ROZDZIAŁ 7. ♥
Rozpłakałam się.
Nie wiedziałam, co robić. Czy mu odpisać, czy nie. Byłam w kropce. Wysłał mi takiego pięknego sms'a. Zatkało mnie. Siedziałam na łóżku i płakałam. Pomyślałam sobie, że już nigdy go nie zobaczę. Nigdy się do niego nie uśmiechnę. Nigdy nie zobaczę jego uśmiechu. To mnie przeraziło. Wzięłam do ręki telefon i już miałam dzwonić do Sashy, kiedy przypomniałam sobie, że przecież jest na weselu. To samo było z rodziną Darwood'a. On też był poza domem. Zostałam sama. Nie wiedziałam, czy mam zadzwonić do Jack'a.
Owszem, jest moim przyjacielem. Ale nie sądzę, żeby to zrozumiał. Bardzo rzadko rozumie dziewczyńskie sprawy. Po dłuższym namyśle wcisnęłam zieloną słuchawkę przy numerze Calon'a. Po chwili usłyszałam jego głos.
-Halo- odebrał miło.
-Cal-lon..Czy mógłby-yś do mnie-e teraz przyyjść?- wymamrotałam przez płacz.
-Jejku.. Co się stało?- zapytał przerażony słysząc mnie.
Po prostu przyjdź...Proszę- rozłączyłam się i znowu padłam na łóżko.
Po 10 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie chciałam schodzić na dół, bo rodzice zobaczyliby mnie cala zapłakana, a nie chciało mi się im wszystkiego tłumaczyć. I tak bym nie mogła.
Więc poczekałam, aż mama powie mu, że jestem na górze u siebie w pokoju. Tak też się stało. Wreszcie uchyliły się drzwi, a zza nich go ujrzałam. Nic nie mówiąc wstałam, podbiegłam do niego i rzuciłam mu się w ramiona.
-Mishinko...co się stało? - zapytał zmartwiony.
Nic nie odpowiedziałam, tylko dalej tkwiłam w jego objęciach. Powoli się uspokajałam.
-Już dobrze. Jestem przy Tobie- powiedział, po czym pogładził mnie po głowie i lekko pocałował w czoło. Poczułam się wtedy lepiej. Nie dlatego, że mnie pocałował. Po prostu poczułam, że nie jestem sama. Że mam jego, że jestem bezpieczna.
-Powiesz mi wreszcie co się takiego wydarzyło? - zapytał.
To było słodkie z jego strony. Przecież przedtem nie byliśmy tak blisko. A teraz jesteśmy już naprawdę przyjaciółmi. Nie wiem, czy czuję do niego coś więcej. Wiem, że mogę mu zaufać, że pomoże mi w każdej sytuacji. Cieszyłam się, że go mam.
-Tak...- odpowiedziałam cicho.
Wyjawiłam mu w końcu całe zajście z Justinem.
-Ale nie płacz, proszę. wszystko się ułoży. Przecież zawsze możesz do niego napisać, zadzwonić.
-Ale on już o mnie zapomni...
-Wiesz..jeśli podziękował Ci za najwspanialszy dzień w jego życiu to nie sądzę, żeby cię zapomniał...
-Mówisz?
-Tak- uśmiechnął się do mnie.
-Dziękuję ci. Znowu wyciągasz mnie z kłopotów.
-Nie ma za co. Nie zostawiłbym cie samej. Jesteś moją przyjaciółką.
-Jesteś wspaniały.
Przytulił mnie mocno do siebie i jeszcze raz pocałował w czoło.
Rozpłakałam się.
Nie wiedziałam, co robić. Czy mu odpisać, czy nie. Byłam w kropce. Wysłał mi takiego pięknego sms'a. Zatkało mnie. Siedziałam na łóżku i płakałam. Pomyślałam sobie, że już nigdy go nie zobaczę. Nigdy się do niego nie uśmiechnę. Nigdy nie zobaczę jego uśmiechu. To mnie przeraziło. Wzięłam do ręki telefon i już miałam dzwonić do Sashy, kiedy przypomniałam sobie, że przecież jest na weselu. To samo było z rodziną Darwood'a. On też był poza domem. Zostałam sama. Nie wiedziałam, czy mam zadzwonić do Jack'a.
Owszem, jest moim przyjacielem. Ale nie sądzę, żeby to zrozumiał. Bardzo rzadko rozumie dziewczyńskie sprawy. Po dłuższym namyśle wcisnęłam zieloną słuchawkę przy numerze Calon'a. Po chwili usłyszałam jego głos.
-Halo- odebrał miło.
-Cal-lon..Czy mógłby-yś do mnie-e teraz przyyjść?- wymamrotałam przez płacz.
-Jejku.. Co się stało?- zapytał przerażony słysząc mnie.
Po prostu przyjdź...Proszę- rozłączyłam się i znowu padłam na łóżko.
Po 10 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie chciałam schodzić na dół, bo rodzice zobaczyliby mnie cala zapłakana, a nie chciało mi się im wszystkiego tłumaczyć. I tak bym nie mogła.
Więc poczekałam, aż mama powie mu, że jestem na górze u siebie w pokoju. Tak też się stało. Wreszcie uchyliły się drzwi, a zza nich go ujrzałam. Nic nie mówiąc wstałam, podbiegłam do niego i rzuciłam mu się w ramiona.
-Mishinko...co się stało? - zapytał zmartwiony.
Nic nie odpowiedziałam, tylko dalej tkwiłam w jego objęciach. Powoli się uspokajałam.
-Już dobrze. Jestem przy Tobie- powiedział, po czym pogładził mnie po głowie i lekko pocałował w czoło. Poczułam się wtedy lepiej. Nie dlatego, że mnie pocałował. Po prostu poczułam, że nie jestem sama. Że mam jego, że jestem bezpieczna.
-Powiesz mi wreszcie co się takiego wydarzyło? - zapytał.
To było słodkie z jego strony. Przecież przedtem nie byliśmy tak blisko. A teraz jesteśmy już naprawdę przyjaciółmi. Nie wiem, czy czuję do niego coś więcej. Wiem, że mogę mu zaufać, że pomoże mi w każdej sytuacji. Cieszyłam się, że go mam.
-Tak...- odpowiedziałam cicho.
Wyjawiłam mu w końcu całe zajście z Justinem.
-Ale nie płacz, proszę. wszystko się ułoży. Przecież zawsze możesz do niego napisać, zadzwonić.
-Ale on już o mnie zapomni...
-Wiesz..jeśli podziękował Ci za najwspanialszy dzień w jego życiu to nie sądzę, żeby cię zapomniał...
-Mówisz?
-Tak- uśmiechnął się do mnie.
-Dziękuję ci. Znowu wyciągasz mnie z kłopotów.
-Nie ma za co. Nie zostawiłbym cie samej. Jesteś moją przyjaciółką.
-Jesteś wspaniały.
Przytulił mnie mocno do siebie i jeszcze raz pocałował w czoło.

~~~~~
Minęły dwa tygodnie. Justin się nie odzywał. Nawet powoli zapomniałam o całym zajściu z nim. Może to i dobrze.
Spotykałam się z Calon'em. Nie byliśmy parą. Ale często chodziliśmy razem na spacery. Tak jako przyjaciele. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy przez ten czas. Cieszę się z tego. Mam kolejnego przyjaciela, na którego mogę liczyć.
Tego dnia właśnie szykowałam sie na spotkanie z nim. Nikogo nie było w domu. Rodzice z siostrą i bratem pojechali do cioci. Calon siedział w pokoju a ja czesałam włosy gdy nagle zadzwoniła komórka. Leżała w salonie. Gdyby nie to, że Cal mnie zawołał nawet bym jej nie usłyszała.
Pobiegłam szybko i zerknęłam na wyświetlacz. Zatkało mnie. Najzwyczajniej w świecie. To był Justin.Nie wiedziałam, czy mam odebrać. Bałam się, co powie. Nie rozumiałam, dlaczego do mnie dzwoni.
Spojrzałam na Calon'a. On przeniósł wzrok na mnie jakby chciał powiedzieć 'śmiało, odbierz'.
Tak też zrobiłam.
-Halo..- odebrałam nieśmiało.
-Musimy się spotkać. Za 10 minut będę w fabryce. Przyjdź- powiedział, po czym się rozłączył.
Stałam jeszcze chwilę oszołomiona tym, co powiedział.
_____________________________________________
No to jest kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba i nie ma błędów. Tym razem chciałabym Was poprosić o komentarze i opinie, ponieważ nie wiem, czy mam pisać dalej tego bloga. Więc jeśli Ci się podoba daj znać, proszę. ♥
DOBRANOC KOCHANI ♥ :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz