* na początku pragnę zadedykować ten rozdział mojej kochanej Hanuśś która motywuje mnie do dalszego pisania i krytycznie ocenia moje fan fiction, z czego bardzo się cieszę, bo wiem przynajmniej, co muszę poprawić. Dziękuje, jesteś kochana ♥ *
-Napiisz..tak... Beliebeers...wszy.yystko jes.st juuż dob..brze...pe.ewniemyślicie.ee że źle mi tut.aaj w szpita.aalu..ale.e to nie.e prawdaa. Jestemszczęśliwyy bo jest zee mną najważniejszaa osobaa w moim życiu..i właśnie tooza mnie dlaa waas piszze,bo ja jestem jeszcze za słaaby...
-Justin! -uśmiechnęłam się, spoglądając na niego... - jesteś kochany.
~~~~~~~~~~~~
Minęły trzy tygodnie. Praktycznie codziennie odwiedzałam go w szpitalu. Widziałam na własne oczy, jak powracał do zdrowia. Myślę, że wszystko będzie już dobrze. Lekarze też są tego samego zdania. Po tym wszystkim chyba bym się załamała, gdyby znowu coś złego się wydarzyło. Nie myślałam już o tym. Moje myśli były całkowicie skupione na tym, że jest już dobrze.
Wreszcie nadszedł dzień, w którym Justin miał wyjść ze szpitala. Bardzo się z tego cieszyłam. Sami wiecie, że w domu szybciej dochodzi się do siebie. Te szpitalne mury nie wpływają za dobrze na samopoczucie. Justin też był bardzo zadowolony z powodu powrotu do domu. Lekarz zapisał go już na wizytę za tydzień. Oczywiście wiem, że Justin musi na siebie jeszcze uważać. Nie może nosić nic ciężkiego i robić rzeczy, które by go męczyły. Oczywiście on był już tego świadomy. Wiedział, że jeżeli chce zdrowy i w pełni sprawny musi się oszczędzać. Kiedy wyszliśmy na dwór Justin wsiadł do pierwszej lepszej taksówki i powiedział do kierowcy adres, dotąd mi nie znany. Po pierwsze zdziwiło mnie to, że jedziemy taksówką...jak? on? zawsze myślałam, że ma swoje auta i kierowców tylko dla siebie. Że są do jego dyspozycji, a tym czasem coraz bardziej mnie zaskakuje. Po drugie nie wiedziałam, gdzie jedziemy. To na pewno nie była ulica, na której mieszkał, gdyż nigdy nie słyszałam, żeby Justin Bieber..ten sławny Justin Bieber mieszkał na ulicy zaraz obok mojej. Przez drogę jednak milczałam patrząc przez szybę. Dojechaliśmy na miejsce. Przede mną znajdował się nie za duży, ale jakże piękny i stylowy dom. Mówiąc 'nie za duży' miałam na myśli to, że był tylko trochę większy od mojego, a szczerze spodziewałam się jakiś luksusów. A tu proszę, znowu mnie zaskakuje. Chyba będę musiała przyzwyczaić się, że nie wszystko będzie tak, jak ja myślę.
Z zachwytem spojrzałam w jego stronę.
-Podoba ci się? -zapytał Justin.
Wzięłam do rąk jego rzeczy z taksówki, po czym ta odjechała.
-Tak, jest na prawdę bardzo ładny- odpowiedziałam, z podziwem.
-To mój nowy dom..Niedawno wprowadziłem się tutaj. Mówię ci to dopiero teraz, bo wcześniej chyba jakoś nie było okazji... sam nie wiem... - zamyślił się.
Uśmiechnęłam się tylko do niego i weszliśmy do środka.
'woow'- pomyślałam na pierwszy rzut oka widząc wnętrze mieszkania.
Wypakowałam wszystkie rzeczy i odłożyłam je (jak sądzę) na miejsce. Weszłam do salonu, gdzie siedział na kanapie Justin. Podeszłam do okna. Widać było przepiękne drzewa i kwiaty, mieszczące się w ogrodzie. Od razu wiedziałam, że będę lubiła to miejsce.
-Co teraz z nami będzie? - zapytałam, wpatrując się w widoki za oknem.
Słyszałam tylko kroki Justina i za chwilkę poczułam jak jego ciepłe dłonie obejmują delikatnie moją talię. Od razu poczułam motylki w brzuchu. Zamknęłam na chwilę oczy. Było mi bardzo dobrze w objęciach osoby, na której na prawdę mi zależało. Pomyśleć, że jeszcze niedawno nie chciałam się z nim spotykać...
-Jak to co? zapytał, po czym obejmując mnie położył jeszcze swoje dłonie na moich.
Ahh, były takie delikatne. Poczułam się wtedy bezpieczna..jak nigdy w życiu.
-No bo wiesz... Chodzi o to, że chciałabym, abyśmy się na razie nie ujawniali...- popatrzyłam na niego pierwszy raz, odkąd mnie obejmował.
Zwrócił wzrok na mnie. Trochę zdziwił się tym, co właśnie usłyszał. Był raczej pewien, że już niedługo wszyscy dowiedzą się o nas i nie będziemy musieli się ukrywać. Byłam trochę przejęta tą cała sytuacją, dlatego spanikowałam i postanowiłam, że przecież możemy powiedzieć wszystkim o naszym związku dopiero za jakiś czas. Pomyślałam, że tak będzie najlepiej.
-Nie chcesz, żeby inni wiedzieli, że jesteśmy razem? - popatrzył mi w oczy Justin.
-Justin..wiesz, że to nie tak. Chcę i to bardzo tylko, że nie moglibyśmy powiedzieć o tym za jakiś czas?- spytałam z nadzieję, że się zgodzi.
- Jeśli chcesz.. Dobrze. Ale co będzie, jeśli zauważą nas razem i zaczną się plotki? Nie lepiej od razu im powiedzieć?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo w tym momencie miał rację. Jednak dalej miałam swoje zdanie. Jednym słowem się bałam. Inne dziewczyny oddałyby za to wszystko, a ja? A ja głupia zastanawiam się, czy tego chcę...Ale to nie jest takie proste, jak się wydaje.
-Dobrze, niech będzie. Powiemy im to wszystko za jakiś czas - spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
Ucieszyłam się bardzo.
Minęło kilka dni. Rodzice pozwalali mi na przebywanie u Justina... co mnie zszokowało wręcz. Codziennie mogłam do niego przychodzić i siedzieć przez 2-3 h. Oczywiście musiałam czasami opiekować się bratem, więc zostawałam w domu. Zauważyłam, że tata chyba przekonał mamę do Justina. Od ostatniego razu nie zrobiła mi żadnego przesłuchania, żadnej awantury. Cieszę się.
~~~~~
Szliśmy ulicą, nikt jakoś specjalnie się nami nie zainteresował. Szczerze wątpiłam w to, że ludzie nie poznali Justina, dlatego, że miał okulary i czapkę więc po raz kolejny byłam zaskoczona. Szliśmy obok siebie, nie wyglądając jak para. Rozglądałam się dookoła jednak nie zobaczyłam żadnego paparazzi...To dziwne. Postanowiłam, że nie mam się czym przejmować i ujęłam rękę Justina.
Popatrzył na mnie ze zdziwieniem, chyba się nie spodziewał, że to zrobię, bo w końcu nie chciałam na razie ujawnić naszego związku, ale po chwili uśmiechnął się miło i poszliśmy dalej.
Nie minęło 10 minut, gdy byliśmy na miejscu.
-To już tutaj - powiedział Justin.
Weszliśmy do budynku, po czym zauważyłam kilka osób przede mną. Przywitałam się miło.
-To Mishinka. Moja dziewczyna - powiedział Justin.
Wszyscy zwrócili wzrok na mnie. Poczułam się dość nieswojo.
Justin musiał to zauważyć więc chwycił mnie za rękę i mocno ją ścisnął.
Byliśmy w studiu Justina. Chyba dużo rzeczy jeszcze nie wiedziałam, tak jak to, że jego studio jest w sumie tak niedaleko mojego domu. Porozmawialiśmy chwilę ze stojącymi tam osobami, a potem Jus pokazał mi całe wnętrze budynku. Od razu zauważyłam, że panuje tam bardzo miła atmosfera, jak w domu.
Po jakimś czasie wyszliśmy z budynku.
-Zapraszam panią na koktajl. Ja stawiam - powiedział poważnie.
-Ależ nie musi pan - odparłam dość podobnym tonem.
- Jest pani najważniejszą kobietą w moim życiu, dlaczego miałbym pozwolić pani samej płacić? - zapytał.
W tym momencie, patrząc na jego twarz nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. On chyba też nie dał rady i zaśmiał się razem ze mną. Nie czekając na nic pociągnął mnie za rękę i nie minęło kilka chwil, jak znaleźliśmy się w restauracji. To była moja ulubiona w całej okolicy. Skąd on mógł to wiedzieć? Nigdy nie mówiłam mu, że często tu przychodzę. Czy on aż tak dobrze mnie zna? Zdziwiłam się.
Usiedliśmy przy stoliku i do 17 rozmawialiśmy, popijając koktajl. Później Justin odprowadził mnie pod sam dom. Chciałam mu zaproponować, aby mnie odwiedził, ale pomyślałam o mamie i od razu zmieniłam zdanie. Może jeszcze za wcześnie, żebym przyprowadzała go do domu. Przecież mama mogłaby powiedzieć coś, co mogłoby go urazić. Zdecydowałam, że zrobię to kiedy indziej.
- Strasznie chciałabym, żebyś teraz wpadł do mnie - spuściłam wzrok - ale przepraszam, nie mogę cię zaprosić. Bo wiesz, moi rodzice jeszcze nie do końca przyzwyczaili się do tego stanu rzeczy... - powiedziałam dalej patrząc w dół. Trochę wstydziłam się, że nie mogę go zaprosić do domu. Jego. Mojego chłopaka. Najcudowniejszego na świecie. Eh.
- Nic nie szkodzi - powiedział z taką serdecznością w głosie, że spojrzałam na niego - zobaczysz, że jeszcze kiedyś usiądziemy wszyscy razem przy kolacji - uśmiechnął się, po czym zbliżył się do mojej twarzy i ucałował mnie w policzek. To było nasze pożegnanie tamtego dnia, bo za chwilę byłam już w domu. Rodzice zajęci byli oglądaniem jakiegoś filmu, Camilla czytała książkę, a Brandon siedział na podłodze i bawił się swoimi zabawkami. Posiedziałam z nimi na dole, chociaż na początku wcale nie zainteresował mnie ten film, jednak po kilku akcjach wciągnął mnie. Wtem usłyszałam telefon. Wyjęłam go z kieszonki i odebrałam.
-Halo-powiedziałam do słuchawki.
-Cześć Mishi! - usłyszałam głos Sashy- jutro o 13:30 idziemy z Darwoodem, Jacksonem i Calonem nad rzekę, pamiętasz?
-No jasne! Przyjdę do ciebie o 13, okej?
-Okej, będę czekać.
Dobrze, że Sasha zadzwoniła do mnie, żeby mi przypomnieć bo chyba wyleciał mi z głowy nasz piknik.
~~~~~~
- No hej kochana! - krzyknęła na powitanie Sasha.
Była bardzo szczęśliwa, że się spotkałyśmy, chociaż widziałyśmy się dwa dni temu. Jednakże bardzo stęskniłam się za jej towarzystwem. A co bardziej za Darem, Jackiem, no i Calonem. Ostatnio nie spędzałam z nimi tyle czasu, co kiedyś. Muszę to nadrobić.
Po krótkim czasie przyszli chłopcy.
-Cześć dziewczyny! - powiedział wesoło Darwood.
- O jeju, Mishi, jak ja cię dawno nie widziałem, chyba z tydzień temu... Sieemka! - powiedział Jack, który jak miałam wrażenie bardzo ucieszył się, że mnie widzi.
Popatrzyłam na Calona, a dokładnie w tym samym momencie on spojrzał na mnie. Nie powiedział nic, tylko delikatnie się uśmiechnął. Oczywiście odwzajemniłam uśmiech. Nie wiem, dlaczego ale wydawało mi się przez chwilę, jak na niego patrzyłam, że jest smutny. Może to było tylko złudzenie..sama nie wiem.
Poszliśmy ścieżką w stronę rzeki. Jack, jak to on zawsze wesoły, rozbiegany i w ogóle wziął Sashę na barana. Przypomniały mi się wtedy stare, dobre czasy. Tak oto w niecałe 20 minut doszliśmy na miejsce. Rozłożyliśmy koc, położyliśmy na nim koszyk i usiedliśmy. Rozmawialiśmy w najlepsze, gdy nagle zadzwonił telefon. Szybko zerknęłam na wyświetlacz. Był to Justin. Uśmiechnęłam się do ekranu komórki i odebrałam.
-Czy ja już ci nie mówiłam, że jestem dzisiaj na pikniku z przyjaciółmi?- zapytałam.
- Owszem, mówiłaś - odpowiedział.
- Dobrze...To coś się stało, że dzwonisz? - zapytałam.
Zauważyłam, że wszyscy zainteresowali się moją rozmową. Patrzyli na mnie z zaciekawieniem.
-Tak.
-Co? Justin, czy źle się czujesz? Może powinieneś zadzwonić do lekarza? Albo nie, lepiej do niego pojedź, przecie...- nie zdążyłam nawet dokończyć, bo przerwał mi głos Justina:
-Mishi...ja po prostu tęskniłem...-powiedział tak cicho, że ledwo co go usłyszałam.
Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jejku, to było takie słodkie. Przecież widzieliśmy się wczoraj, a on już tęskni.
-Ja też tęsknię- odparłam z uśmiechem.
Mimo, że nie mógł wtedy zobaczyć, że na mojej twarzy gościł uśmiech, mam wrażenie, że to wiedział.
-Zadzwonię wieczorem kochanie- usłyszałam w słuchawce, po czym zrobiło mi się od razu ciepło na sercu.
- Będę czekać - odpowiedziałam.
- Jeszcze jedno...- zaciekawiłam się, co jeszcze ma mi do powiedzenia - kocham cię - powiedział, a ja znowu się uśmiechnęłam.
- Ja Ciebie też - odparłam i rozłączyłam się.
Wszyscy wokół mnie siedzieli z miną typu 'ale słodko' i uśmiechali się. Wszyscy poza Calonem. On siedział i patrzył bez celu na swoje trampki. Znowu zauważyłam, że się smuci. Tym razem nie mogłam się mylić. Włożyłam komórkę do kieszeni i ponownie zaczęliśmy rozmowę. Po chwili Cal powiedział, że idzie się przejść.
-To pójdę z tobą- oznajmiłam, uśmiechając się.
-Nie musisz- odparł.
-Ale chcę.
Uśmiechnął się, albo raczej próbował to zrobić.
Wstaliśmy z koca i powolnym krokiem skierowaliśmy się ku brzegu rzeki. Kiedy byliśmy już wystarczająco daleko od siedzących na kocu przyjaciół zaczęłam rozmowę.
- Co się stało? - zapytałam, spoglądając na niego.
- Dlaczego miałoby się coś stać? -zapytał, ale ja wiedziałam, że chce oszukać sam siebie.
-Calon...przecież widzę. Jesteś smutny..
Na chwilę się nie odzywał. Ta chwila przeciągała się coraz dłużej i dłużej. Popatrzyłam na niego, jakby chcąc powiedzieć 'czekam na odpowiedź'.
- Racja. Jestem smutny...ale to nic.
-Jak to nic? Calon proszę powiedz mi, co się dzieje. Martwię się o ciebie...
W tej chwili spojrzał na mnie. Dawno nie widziałam go takiego smutnego..A może widziałam, tylko się tym nie przejmowałam? Kto wie? Może cały czas był przygnębiony, ale ja skupiałam się tylko na swoich problemach..
- Mishinko..Jesteś na prawdę wspaniałą dziewczyną i..-nie zdążył nawet dokończyć, bo mu przerwałam:
- i jestem twoją przyjaciółką, której możesz powiedzieć wszystko - uśmiechnęłam się.
Chyba nie do końca mu o to chodziło, bo spojrzał na mnie z trochę dziwną miną, jakby nie chciał, żebym mu wtedy przerwała.
-Sorki..- powiedziałam cicho.
Uśmiechnął się lekko i kontynuował to, co miał zamiar mi wyjawić.
-Chodzi o to, że... - zawahał się.
-Że...? - spojrzałam na niego pytająco. Jeszcze nie wiedziałam, o co może mu chodzić.
- Że mi na tobie zależy - powiedział i jakby mu ulżyło, że w końcu się odważył- tak strasznie.. I jak tylko widzę jak rozmawiasz z Justinem..to tak jakoś mi smutno.. Ale nie ważne, zapomnijmy o tym, co właśnie powiedziałem..- chyba nie zdawał sobie sprawy z tego co powiedział.
Zapomnieć? O tym że mu się podobam? Na prawdę? Stanęłam zszokowana tym, co usłyszałam.
Zauważył to więc spuścił wzrok i powiedział cicho
-Ja już pójdę... - odwrócił się i zrobił parę kroków przed siebie.
- Nie, Calon. Proszę, zostań. Nie chcę, żeby Sasha i chłopaki domyśleli się, że to przeze mnie poszedłeś.
- To nie przez ciebie. To moja wina. Rozumiesz? - spoglądnął na mnie - moja.
- Jak to twoja? dlaczego? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Mogłem powiedzieć ci to wszystko wcześniej...Ale się bałem. Cholernie się bałem, że nie czujesz tego samego do mnie. I tego nie zrobiłem. A teraz już za późno... - dodał, po czym momentalnie coś w środku we mnie pękło. Zraniłam go. Złamałam mu serce. Znowu wszystko przeze mnie. Dlaczego wcześniej nie zauważyłam, że jemu na mnie zależy? Czy aż tak skupiałam się tylko na sobie?
- Nie mów tak, proszę...Chodź ze mną. Chociaż dzisiaj. Żeby nikt nie podejrzewał, że coś się między nami wydarzyło- popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
-Dobra - ruszył w kierunku przyjaciół.
Całe piknik szczerze mówiąc zleciał tak, jak na początku. Przynajmniej oprócz mnie i Cala wszyscy dobrze się bawili. Chyba nie spostrzegli, że ten nasz spacer nie wpłynął na nas najlepiej. Przez kilka następnych dni zastanawiałam się nad tym wszystkim. Bardzo lubię Calona, ale jako przyjaciela i raczej nic więcej. Kiedyś może i czułam coś do niego, ale to już dawno wygasło. Sama nie wiem, co robić. Wiem, że nasze kontakty nie będą już takie, jak przedtem. Umiem postawić się na jego miejscu. Przecież nie raz byłam zakochana w chłopaku, który był już zajęty. Wiem, jak to boli. Jednakże nie chcę, żeby nasza przyjaźń się zepsuła. Nie może... Nie powiedziałam Justinowi o tym, co zaszło miedzy mną a Calonem. Nie wiem, dlaczego... Chyba po prostu nie chciałam o tym z kimkolwiek gadać. Minęło kilka dni. Nie rozmawiałam z Calem. Widziałam się za ten czas z chłopakami i Sasha, ale nic nie podejrzewali. Tym lepiej.
~~~~~~
Dzwoniłam już do Justina 2 raz. Znowu nie odbiera. Zaczynam się martwić. A jeśli coś się stało? Jeśli źle się poczuł w domu i zesłabł? Boże, straszliwie się boję. Dlaczego nie odbiera tej głupiej komórki?!
-Tato, zawieziesz mnie gdzieś? proszę - powiedziałam w sumie nie czekając na odpowiedź, wsiadłam do auta.
- Pewnie córciu, ale gdzie ci się tak śpieszy? - zapytał zdziwiony moim zachowaniem.
- Boje się, że Justinowi coś się stało.
Podałam tacie adres i po chwili byliśmy na miejscu. Pobiegłam do drzwi, zadzwoniłam, stałam i czekałam, aż je otworzy, ale nic takiego się nie stało. Zaczęłam panikować. Powiedziałam tacie, żeby zawiózł mnie na miasto, a w tym czasie jeszcze kilka razy zadzwoniłam do chłopaka. Dalej nic.
Pierwsze zajrzałam do restauracji, w której ostatnio byliśmy. Ani śladu mojego chłopaka. Przypomniałam sobie, że może być w studiu. Pomyślałam, że przecież by mnie uprzedził.. Szczerze to bałam się, że coś mu się stało, że jest w szpitalu. Wiedziałam, że moje myśli idą za daleko, ale nie umiałam się na niczym skupić.
Byłam już pod studio. Powoli otworzyłam drzwi. Zastanowiłam się jeszcze, co powiem, gdy go tam nie zastanę. Nie przejęłam się tym i wychyliłam głowę. Zauważyłam tłum osób, stojący naprzeciw mnie. Chyba kręcili się wokół kogoś. Stawałam na palcach, by móc spostrzec, kto tam jest, gdy nagle zobaczyłam...
___________________________________
No i jest kolejny rozdział. Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale jakoś nie miałam weny. Ogólnie to nie podoba mi się za bardzo, ale trudno. Mam nadzieje, że nie ma błędów, a jeśli jakieś się znajdą, to wybaczcie. Podnoszę stawkę.
5 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ ♥
komentujcie, oceniajcie. Dziękuję ♥

Boskie, czekam na następny.
OdpowiedzUsuńO Fuck! Jeszcze Calon??? Wow, super.
OdpowiedzUsuń"Od razu poczułam motylki w brzuchu. Zamknęłam na chwilę oczy. Było mi bardzo dobrze w objęciach osoby, na której na prawdę mi zależało."- mój ulubiony fragment (oprócz tego z tym jak do sb mówili "pan, pani") Ten rozdział był zaje**sty^^ Czemu ci sie on nie podoba? No według mnie to jest jeszcze lepszy niż poprzedni^^ i dziękuję za dedykację. Ja tb też dam, ale nie wiem jeszcze kiedy dodam nowy rozdział. Napewno gdzies w tym tygodniu, napisze ci..^^ Pozdrawiam:)
miss-hanuss.blogspot.com
Świetny rozdział :D
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na kolejny!
http://closertotheedge1.blogspot.com/
jeśli potrzebujesz zwiastuna na blog to zapraszam : http://zwiastunowa-garderoba.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńHello. Jest już 10 rozdział z dedykacją dla cb. Zapraszam^^
OdpowiedzUsuńmiss-hanuss.blogspot.com
właśnie czytam :) aww ^^
UsuńŚwietne ! Czekam na następny.
OdpowiedzUsuńŚwietny <3
OdpowiedzUsuń