Hej.
Słuchajcie, wprowadzam pewną zmianę. Teraz będę pisała w 1 osobie, czyli jako Mishinka. Uznałam, że tak będzie wam lepiej czytać, a mi lepiej pisać. Przepraszam za problemy. ily. xx
____________________________________
ROZDZIAŁ 5 ♥
- Nie odzywał się? - zapytała mnie Sasha.
-Nie..- odpowiedziałam nie do końca przebudzona.
-Szkoda...
-No taa, ale wiesz, on jest gwiazdą. Spotyka codziennie tysiące dziewczyn, a dla mnie chciał być po prostu miły prosząc mnie o spacer.
-Czy ja wiem..
-No taka pr..- nie zdążyłam dokończyć, bo usłyszałam dźwięk sms'a.
Pomyślałam sobie, że to znów jakaś durna reklama o wygraniu kasy. Nie chętnie wzięłam komórkę do ręki. Otworzyłam wiadomość. Ku zdziwieniu zobaczyłam:
Justin:
'Hej, może byśmy się dzisiaj spotkali? :)'
Stanęłam jak wryta.
Sasha wyrwała mi telefon z ręki i zaczęła skakać po łóżku i piszczeć.
-AAA! Odpisuj, że tak!
-Ale przecież nawet Ci nie powiedziałam, że chcę.
-Co?! Nawet się nie waż odmówić- zrobiła wielkie oczy, gdy usłyszała moje słowa.
Wzięłam komórkę do ręki. Zastanowiłam się, co mogłabym mu odpisać. Mój sms wyglądał tak:
'No nie wiem, nie wiem. Już myślałam, że o mnie zapomniałeś...'Wcisnęłam przycisk 'wyślij'.
Po niecałej minucie przyszła odpowiedź.
Justin:
'Jak mógłbym Cię zapomnieć? Po czym to wywnioskowałaś?'
Ja:
'No..bo po tym, jak Ci zamknęłam drzwi przed nosem to się nie odzywałeś ani nic...'
Justin:
'Wiesz..Musiałem załatwić pare rzeczy... To jak? : )'
Ja:
'no okej. Chętnie. Możesz przyjść po mnie o 14:20 dobra?'
Justin:
'Przyjdę. Do zobaczenia. x'
-O-M-G! - krzyknęła uradowana Sasha- szkoda, że mnie tam z wami nie będzie. Udanej zabawy i w ogóle o jezu!
Moja przyjaciółka jednym słowem nie panowała nad sobą. Była mega wesoła, że idę z Justinem na spotkanie. Ja byłam bardziej spokojna, ale w głębi serca też bardzo się cieszyłam.Od razu, przy pomocy Sashy wybrałam sobie ciuchy na spotkanie. Wyglądały one tak: http://www.polyvore.com/cgi/set?id=84210457&.locale=plPunkt 14:20 zadzwonił dzwonek. Chciałam, żeby Justin po mnie przyszedł tylko i wyłącznie dlatego, że byłam sama w domu.
Tworzyłam drzwi, gdy nagle
- Hej! - przywitał się Justin, z bananem na twarzy.
- Cześć-uśmiechnęłam się.
-Gotowa?Kiwnęłam głową i wyszliśmy.
-Too...co będziemy robić?- zapytałam ciekawa.
-Tym się nie przejmuj, na pewno nie będziesz się nudziła.Pod domem stała taksówka.
-Panie przodem- powiedział, po czym otworzył drzwi.
Jejku, on na prawdę jest bardzo miły i uprzejmy. Ciekawe, gdzie jedziemy. Próbowałam to z niego wyciągnąć, ale nie pisnął ani słowem.Wysiedliśmy na mieście. Kojarzyłam już tamtą okolicę, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
- Teraz już wiesz, co będziemy robić?
Popatrzyłam na niego niepewnym wzrokiem.
-No hej! Popatrz tu- wskazał palcem na budynek- to jest
pamiętna restauracja...co nie?- objął mnie ręką.
Poczułam się wtedy dość dziwnie. Przecież praktycznie się nie znamy, a on mnie obejmuje.. Ale z drugiej strony to było słodkie.
-A no..- uśmiechnęłam się.
Weszliśmy do środka. Zauważyliśmy wolny stolik, więc przy nim usiedliśmy.
-Proszę, oto menu- powiedział uprzejmie kelner, podając nam książeczki.
-Bierz wszystko, na co tylko masz ochotę. Ja płacę.
-Nie Justin, nie musisz, naprawdę.
-Nie marudź, tylko wybieraj.
Nie chciałam naciągać Justina na kase. Wolałabym sama zapłacić i było by dobrze. Ale wiedziałam, że nie da za wygrana. Postanowiłam, że zamówię to, co zawsze bierzemy z Sashą. Kiedy powiedziałam mu, co zamawiam, próbował zmienić moje zdanie mówiąc, żebym wzięła coś lepszego. Nie chciałam nic innego. Lubiłam to danie. Bieber poszedł złożyć zamówienie, a ja w tym czasie dostałam sms'a. Był to Calon. Troszeczkę się zdziwiłam.
Cal:
'Cześć, co u Ciebie?'
Odpisałam krótko 'U mnie dobrze. Jestem właśnie w restauracji. A jak u ciebie?'
Włożyłam telefon do kieszeni i wnet przyszedł Justin.
-Wiesz..- popatrzyłam na niego- chciałabym cię przeprosić..-powiedziałam cicho.
-Ale..czekaj, czekaj.. za co? - popatrzył na mnie zdziwiony.
-No..za to ostatnie spotkanie. Bo zamknęłam drzwi, bez pożegnania i wgl. głupio wyszło..Przepraszam.
-Nie martw się, nic się nie stało-uśmiechnął się.
-Bo wiesz, to wygladało trochę jakbym nie chciała cię wpuścić do domu, a tak nie jest. Właściwie, to moglibyśmy dziś do mnie wpaść. No, chyba, że mamy coś innego w planach?
-Świetny pomysł.
Pomyślałam sobie, że fajnie będzie u mnie. Pokażę mu osiedle przy okazji. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, aż nagle przyszedł kelner i położył talerze z zupełnie czymś innym, niż zamawiałam.
-Ale ja tego nie zamawiałam- popatrzyłam zdezorientowana na kelnera.
-Pamiętam dokładnie, iż ten młodzieniec zamawiał dwie takie same potrawy. Coś się nie zgadza?- zwrócił wzrok na Justina.
Nie, wszystko w porządku.
-JUSTIN! Przecież mówiłam, że nie chcę nic innego!- krzyknęłam ze śmiechem.
-Oj przestań! Złość piękności szkodzi- zaśmiał się.
Zabraliśmy się do jedzenia, rzeczywiście było pyszne. Posiedzieliśmy chwilkę rozmawiając i wyszliśmy.
-To jak, kierunek dom?
-Taak.
Szliśmy sobie spokojnie, gdy nagle Justin przybliżył się do mnie ze śmiechem.
-Coś się stało? - uśmiechnęłam się zdziwiona.
Nic nie odpowiedział, tylko stanął przede mną tyłem i schylił się.
-Wskakuj!- wydał mi polecenie.
-Co?
-No, na barana!
-Żartujesz?
-Nie! Wskakuj szybko.
Zrobiłam to, co chciał. Trochę byłam zdziwiona jego zachowaniem.
Zaśmiał się tylko i poszedł ze mną na plecach w kierunku domu. Po drodze śmialiśmy się, rozmawialiśmy. Jejku, jak to wyglądało. Na samą myśl o tym od razu się uśmiechałam.
W niedługim czasie doszliśmy do celu. Otworzyłam drzwi, po czym weszliśmy do mieszkania. Nalałam nam po szklance soku i poszliśmy na piętro do mojego pokoju.
-Jejku! Jaki super- powiedział, rozglądając się.
Usiedliśmy na kanapie.
-Masz Twitter'a prawda? -zapytał Justin.
-Mam - uśmiechnęłam się.
-To..podasz mi swoja nazwę? Chciałbym dać ci follow - rzucił przepiękny uśmiech.
-Pewnie- zapisałam mu nazwę na kartce- proszę.
Włożył ją do kieszeni.
-To co robimy?-zapytałam.
-Mam świetny pomysł! - powiedział rozpromieniony.
-Już się boję..- zachichotałam.
-Wyciągnę komórkę i porobimy sobie zdjęcia..Co ty na to?
-O! dobra- uśmiechnęłam się.
Jak powiedział, tak zrobił. Zaczęliśmy pozować. Robiliśmy przedziwne miny, wygłupialiśmy się. Później wszystkie oglądaliśmy siedząc na sofie. Niektóre wyszły normalnie, ale większość z nim była szalona. Wśród nich można znaleźć było zdjęcie, na którym Justin trzyma mnie na baranach, jak robimy głupie miny i w ogóle.
-Patrz! To jest mega słodkie!- powiedział, widząc zdjęcie, na którym ja robię głupią minę, a on całuje mnie w policzek.
Faktycznie to zdjęcie powaliło mnie na kolana. Dosłownie. Było jeszcze takie samo, tylko, że miałam zwykły wyraz twarzy. Czas minął tak szybko, że nim się spostrzegliśmy była już 19:00.
-Późno już..Będę powoli uciekał.
Zeszliśmy na dół i stanęliśmy przed drzwiami.
-Dziękuję ci za ten dzień. Było wspaniale..Powtórzymy to kiedyś, prawda?-uśmiechnął się.
-Jeśli chcesz...
-Czyli ty nie chcesz?- posmutniał.
- Nie no, oczywiście, że chcę- popatrzyłam na niego.
Chciałam popatrzyć mu prosto w oczy ale ilekroć próbowałam to nie mogłam. On ma takie piękne brązowe oczy.. Rozpływam się w nich. Boże, gadam jak zakochana. Dobra, ogarnij się Mishi. Uśmiechnął się do mnie i podszedł bliżej.
-Dziękuję- wyszeptał mi do ucha i delikatnie pocałował mnie w policzek.
Drzwi się zamknęły. Odetchnęłam z ulgą. Pocałował mnie w policzek..on.. Justin..był taki delikatny.
Za godzine przyjechała rodzina. Narobiła tylko hałasu. Poszłam na górę do pokoju i położyłam się na łóżku. Usłyszałam sms'a. Popatrzyłam na wyświetlacz.
Justin:
Było wspaniale. Jeszcze raz dziękuję. Dobranoc.x
_________________
Jak zwykle przepraszam na błędy. Starałam się dobrze pisać, ale nie wiem, co z tego wyszło. Mam nadzieję, że się podoba. Jeśli tak komentujcie i oceniajcie bloga. Nie daje wymaganej ilości komentarzy, bo to bez sensu. Dobranoc. ♥
Jak zwykle przepraszam na błędy. Starałam się dobrze pisać, ale nie wiem, co z tego wyszło. Mam nadzieję, że się podoba. Jeśli tak komentujcie i oceniajcie bloga. Nie daje wymaganej ilości komentarzy, bo to bez sensu. Dobranoc. ♥

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz