poniedziałek, 3 czerwca 2013

rozdział 5 ♥

Hej.
Słuchajcie, wprowadzam pewną zmianę. Teraz będę pisała w 1 osobie, czyli jako Mishinka. Uznałam, że tak będzie wam lepiej czytać, a mi lepiej pisać. Przepraszam za problemy. ily. xx
____________________________________

ROZDZIAŁ 5 ♥
- Nie odzywał się? - zapytała mnie Sasha.

-Nie..- odpowiedziałam nie do końca przebudzona.

-Szkoda...

-No taa, ale wiesz, on jest gwiazdą. Spotyka codziennie tysiące dziewczyn, a dla mnie chciał być po prostu miły prosząc mnie o spacer.


-Czy ja wiem..


-No taka pr..- nie zdążyłam dokończyć, bo usłyszałam dźwięk sms'a. 


Pomyślałam sobie, że to znów jakaś durna reklama o wygraniu kasy. Nie chętnie wzięłam komórkę do ręki. Otworzyłam wiadomość. Ku zdziwieniu zobaczyłam:


Justin:


'Hej, może byśmy się dzisiaj spotkali? :)'


Stanęłam jak wryta. 


Sasha wyrwała mi telefon z ręki i zaczęła skakać po łóżku i piszczeć.


-AAA! Odpisuj, że tak!


-Ale przecież nawet Ci nie powiedziałam, że chcę.


-Co?! Nawet się nie waż odmówić- zrobiła wielkie oczy, gdy usłyszała moje słowa.


Wzięłam komórkę do ręki. Zastanowiłam się, co mogłabym mu odpisać. Mój sms wyglądał tak:

'No nie wiem, nie wiem. Już myślałam, że o mnie zapomniałeś...'Wcisnęłam przycisk 'wyślij'. 

Po niecałej minucie przyszła odpowiedź.

Justin:


'Jak mógłbym Cię zapomnieć? Po czym to wywnioskowałaś?'


Ja:


'No..bo po tym, jak Ci zamknęłam drzwi przed nosem to się nie odzywałeś ani nic...'


Justin:


'Wiesz..Musiałem załatwić pare rzeczy... To jak? : )'


Ja:


'no okej. Chętnie. Możesz przyjść po mnie o 14:20 dobra?'


Justin:


'Przyjdę. Do zobaczenia. x'


-O-M-G! - krzyknęła uradowana Sasha- szkoda, że mnie tam z wami nie będzie. 
Udanej zabawy i w ogóle o jezu!

Moja przyjaciółka jednym słowem nie panowała nad sobą. Była mega wesoła, że idę z Justinem na spotkanie. Ja byłam bardziej spokojna, ale w głębi serca też bardzo się cieszyłam.Od razu, przy pomocy Sashy wybrałam sobie ciuchy na spotkanie. Wyglądały one tak: http://www.polyvore.com/cgi/set?id=84210457&.locale=plPunkt 14:20 zadzwonił dzwonek. Chciałam, żeby Justin po mnie przyszedł tylko i wyłącznie dlatego, że byłam sama w domu. 
Tworzyłam drzwi, gdy nagle

- Hej! - przywitał się Justin, z bananem na twarzy.


- Cześć-uśmiechnęłam się.


-Gotowa?Kiwnęłam głową i wyszliśmy.


-Too...co będziemy robić?- zapytałam ciekawa.


-Tym się nie przejmuj, na pewno nie będziesz się nudziła.Pod domem stała taksówka.


-Panie przodem- powiedział, po czym otworzył drzwi.


Jejku, on na prawdę jest bardzo miły i uprzejmy. Ciekawe, gdzie jedziemy. Próbowałam to z niego wyciągnąć, ale nie pisnął ani słowem.Wysiedliśmy na mieście. Kojarzyłam już tamtą okolicę, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć skąd.


- Teraz już wiesz, co będziemy robić?


Popatrzyłam na niego niepewnym wzrokiem.


-No hej! Popatrz tu- wskazał palcem na budynek- to jest 


pamiętna restauracja...co nie?- objął mnie ręką.

Poczułam się wtedy dość dziwnie. Przecież praktycznie się nie znamy, a on mnie obejmuje.. Ale z drugiej strony to było słodkie.


-A no..- uśmiechnęłam się.


Weszliśmy do środka. Zauważyliśmy wolny stolik, więc przy nim usiedliśmy.


-Proszę, oto menu- powiedział uprzejmie kelner, podając nam książeczki.


-Bierz wszystko, na co tylko masz ochotę. Ja płacę.


-Nie Justin, nie musisz, naprawdę.


-Nie marudź, tylko wybieraj.


Nie chciałam naciągać Justina na kase. Wolałabym sama zapłacić i było by dobrze. Ale wiedziałam, że nie da za wygrana. Postanowiłam, że zamówię to, co zawsze bierzemy z Sashą. Kiedy powiedziałam mu, co zamawiam, próbował zmienić moje zdanie mówiąc, żebym wzięła coś lepszego. Nie chciałam nic innego. Lubiłam to danie. Bieber poszedł złożyć zamówienie, a ja w tym czasie dostałam sms'a. Był to Calon. Troszeczkę się zdziwiłam.

Cal:


'Cześć, co u Ciebie?'


Odpisałam krótko 'U mnie dobrze. Jestem właśnie w restauracji. A jak u ciebie?'


Włożyłam telefon do kieszeni i wnet przyszedł Justin.


-Wiesz..- popatrzyłam na niego- chciałabym cię przeprosić..-powiedziałam cicho.

-Ale..czekaj, czekaj.. za co? - popatrzył na mnie zdziwiony.


-No..za to ostatnie spotkanie. Bo zamknęłam drzwi, bez pożegnania i wgl. głupio wyszło..Przepraszam.


-Nie martw się, nic się nie stało-uśmiechnął się.


-Bo wiesz, to wygladało trochę jakbym nie chciała cię wpuścić do domu, a tak nie jest. Właściwie, to moglibyśmy dziś do mnie wpaść. No, chyba, że mamy coś innego w planach?


-Świetny pomysł.


Pomyślałam sobie, że fajnie będzie u mnie. Pokażę mu osiedle przy okazji. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, aż nagle przyszedł kelner i położył talerze z zupełnie czymś innym, niż zamawiałam.


-Ale ja tego nie zamawiałam- popatrzyłam zdezorientowana na kelnera.


-Pamiętam dokładnie, iż ten młodzieniec zamawiał dwie takie same potrawy. Coś się nie zgadza?- zwrócił wzrok na Justina.


Nie, wszystko w porządku.

-JUSTIN! Przecież mówiłam, że nie chcę nic innego!- krzyknęłam ze śmiechem.


-Oj przestań! Złość piękności szkodzi- zaśmiał się.


Zabraliśmy się do jedzenia, rzeczywiście było pyszne. Posiedzieliśmy chwilkę rozmawiając i wyszliśmy.


-To jak, kierunek dom?


-Taak.

Szliśmy sobie spokojnie, gdy nagle Justin przybliżył się do mnie ze śmiechem.

-Coś się stało? - uśmiechnęłam się zdziwiona.

Nic nie odpowiedział, tylko stanął przede mną tyłem i schylił się.

-Wskakuj!- wydał mi polecenie.

-Co?


-No, na barana!


-Żartujesz?

-Nie! Wskakuj szybko.


Zrobiłam to, co chciał. Trochę byłam zdziwiona jego zachowaniem.

Zaśmiał się tylko i poszedł ze mną na plecach w kierunku domu. Po drodze śmialiśmy się, rozmawialiśmy. Jejku, jak to wyglądało. Na samą myśl o tym od razu się uśmiechałam.
W niedługim czasie doszliśmy do celu. Otworzyłam drzwi, po czym weszliśmy do mieszkania. Nalałam nam po szklance soku i poszliśmy na piętro do mojego pokoju.


-Jejku! Jaki super- powiedział, rozglądając się.


Usiedliśmy na kanapie.


-Masz Twitter'a prawda? -zapytał Justin.


-Mam - uśmiechnęłam się.


-To..podasz mi swoja nazwę? Chciałbym dać ci follow - rzucił przepiękny uśmiech.


-Pewnie- zapisałam mu nazwę na kartce- proszę.


Włożył ją do kieszeni.


-To co robimy?-zapytałam.


-Mam świetny pomysł! - powiedział rozpromieniony.


-Już się boję..- zachichotałam.


-Wyciągnę komórkę i porobimy sobie zdjęcia..Co ty na to?


-O! dobra- uśmiechnęłam się.


Jak powiedział, tak zrobił. Zaczęliśmy pozować. Robiliśmy przedziwne miny, wygłupialiśmy się. Później wszystkie oglądaliśmy siedząc na sofie. Niektóre wyszły normalnie, ale większość z nim była szalona. Wśród nich można znaleźć było zdjęcie, na którym Justin trzyma mnie na baranach, jak robimy głupie miny i w ogóle.


-Patrz! To jest mega słodkie!- powiedział, widząc zdjęcie, na którym ja robię głupią minę, a on całuje mnie w policzek.


Faktycznie to zdjęcie powaliło mnie na kolana. Dosłownie. Było jeszcze takie samo, tylko, że miałam zwykły wyraz twarzy. Czas minął tak szybko, że nim się spostrzegliśmy była już 19:00.


-Późno już..Będę powoli uciekał.


Zeszliśmy na dół i stanęliśmy przed drzwiami.


-Dziękuję ci za ten dzień. Było wspaniale..Powtórzymy to kiedyś, prawda?-uśmiechnął się.


-Jeśli chcesz...


-Czyli ty nie chcesz?- posmutniał.


- Nie no, oczywiście, że chcę- popatrzyłam na niego. 

Chciałam popatrzyć mu prosto w oczy ale ilekroć próbowałam to nie mogłam. On ma takie piękne brązowe oczy.. Rozpływam się w nich. Boże, gadam jak zakochana. Dobra, ogarnij się Mishi. Uśmiechnął się do mnie i podszedł bliżej.


-Dziękuję- wyszeptał mi do ucha i delikatnie pocałował mnie w policzek.


Drzwi się zamknęły. Odetchnęłam z ulgą. Pocałował mnie w policzek..on.. Justin..był taki delikatny.


Za godzine przyjechała rodzina. Narobiła tylko hałasu. Poszłam na górę do pokoju i położyłam się na łóżku. Usłyszałam sms'a. Popatrzyłam na wyświetlacz.


Justin:


Było wspaniale. Jeszcze raz dziękuję. Dobranoc.x




_________________
Jak zwykle przepraszam na błędy. Starałam się dobrze pisać, ale nie wiem, co z tego wyszło. Mam nadzieję, że się podoba. Jeśli tak komentujcie i oceniajcie bloga. Nie daje wymaganej ilości komentarzy, bo to bez sensu. Dobranoc. ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz