sobota, 19 października 2013
rozdział 15. ♥
Na początku chciałam Was straszliwie przeprosić za tak długą nieobecność, pisałam już nie kompletnie nie mam czasu przez tą szkołe :/ Ale postaram się dodawać już systematycznie rozdziały, zawsze możecie zapytać kiedy będzie i mnie trochę popędzać xd jeszcze raz przepraszam :3
Prędko doszłam na miejsce, minęłam kilka drzew i skręciłam w lewo. Wcale nie ujrzałam tam Calona... Przede mną stał Justin. Justin... ale jak? Przecież to Cal do mnie pisał, a nie Justin... Nie mogłam uwierzyć w to, co widze, jakim sposobem on się tutaj znalazł? Zastygłam w pozycji stojącej patrząc w ziemie, było mi dość głupio, nie wiedziałam, co mam zrobić a tym bardziej powiedzieć. Moja głowa przepełniała się tysiącem pytań, sytuacji, które mogą teraz nastąpić. Oczywiście moja wyobraźnia zaczęła szaleć i musiałam ją czym prędzej uspokajać. Ugh, mimo, że starałam się nie dawać mu do zrozumienia, że jestem przejęta tym spotkaniem, oczywiście nie dałam rady. Cała się trzęsłam, a najbardziej to ręce. Stałam... i w sumie nic więcej, nic. Czekałam aż on coś zrobi, aż się odezwie, cokolwiek, bylebym ja nie musiała zaczynać. I miałam szczęście.
- Wiem, że spodziewałaś się kogoś innego - powiedział spokojnym tonem.
Tak, tym mnie zaskoczył, myślałam że zacznie trochę inaczej.
Nie odezwałam się, moją odpowiedzią było jedynie spuszczenie głowy w dół. Miałam nadzieję, że to zrozumiał, bo w tym momencie kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Podeszłam kilka kroków do przodu, a on ruszył za mną. I nawet nie wiem kiedy ale szliśmy w ciszy do przodu, od tak. Moje serce biło jak szalone, bo z jednej strony straszliwie się przejmowałam tą całą sytuacja, która nastała, jednak z drugiej cieszyłam się, bardzo, że w końcu się z nim spotkałam. I tak oto byłam w kropce. Idąc tak zastanawiałam się, co mogę mu powiedzieć. Miałam już to nawet ułożone w głowie Zaplanowane, tylko się bałam. Kurde, oczywiście, ja zawsze się boję, co jest ze mną nie tak?! Przyrzekłam sobie w myślach, że to powiem, że muszę to powiedzieć. A więc nie było już odwrotu. Przełknęłam ślinę i zebrałam się w duchu.
- Widziałam to...- niemal wyszeptałam. Tylko dlaczego? Dlaczego nie dałam rady powiedzieć tego zwyczajnym tonem? Znowu byłam za słaba, znowu.
Zatrzymał się i spojrzał na mnie w niedowierzaniem. Wiedziałam, że go to zaskoczy. W sumie nawet ja nie wierzyłam do tej pory, że to oglądałam. Bo obiecałam sobie w głębi serca po tym co się stało, że więcej nie będę się przejmować tym, co robi, co się z nim dzieje. A jednak..
- Naprawdę? - zapytał cicho.
Lekko skinęłam głową, jako odpowiedź na jego pytanie.
Chyba też do końca nie mógł uwierzyć, że to prawda. Mimo to, że byłam na maksa przejęta i ledwo co dałam wydusić z siebie te dwa wyrazy postanowiłam z nim szczerze pogadać, bo inaczej dalej byłoby tak.. bezsensownie, jak do tej pory. Ręce cały czas mi drżały, byłam zdenerwowana, ale starałam się to ukryć. Myślałam, że dobrze to robiłam, ale widocznie się pomyliłam.
- Cała się trzęsiesz..- zauważył od razu.
Ugh, kompletnie nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, przecież nie mogłam po prostu 'bo się denerwuję naszym spotkaniem', to głupie. Odwróciłam głowę w przeciwną stronę, w sumie nie wiedząc w czym mi to pomoże. Szybko zastanowiłam się, co mam jeszcze zrobić, żeby zmienić temat, cokolwiek, bylebym nie musiała tłumaczyć dlaczego się trzęsę. Po chwili jednak poczułam jak jego dłoń lekko i delikatnie przejeżdża po mojej. Na samą myśl o tym poczułam się.. jakoś tak inaczej, niż dotychczas. Popatrzyłam na to, co własnie poczułam i szybko wyrwałam swoją dłoń z jego. Ugh, nie wiem, to był taki impuls, tak odruchowo to zrobiłam. Nie byłam jeszcze gotowa na takie coś, dopiero co się spotkaliśmy.
-Przepraszam- powiedział.
Uśmiechnęłam się do niego lekko, żeby nie miał sobie za złe za to, co zrobił.
Ruszyliśmy wolno przed siebie, w ciszy. Szliśmy. Justin znalazł sobie jakiegoś kamyka, którego kopał do przodu, a gdy doszliśmy w miejsce które wylądował ponawiał ruch. Może to go odstresowało, nie wiem, bo mi to dobrze zrobiło, przestałam się tak bardzo przejmować, postanowiłam, że to jedna rozmowa, którą musimy przeprowadzić. Szliśmy dalej, przed siebie, spokojnym krokiem, gdy nagle Justin stanął w miejscu i spojrzał na mnie.
-Mishi, ja już tak dłużej nie mogę- powiedział tym razem głośno i zdecydowanie.
Przeniosłam wzrok ku niemu, jednak próbowałam nie patrzeć mu w oczy aż zanadto, bo wiem, jak one na mnie wpływają.
- Myślę o tym, co się stało, każdego dnia, każdej nocy, nie ma takiej chwili, gdy bym o tym nie myślał - wyraźnie zaakcentował słowo nie - gardzę sobą za to, co zrobiłem.
Spuściłam wzrok i lekko uśmiechnęłam się pod nosem, w sumie nie wiem, dlaczego.
- Boże. Nawet nie wiesz, jak tego wszystkiego żałuję. Zrobiłbym wszystko, żeby móc cofnąć czas i do tego nie dopuścić. Nie chciałem tego...- powiedział.
-Wiem- odparłam.
Nie raz już to słyszałam, gdy nagrał mi się na pocztę, gdy oglądałam koncert, nawet w sms'ach to pisał. Miałam wrażanie.. nie, nie miałam wrażenia, wiedziałam, że żałuje tego, co zrobił. Jednakże to nie znaczyło, że musimy teraz do siebie wracać. Nie byłam pewna, czy będę potrafiła jeszcze z nim być. Może to głupie ale jak dla mnie to wszystko działo się za szybko.
-Jest szansa... że.. mi wybaczysz?- zapytał cicho.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
-Jest- odparłam już nieco radośniejszym tonem.
W tym momencie na jego twarzy również zagościł uśmiech. Wyraźnie poczułam motylki w brzuchu, owszem, miałam je już od pierwszego momentu naszego spotkania, gdy tylko go ujrzałam, ale jego uśmiech przede wszystkim wzbudzał we mnie emocje.
- Przepraszam, gdyby to się wte- nie dałam mu dokończyć.
- Przestań, nie chcę tego znowu słuchać. Mówiłeś to już wiele razy i bardzo dobrze wiem, że tego żałujesz.
-Skoro tak mówisz... - posłał mi lekki uśmiech, a ja go odwzajemniłam.
Powoli zaczynało być tak, jak dawniej.Rozmyślając jak to dalej się potoczy poczułam wibracje, tak to moja komórka. Szybko wyjęłam ją ze spodni i spojrzałam na wyświetlacz. To była mama.
-Odbierz- powiedział chłopak.
Nacisnęłam "odbierz" po czym przyłożyłam słuchawkę do ucha.
-Gdzie ty jesteś? Nie pamiętasz, że mieliśmy dzisiaj robić porządki w garażu i na strychu?
-Ojej, faktycznie. Kompletnie wyleciało mi z głowy, przepraszam.
-No dobrze, ale dalej nie wiem, gdzie jesteś, nie mówiłaś, że wychodzisz, martwiliśmy się.
-Jestem.. na łące- powiedziałam po prostu gdzie, miałam nadzieję, że nie będzie wszczynać przesłuchiwań.
-Na łące? Po co? I z kim? Przecież jest już późno, nie błąkaj się tam sama, wracaj już do domu.
-Nie jestem sama.
-To z kim? Skarbie martwię się o Ciebie
-Z.. nie ważne. Już wracam, nie martw się
-Dobrze, czekam- powiedziała i rozłączyła się.
Wtedy przypomniałam sobie, że faktycznie nie dałam jej znać, że wychodzę. Byłam tak szczęśliwa, że kompletnie o tym zapomniałam. No właśnie... Cieszyłam się na spotkanie z Calem.. CALEM...
Z całego zamysłu wyrwał mnie spokojny głos Justina.
- Niech zgadnę- obowiązki wzywają?- uśmiechnął się.
-Tak, dokładnie.
-Mogę cię o coś zapytać?
Gdy to usłyszałam trochę się przejęłam. Nie miałam pojęcia o co może zapytać, co chce wiedzieć..
-Tak, jasne że tak.
-Dlaczego nie powiedziałaś, że..no wiesz.. że jesteś tutaj ze mną?
Bałam się trochę, że kiedyś to się stanie, że zapyta o rodziców, a ja dalej pamiętałam, co napisał im w tym liście, bałam się, że się wygadam, że go przeczytałam, chociaż w sumie trochę kusiło mnie, żeby po prostu wyznać mu prawdę, bez żadnych zbędnych opowiadań. A więc w sumie po raz nie wiem który byłam w kropce.
-Yhm.. bo. no wydaje mi się, że lepiej gdybym porozmawiała z nią o tym osobiście...
-Dobrze, skoro myślisz, że tak będzie lepiej..
W tym momencie coś mnie tknęło, coś sprawiło, że poczułam się odważna jak nigdy.
-Czytałam to, co napisałeś w liście do moich rodziców... Na prawdę nie planowałam tego, nie chcia- nie zdążyłam dokończyć.
-Nie przepraszaj. Stało się, trudno.
-Tak, wiem ale nie chciałeś, żebym przeczytała ten list..
-Wiem. To i tak nie ma już znaczenia.
Trochę nie zrozumiałam o co mu chodzi, ale nie miałam czasu wypytywać i słuchać odpowiedzi, bo przecież musiałam iść pomóc robić porządki. Mama byłaby bardzo zła, gdybym przedłużyła pobyt, co bardziej, że nie wie, z kim tutaj jestem. Tak, jak powiedziałam Justinowi jeśli będzie ciekawa opowiem jej wszystko w domu, ale jeśli nie będzie ponownie pytać, kto mi towarzyszył to sama nie będę się wypowiadać.
-Przepraszam Cie, ale na prawdę muszę już iść, wiesz dobrze, jaka jest moja mama.. nie odpuści mi tego, jak teraz nie wrócę..
Pokiwał głową, jakby chciał powiedzieć, że jeszcze nie zapomniał tego, że moja mama była przeciwna naszemu związkowi.
-Rozumiem- powiedział.
W tym momencie znów poczułam w sobie co dziwnego, coś co mnie do niego ciągnęło, coś co podpowiadało mi, że mi go brakuje, jego dotyku, jego oddechu, jego głosu, wszystkiego. Ale nie rozumiałam tylko dlaczego. Bo ostatnio, dopóki się z nim nie spotkałam, dopóki nie zobaczyłam tego koncertu w telewizji starałam się o nim nie myśleć i było dobrze. A teraz wszystko powróciło.. Czy to znak, że na prawdę jestem w nim zakochana? Że dalej mi na nim zależy? To pytanie pozostało w mojej głowie bez odpowiedzi..
Ale to coś w środku popchnęło mnie w stronę Justina.. I za tą sprawą wtuliłam się mocno w niego, a on mnie objął. Rzeczywiście, może to nie tylko to mnie do ciągnęło, bo gdy się zbliżyliśmy czułam, jak moje motylki w brzuchu wariują za szczęścia.
-Na prawdę muszę już iść- powiedziałam ściszonym głosem.
-Okej- wypuścił mnie ze swoich ramion i uśmiechnął się na pożegnanie.
Odwróciłam się i zrobiłam dwa kroki w przód gdy nagle:
-Mishinko- zawołał.
Od razu obróciłam się patrząc na niego pytająco. Spojrzał mi w oczy, lecz po chwili skierował wzrok gdzieś w dół.
-Miłego wieczoru- powiedział.
Szczerze mówiąc wydawało mi się dość dziwne, że chciał mi życzyć miłego wieczoru, nie, na pewno nie o to mu w pełni chodziło. Gdy się obróciłam zobaczyłam, takie.. hmm przerażenie w jego oczach? Może to tylko mi się wydawało ale to na prawdę wyglądało tak, jakby chciał coś powiedzieć ale w ostatniej chwili zabrakło mu odwagi...
Uśmiechnęłam się do niego i odeszłam, kierując się do domu. Droga nie zajęła mi długo, wręcz przeciwnie, było już dość zimno więc przyśpieszałam kroku z każdą sekundą. Gdy dotarłam do domu robota była w pełni, tata był na strychu, nad garażem, mama brała od niego jakieś pudła i dawała Camilli, a Brandonek, jak to dziecko siedział na trawce i się przyglądał. Od razu rodzice przydzielili mi zadanie przenoszenia różnych pudeł gdzieś przed garaż, tak, jak Camilli,a później będziemy je przeglądać. Chodziłam w tą i z powrotem, a nim się zorientowałam zdałam sobie sprawę, że myślę o Calonie. Tak jakoś, po prostu przyszedł mi na myśl, zastanawiałam się co u niego, co robi, że dawno się nie widzieliśmy. Na początku to w ogóle nie wydawało mi się dziwne, ale potem zdałam sobie sprawę, że przecież widziałam się z Justinem, można powiedzieć że się pogodziliśmy, a ja teraz myślę nie o nim lecz o Calu, co jest nie tak?
________________
No i jest. Jeśli się podoba to komentujcie, proszę, to bardzo ważne. ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Cudowny! Warto było czekać na niego! ♥
OdpowiedzUsuńKocham Cię i czekam na nn. ;*
@queenhooran