środa, 15 maja 2013

ROZDZIAŁ 1. ♥

Ledwo co Mishinka zjadła kolację do jej drzwi zadzwonił dzwonek. Musiała otworzyć, bo Camilli ne było, jej mama była gdzież z Brandonem na spacerze, a tata gdzieś na dworzu. Uchyliła lekko drzwiczki i ujrzała przed sobą Darwooda.
-Siemanko! To jak..spacerek? - zapytał z uśmiechem.
- No pewnie! - odparła wesoła.
Wyszli, jak prawie codziennie na wieczorny spacer po okolicy.
- Dalej się dziwię, że tak często masz dla mnie czas. Przecież masz tyle wielbicielek - powiedziała Mishinka, po czym wybuchnęła śmiechem.
-Hahaha! Przestań już z tym! Przecież dla mojej przyjaciółki zawsze znajdę czas.
- Dobra, dobra - odparła.
- Ale wiesz...zaraz przyjedzie tu Jackson! - powiedział Darwood, chcąc zaskoczyć Mishinkę.
- Wiedziałam! Ale spoko, Sasha też pewnie zaraz nadejdzie- zaśmiała się.
Darwood przewrócił wesoło oczami. I za chwilę przyjechał Jackson z Sashą na rowerze.
-No no, co ja widzę...wy razem przyjechaliście? - zażartował Dar.
-Darwood! - krzyknęła Saha, po czym szturchnęła go w ramię- Bardzo śmieszne!- spojrzała na niego gniewnie.
- No właśnie! Ja ją tylko podwiozłem! - założył ręce, tłumacząc się.
-Na bagażniku? - roześmiała się Mishinka.
- I co?! Problem?!- Zapytał ubawiony Jackson.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Jack pojechał zostawić rower u Sashy w garażu i za chwilkę był już z przyjaciółmi. Byli już wszyscy razem na spacerze. Przeszli się już po całej ulicy, gdy doszli do starej fabryki.

- Mieszkam tu już 15 lat, a nigdy tam nie byłam...- powiedziała Mishi.
-No..to trzeba to zmienić! Kiedy robimy napad na opuszczoną fabrykę?- zatarł ręce Dar.
- Napewno nie dziś, bo jest mega zimno!
A że Mishinka i Sasha miały jedynie krótkie bluzki, całe się trzęsły.
- Boż,e nie mogę na was patrzeć! - wtrącił Jackson, zdjął z siebie bluzę i nałożył Sashy na ramiona.
- Jezu, jesteś kochany! - uśmiechnięta rzekła do Jack'a.
To samo zrobił Darwood ze swoją bluzą i założył ją na Mishinkę.
Ona popatrzyła na niego i rzuciła mu piękny uśmiech.
 Szli już w kierunku domu, gdy nagle Mishinka potknęła się o kamień.
"Aaaaaa" - zapiszczała upadając na ziemię.
-Jezu, Mishi nic Ci nie jest?!
- Boże!
-Mishi!
Rozległy się krzyki przerażonych przyjaciół.
- Nie, nic mi nie jest, tylko tak troche obdarłam sobie ręce- rozłożyła dłonie. Rzeczywiście w paru miejscach krwawiły. - I strasznie boli mnie kostka! Ałaa! - jęknęła Mishinka.
-Poczekaj, zadzwon...
-NIE! nic mi nie jest! - przerwała poszkodowana Sashy.
-Dasz radę wstać?- zapytał opiekuńczo Jackson.
-No...chyba - odparła niepewnie.
Stanęła na nogi lecz zaraz jęknęła z bólu i poleciała na ziemię, lecz Darwood zdążył ją złapać i wpadła w jego ramiona.-Nie dasz rady dojść do domu.. Chodź, wezmę Cię na barana-wyjawił swój pomysł Dar.
-Co? Żartujesz?- Zdziwiła się.
-Nie - pokręcił głową chłopak.
Wziął ją na barana i zaczęli iść przed siebie.
-To nie fair! - rzekła robiąc smutną minkę Sasha.
Przyjaciele popatrzyli na nią i się zaśmiali.
-Dobra, chodź do mnie! Wskakuj! Raz, dwa, trzy..! - Sasha wskoczyła mu na barana.

______________________________________


to na dzisiaj koniec. Wiem,że na razie badziewny, ale musiałam jakoś zacząć.. następny rozdział pojawi się, jak będą 3 komentarze. Do roboty, jak chcecie czytać opowiadanie z Justinem! ♥

dobranoc. :*

2 komentarze: