. Za to, co powiedziałam. Wcale tego nie chciałam, nie uważałam tak. To..sama nie wiem, dlaczego tak zareagowałam... Mogłam z tobą spokojnie porozmawiać, a nie. Wcale nie chciałam, żeby to się tak skończyło..Wybacz mi, proszę.
Widziałam, że w tamtym momencie chciał się uśmiechnąć. Nie wyszło mu to za dobrze ale i tak bardzo mnie to wzruszyło.
-Wtedy... gdy ode mnie pojechałeś..Zrozumiałam, ze nie powinnam się tak do ciebie odezwać.. Dlatego dzwoniłam..parę razy. ale nie odbierałeś. Pomyślałam, że nie chcesz mnie już znać..I dałam spokój.  Ale później usłyszałam w wiadomościach, że miałeś wypadek. Załamałam się. To był najgorszy moment w moim życiu. Myślałam, że cię stracę. Na zawsze... Ale ty byś mnie nie opuścił, prawda?- spojrzałam na niego, chociaż wcale nie oczekiwałam odpowiedzi.
Mrugnął oczyma na znak potwierdzenia.
Wahałam się nad tym, ale wzięłam się na odwagę i przyłożyłam swoją dłoń do jego dłoni.
Spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, jakby nie dowierzając, że to zrobiłam. Kilka razy delikatnie pogładził moją rączkę kciukiem, to było takie słodkie.
-Wiesz...-zaczęłam nieśmiało- wtedy...jak jechałam do ciebie...jak byłam taka przejęta...uświadomiłam sobie, że jesteś dla mnie ważny. Bardzo..i ..że mi na Tobie zależy. Nie jak na koledze, przyjacielu..Tylko coś więcej...-przełknęłam ślinę- wiem, że to głupie. Bo gdybym zrozumiała to już przedtem nie doszło by do tego wypadku. I byłbyś szczęśliwy i cały... I..jeśli teraz powiesz, że tobie..no wiesz..już na mnie nie zależy, to zrozumiem. Bo po tym wszystkim, co ci powiedziałam, co zrobiłam..nie zdziwiłabym się, gdybyś teraz zmienił zdanie...-spuściłam wzrok.
Ale w tej chwili zauważyłam, że przekłada w moją stronę jego drugą rękę. Nie wiedziałam, po co to robi, przecież był osłabiony i trzeba było, żeby leżał nie robiąc zbyt szybkich ruchów. Wtem spostrzegłam, że już jego dwie dłonie trzymają moją i gładzą ja. Aww, to było takie słodkie. Takie prze kochane uczucie. Moja serce biło jak szalone.
-Żartu..ujesz?- zapytał cicho.
Jego głos był ochrypły...do tego co kilka sylab przerywał mówienie by wziąć oddech, nabierając sił.
-Tylko..Justin..ja nie chcę, żebyś myślał, że jestem z tobą, bo wiesz.. miałeś wypadek, jesteś w złym stanie i w ogóle. Nie. Bo to nie prawda. Wtedy, jak do mnie przyszedłeś. Przed wypadkiem. Jak kazałeś mi wytłumaczyć, dlaczego nie możemy być razem... nie wiedziałam, co powiedzieć. Bo tak naprawdę chciałam dać nam szansę. Ale się bałam...Nadal się boje. Tego wszystkiego co by było, gdybyśmy się związali. Przecież twoje życie totalnie różni się od mojego. Jesteś w centrum uwagi, na każdym kroku mogą się sfotografować. A ja do tego nie przywykłam i pewnie nigdy tego nie zrobię. Ale najgorsze było by to, że byłabym hejtowana. I to bardzo.. przecież sam wiesz o tym najlepiej.
-Alee.e...moje-e.. be..elie..eber..ss by zrozu..umiałyy..bo..o on..ee chcą..żeby.ym był szczęś..liwy.yy-powiedział cicho, przerywając wyrazy.
-Ale wiesz...moja rodzina też nie jest tym zadowolona...ja nie wiem, jak to będzie...- przejęłam się.
-ej...przecież...sie.edzimy w tyym raze.em...damy radę- powiedział, jakby mocniejszym głosem.
I w tej sekundzie delikatnie wziął swoją dłoń i położył ja na moim zimnym policzku. Odgarnął powoli moje włosy za ucho i dotknął mojej wargi. Miał bardzo ciepłe i miłe dłonie.
-Jesteś najwspanialszą dzie...ewczyną na świecie...-uśmiechnął się leciutko.
'omg,omg'- moje myśli krążyły wokół tego, jaki to on jest słodki.
-A teeraz..mogę cię..o coś prosić?- zapytał.
-No jasne.
-Weź proszę moją komórkę z szufladyy...i wejdź na twitter.aa...ja niee..dam rady..więc napiszesz za mnie..do..obrze?
-Tak..to co mam napisać?
-Napiisz..tak... Beliebeers...wszy.yystko jes.st juuż dob..brze...pe.ewnie myślicie.ee że źle mi tut.aaj w szpita.aalu..ale.e to nie.e prawdaa. Jestem szczęśliwyy bo jest zee mną najważniejszaa osobaa w moim życiu..i właśnie too za mnie dlaa waas piszze,bo ja jestem jeszcze za słaaby...
-Justin! -uśmiechnęłam się, spoglądając na niego... - jesteś kochany.




_____________________________________
no to jest 10 rozdział ♥ podoba się? komentujcie. Stała umowa. 3 komentarze = kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie ma dużo błędów.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥