ROZDZIAŁ 10 ♥
Zobaczyłam leżącego Justina. Był cały posiniaczony. Nie wiedziałam, czy żył. Może to głupie, ale w tym całym amoku nie wiedziałam, co się dzieje.
Z sali wyszedł lekarz i od razu spojrzał na mnie.
-Dzień dobry - powiedziałam.
-Witam. Kim pani jest? -zapytał.
-Jestem... - popatrzyłam na Justina przez szybę - dziewczyną Justina. Co z nim?
Wiedziałam, że nie mówię do końca prawdy ale tylko tak udało mi się dowiedzieć, w jakim jest stanie. Inaczej pewnie nawet nie mogłabym wejść do niego na salę. Ale poniekąd to..gdybym wtedy mu nie odmówiła możliwe, że teraz bylibyśmy razem, więc to nie jest takie do końca kłamstwo.
-Na pewno? Bo wiele dziewczyn było tu i mówiło to samo.
Spuściłam wzrok. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Byłam zakłopotana. Nie mogłam powiedzieć, że naprawdę, bo przecież bym skłamała...
-Dobrze... Jego stan jest stabilny. Przeszedł operację i mamy nadzieję, że z tego wyjdzie-odpowiedział.
Chyba zobaczył, ze na prawdę Justin jest dla mnie ważny i mi bliski.
- Więc..mogę do niego wejść? -zapytałam z nadzieją na pozytywną odpowiedź.
-Tak, ale tylko na chwilkę. Jest jeszcze osłabiony.
Powiedział doktor i szybko zniknął mi z oczu. Chciałam jak najszybciej wejść na salę. Podeszłam do szyby i spojrzałam na niego jeszcze raz. Musiałam się ogarnąć, żeby nie wyglądać jak strach na wróble. Nie liczył się dla mnie wygląd, tylko stan Justina. Ale równocześnie nie mogłam wejść tam cała we łzach, bo nie chciałam, żeby się zasmucił. Przetarłam oczy i lekko otworzyłam drzwi. Popatrzyłam na łózko. Leżał bokiem, odwrócony w przeciwną stronę. Widziałam jego twarz..całą posiniaczoną...Strasznie było na niego patrzeć..Kilka łez spłynęło mi po policzkach. Podciągnęłam nos, co właśnie usłyszał. Delikatnie odwrócił się w moją stronę i momentalnie na jego twarzy pojawił się uśmiech. To był najpiękniejszy uśmiech na świecie. Mimo, że miał przeciętą wargę, posiniaczoną twarz i sine powieki to się uśmiechał. To było niesamowite. Podeszłam do stołka obok łóżka i usiadłam na nim.
-Tak się bałam...- powiedziałam przejęta- tak strasznie się bałam...
Znowu popatrzył na mnie. Pomimo tego, że źle wyglądał i był osłabiony to czułam, że jest szczęśliwy.
-Wszystko już jest dobrze...- powiedział cicho.
Widać było, że jest jeszcze słaby, ale dał radę normalnie mówić i się powoli poruszać. W tej chwili weszła na salę pielęgniarka.
-Proszę już iść. Trzeba dać chłopakowi odpocząć - powiedziała miło.
Pokiwałam głową i wstałam z krzesła.
-Przepraszam..Przyjdę do ciebie niedługo - powiedziałam do Justina.
On tylko mrugnął oczami jaki odpowiedź, pomachałam mu i wyszłam. Wróciłam do domu w taki sam sposób, jak przedtem - taksówką. Otworzyłam drzwi do domu, gdy nagle usłyszałam gniew rodziców. No to się zaczęło.
-Gdzie byłaś?
-Nic nam nie mówiłaś, o tym, że gdzieś idziesz! Trzeba było nas uprzedzić, nawet nie wiesz, jak się martwiliśmy.
-No mów, gdzie byłaś?!
Wprost genialnie.
Camilla próbowała załagodzić sprawę mówiąc, że potrzebuję trochę prywatności, ale to było na nic. Chcieli się dowiedzieć, gdzie pojechałam. Nie mogłam ich okłamać, bo wiem, że to by się źle skończyło... Jednym słowem musiałam powiedzieć im całą prawdę.
-Byłam w ...em...w szpitalu- wydukałam.
-Gdzie?! -zapytali zdziwieni.
-No w szpitalu. Musiałam kogoś odwiedzić.
-Kogo?
-Musimy o tym gadać?
-Tak, mów zaraz kogo musiałaś odwiedzić w szpitalu.
-Justina...Justina Bieber'a - powiedziałam niechętnie.
-Jego? Ale czekaj czekaj..po co? Jak się tam dostałaś?
-Bo my..ten tego się..znamy...
-Znacie? Zaraz, nie mów mi tylko, że coś cię z nim łączy. Nawet nie chcę tego słuchać.
-No widzisz?! Dlatego nic ci nie mówiłam. O tym, że parę razy się spotkaliśmy. Wiedziałam, że tak zareagujesz! Tym razem musiałam do niego pójść. Miał wypadek. Nie mogłam siedzieć bez czynnie w domu!
-To był ostatni raz, kiedy się z nim spotkałaś!
-Nie będziesz mi rozkazywać! - krzyknęłam i pobiegłam na górę.
Wiedziałam, że coś będzie musiało prędzej, czy później się popsuć. Przecież było by za idealnie.
Strasznie się wkurzyłam. Musieli zepsuć mi dzień. Ale to nie był koniec problemów.
Wieczorem sprawa się załagodziła więc zeszłam na dół. Tata włączył wiadomości. Byłam pewna, ze zaraz powiedzą coś o Justinie, że jego stan się poprawia itp. Czekałam tylko na to. Siedziałam spokojnie gdy nagle usłyszałam '' WCZORAJ JUSTIN BIEBER MIAŁ OPERACJE. JEGO STAN POPRAWIAŁ SIĘ Z GODZINY NA GODZINĘ. NIESTETY DZISIAJ PO POŁUDNIU LEKARZE MUSIELI PODJĄĆ KOLEJNĄ OPERACJĘ. U JUSTINA POJAWIŁ SIĘ KRWIAK. JEDYNĄ OPCJĄ BYŁ ZABIEG."
Miałam łzy w oczach. Po raz kolejny moje życie stanęło pod znakiem zapytania. Nie mogłam go stracić...Nie mogłam.
"OPERACJA NADAL TRWA. WIĘCEJ O STANIE ZDROWIA MŁODEJ GWIAZDY POWIEMY JUTRO."
W momencie z moich oczu zaczęły spływać potoki łez. Nie umiałam nad tym zapanować. Przecież jeszcze rano u niego byłam. Jego stan był stabilny, wszystko szło w dobrym kierunku, a tu o. Super. Pobiegłam na górę, bo ostatnie, czego teraz chciałam to słuchanie przemowy rodziców. Położyłam się na łóżku. Miałam nadzieję, że operacja się uda. Nie mogłam go teraz stracić. Był dla mnie ważny. Żałuje, że dopiero teraz sobie to uświadomiłam. Gdyby wcześniej to do mnie dotarło, to ten cały wypadek się nie wydarzył.
Ze snu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Wzięłam go do ręki i nie patrząc na wyświetlacz odebrałam.
-Dzień dobry. Mishinka Tien? - usłyszałam poważny głos.
-Tak, to ja- odpowiedziałam trochę nie świadoma kto mówi.
-Z tej strony doktor Louis. Mam dla pani informacje o pani chłopaku. Otóż wczoraj przeszedł drugą z kolei operację. Tym razem była ona poważniejsza. Jednakże wszystko poszło zgodnie z planem i nie było żadnym komplikacji. Jego stan jest stabilny, a jego życiu nie zagraża już jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Będzie pani mogła odwiedzić go wieczorem, jednakże uprzedzam, że jest jeszcze bardzo słaby.
-Dobrze. Dziękuję bardzo -odpowiedziałam, po czym rozłączyłam się.
W tym momencie przypomniałam sobie właśnie, że ostatnim razem, gdy odwiedziłam Justina podałam doktorowi swój numer komórki, na wypadek czegoś.
Tak strasznie ucieszyłam się, jak usłyszałam, że operacja się powiodła i nic już mu nie zagraża.
Na prawdę przez chwilę wczoraj myślałam, że mogę go stracić. Nie przeżyłabym tego. Pójdę dzisiaj go odwiedzić. Pewnie się załamię, jak go zobaczę ale nie ma co myśleć. Muszę go odwiedzić. Wiem, że rodzice nie będą zadowoleni, ale nie dam tak łatwo za wygraną.
~~~~~~~~~~
-Mamo, wychodzę-krzyknęłam, mając nadzieję, że mnie nie zatrzyma.
-Gdzie i kiedy wrócisz?- zaczęła przesłuchanie.
-Powinnaś wiedzieć gdzie. A kiedy wrócę to nie wiem. Jak coś zadzwonię.
Znów zaczęła mi wmawiać, że to zły pomysł, ale nie miałam ochoty tego słuchać. Pożegnałam się i wyszłam.
-Tato, podwieziesz mnie?-zapytałam.
-Pewnie, córcia. Idziesz na zakupy?- uśmiechnął się zaciekawiony.
-Nie. Do szpitala. I daruj sobie kazanie, mama już cię uprzedziła.
-Wcale nie miałem zamiaru prawić ci kazania.
-Nie?- zdziwiłam się.
-Nie. Rozumiem cię. Masz prawo być szczęśliwa. A jeśli on leży w szpitalu musisz go odwiedzić. Ja też bym tak zrobił, gdyby w młodości coś stało się mamie. Wiem, jak to przeżywasz i nie chcę sprawiać ci dodatkowego bólu.
-Ojej, dziękuję- przytuliłam go-A..mógłbyś porozmawiać o tym z mamą?
-Zobaczymy, co da się zrobić- puścił mi oczko.
Po raz kolejny tata mnie rozumiał, w przeciwieństwie do mamy. Ale może jakoś ją przekona. Mam nadzieję.
-Trzymaj się. Pamiętaj, że wszystko będzie dobrze. Pozdrów ode mnie tego Twojego Justinka -ponownie puścił mi oczko, a ja wysiadłam z auta.
Weszłam na piętro i od razu zauważyłam lekarza. Przywitałam się i
-Mogę wejść do Justina?- zapytałam.
-Jest jeszcze bardzo osłabiony, ale proszę- uśmiechnął się.
Czułam, że lekarz prowadzący lubi nastolatków, a w tym Justina. Był bardzo miły zawsze, gdy do niego przychodziłam.
Podeszłam do drzwi na salę. Nie zerknęłam nawet przez okno, tylko delikatnie uchyliłam drzwi. Zobaczyłam go. To nie był miły widok. Zabolało mnie to, strasznie. Justin wyglądał jeszcze gorzej, niż przedtem. Widać było, że po tych dwóch operacjach jest bardzo osłabiony i wycieńczony. Jego twarz była cała blada i dalej posiniaczona (no umówmy się, przecież siniaki nie znikają po dwóch dniach), jego warga dalej była przecięta. Może mi się wydawało, ale wyglądał na chudszego niż przedtem. Nie, na pewno to tylko moje złudzenie. Jednakże jego ręce, a co za tym szło bardziej dłonie były dość sine, nie miałam pojęcia dlaczego. No nic, zapytam później lekarza. Zrobiło mi się go tak strasznie szkoda..Gdyby nie ten głupi wypadek to byłby teraz radosny, bez żadnej skazy... Znów z oczu zaczęły lecieć mi łzy. Tym razem to były trochę łzy szczęścia jak i rozpaczy. Z jednej strony cieszyłam się, że już wszystko zmierza ku dobremu, ale z drugiej wyglądał tak strasznie mizernie..Aż mnie coś w sercu zaczęło kuć. Usiadłam na stołku zaraz obok łózka. Delikatnie położyłam swoją dłoń na jego. Nie ruszył się. Chyba spał. Oparłam głowę o łóżko. Nawet nie zauważyłam, kiedy całe nasze dłonie zostały zalane moimi łzami. Szybko podniosłam się i wtem zobaczyłam, że Justin się ruszył. Powoli obrócił głowę w moją stronę. Było widać, że jest mu ciężko jakkolwiek się poruszyć. Znowu do oczu napłynęły mi łzy. Tym razem to raczej łzy ulgi. W końcu zobaczyłam go..Całego... Popatrzył na mnie.
-Justin ... tak strasznie się bałam..że cię stracę..Że już nigdy cię nie spotkam, nie zobaczę, nie porozmawiamy..Nie wybaczyłabym sobie tego. W końcu to wszystko przeze mnie. Ten cały wypadek. Rozumiesz? Przeze mnie. Gdyby nie ja..Nie doszło by do tego wypadku. Byłbyś teraz szczęśliwy. A co jest? Leżysz w szpitalu..przeze mnie.
-Nie-e-ee...-mruknął cicho.
-Przepraszam cię Justin. Przepraszam za wszystko. Za to ostatnie zdarzenie. Za to, co powiedziałam. Wcale tego nie chciałam, nie uważałam tak. To..sama nie wiem, dlaczego tak zareagowałam... Mogłam z tobą spokojnie porozmawiać, a nie. Wcale nie chciałam, żeby to się tak skończyło..Wybacz mi, proszę.
Widziałam, że w tamtym momencie chciał się uśmiechnąć. Nie wyszło mu to za dobrze ale i tak bardzo mnie to wzruszyło.
-Wtedy... gdy ode mnie pojechałeś..Zrozumiałam, ze nie powinnam się tak do ciebie odezwać.. Dlatego dzwoniłam..parę razy. ale nie odbierałeś. Pomyślałam, że nie chcesz mnie już znać..I dałam spokój. Ale później usłyszałam w wiadomościach, że miałeś wypadek. Załamałam się. To był najgorszy moment w moim życiu. Myślałam, że cię stracę. Na zawsze... Ale ty byś mnie nie opuścił, prawda?- spojrzałam na niego, chociaż wcale nie oczekiwałam odpowiedzi.
Mrugnął oczyma na znak potwierdzenia.
Wahałam się nad tym, ale wzięłam się na odwagę i przyłożyłam swoją dłoń do jego dłoni.
Spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, jakby nie dowierzając, że to zrobiłam. Kilka razy delikatnie pogładził moją rączkę kciukiem, to było takie słodkie.
-Wiesz...-zaczęłam nieśmiało- wtedy...jak jechałam do ciebie...jak byłam taka przejęta...uświadomiłam sobie, że jesteś dla mnie ważny. Bardzo..i ..że mi na Tobie zależy. Nie jak na koledze, przyjacielu..Tylko coś więcej...-przełknęłam ślinę- wiem, że to głupie. Bo gdybym zrozumiała to już przedtem nie doszło by do tego wypadku. I byłbyś szczęśliwy i cały... I..jeśli teraz powiesz, że tobie..no wiesz..już na mnie nie zależy, to zrozumiem. Bo po tym wszystkim, co ci powiedziałam, co zrobiłam..nie zdziwiłabym się, gdybyś teraz zmienił zdanie...-spuściłam wzrok.
Ale w tej chwili zauważyłam, że przekłada w moją stronę jego drugą rękę. Nie wiedziałam, po co to robi, przecież był osłabiony i trzeba było, żeby leżał nie robiąc zbyt szybkich ruchów. Wtem spostrzegłam, że już jego dwie dłonie trzymają moją i gładzą ja. Aww, to było takie słodkie. Takie prze kochane uczucie. Moja serce biło jak szalone.
-Żartu..ujesz?- zapytał cicho.
Jego głos był ochrypły...do tego co kilka sylab przerywał mówienie by wziąć oddech, nabierając sił.
-Tylko..Justin..ja nie chcę, żebyś myślał, że jestem z tobą, bo wiesz.. miałeś wypadek, jesteś w złym stanie i w ogóle. Nie. Bo to nie prawda. Wtedy, jak do mnie przyszedłeś. Przed wypadkiem. Jak kazałeś mi wytłumaczyć, dlaczego nie możemy być razem... nie wiedziałam, co powiedzieć. Bo tak naprawdę chciałam dać nam szansę. Ale się bałam...Nadal się boje. Tego wszystkiego co by było, gdybyśmy się związali. Przecież twoje życie totalnie różni się od mojego. Jesteś w centrum uwagi, na każdym kroku mogą się sfotografować. A ja do tego nie przywykłam i pewnie nigdy tego nie zrobię. Ale najgorsze było by to, że byłabym hejtowana. I to bardzo.. przecież sam wiesz o tym najlepiej.
-Alee.e...moje-e.. be..elie..eber..ss by zrozu..umiałyy..bo..o on..ee chcą..żeby.ym był szczęś..liwy.yy-powiedział cicho, przerywając wyrazy.
-Ale wiesz...moja rodzina też nie jest tym zadowolona...ja nie wiem, jak to będzie...- przejęłam się.
-ej...przecież...sie.edzimy w tyym raze.em...damy radę- powiedział, jakby mocniejszym głosem.
I w tej sekundzie delikatnie wziął swoją dłoń i położył ja na moim zimnym policzku. Odgarnął powoli moje włosy za ucho i dotknął mojej wargi. Miał bardzo ciepłe i miłe dłonie.
-Jesteś najwspanialszą dzie...ewczyną na świecie...-uśmiechnął się leciutko.
'omg,omg'- moje myśli krążyły wokół tego, jaki to on jest słodki.
-A teeraz..mogę cię..o coś prosić?- zapytał.
-No jasne.
-Weź proszę moją komórkę z szufladyy...i wejdź na twitter.aa...ja niee..dam rady..więc napiszesz za mnie..do..obrze?
-Tak..to co mam napisać?
-Napiisz..tak... Beliebeers...wszy.yystko jes.st juuż dob..brze...pe.ewnie myślicie.ee że źle mi tut.aaj w szpita.aalu..ale.e to nie.e prawdaa. Jestem szczęśliwyy bo jest zee mną najważniejszaa osobaa w moim życiu..i właśnie too za mnie dlaa waas piszze,bo ja jestem jeszcze za słaaby...
-Justin! -uśmiechnęłam się, spoglądając na niego... - jesteś kochany.
_____________________________________
no to jest 10 rozdział ♥ podoba się? komentujcie. Stała umowa. 3 komentarze = kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie ma dużo błędów.
Z sali wyszedł lekarz i od razu spojrzał na mnie.
-Dzień dobry - powiedziałam.
-Witam. Kim pani jest? -zapytał.
-Jestem... - popatrzyłam na Justina przez szybę - dziewczyną Justina. Co z nim?
Wiedziałam, że nie mówię do końca prawdy ale tylko tak udało mi się dowiedzieć, w jakim jest stanie. Inaczej pewnie nawet nie mogłabym wejść do niego na salę. Ale poniekąd to..gdybym wtedy mu nie odmówiła możliwe, że teraz bylibyśmy razem, więc to nie jest takie do końca kłamstwo.
-Na pewno? Bo wiele dziewczyn było tu i mówiło to samo.
Spuściłam wzrok. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Byłam zakłopotana. Nie mogłam powiedzieć, że naprawdę, bo przecież bym skłamała...
-Dobrze... Jego stan jest stabilny. Przeszedł operację i mamy nadzieję, że z tego wyjdzie-odpowiedział.
Chyba zobaczył, ze na prawdę Justin jest dla mnie ważny i mi bliski.
- Więc..mogę do niego wejść? -zapytałam z nadzieją na pozytywną odpowiedź.
-Tak, ale tylko na chwilkę. Jest jeszcze osłabiony.
Powiedział doktor i szybko zniknął mi z oczu. Chciałam jak najszybciej wejść na salę. Podeszłam do szyby i spojrzałam na niego jeszcze raz. Musiałam się ogarnąć, żeby nie wyglądać jak strach na wróble. Nie liczył się dla mnie wygląd, tylko stan Justina. Ale równocześnie nie mogłam wejść tam cała we łzach, bo nie chciałam, żeby się zasmucił. Przetarłam oczy i lekko otworzyłam drzwi. Popatrzyłam na łózko. Leżał bokiem, odwrócony w przeciwną stronę. Widziałam jego twarz..całą posiniaczoną...Strasznie było na niego patrzeć..Kilka łez spłynęło mi po policzkach. Podciągnęłam nos, co właśnie usłyszał. Delikatnie odwrócił się w moją stronę i momentalnie na jego twarzy pojawił się uśmiech. To był najpiękniejszy uśmiech na świecie. Mimo, że miał przeciętą wargę, posiniaczoną twarz i sine powieki to się uśmiechał. To było niesamowite. Podeszłam do stołka obok łóżka i usiadłam na nim.
-Tak się bałam...- powiedziałam przejęta- tak strasznie się bałam...
Znowu popatrzył na mnie. Pomimo tego, że źle wyglądał i był osłabiony to czułam, że jest szczęśliwy.
-Wszystko już jest dobrze...- powiedział cicho.
Widać było, że jest jeszcze słaby, ale dał radę normalnie mówić i się powoli poruszać. W tej chwili weszła na salę pielęgniarka.
-Proszę już iść. Trzeba dać chłopakowi odpocząć - powiedziała miło.
Pokiwałam głową i wstałam z krzesła.
-Przepraszam..Przyjdę do ciebie niedługo - powiedziałam do Justina.
On tylko mrugnął oczami jaki odpowiedź, pomachałam mu i wyszłam. Wróciłam do domu w taki sam sposób, jak przedtem - taksówką. Otworzyłam drzwi do domu, gdy nagle usłyszałam gniew rodziców. No to się zaczęło.
-Gdzie byłaś?
-Nic nam nie mówiłaś, o tym, że gdzieś idziesz! Trzeba było nas uprzedzić, nawet nie wiesz, jak się martwiliśmy.
-No mów, gdzie byłaś?!
Wprost genialnie.
Camilla próbowała załagodzić sprawę mówiąc, że potrzebuję trochę prywatności, ale to było na nic. Chcieli się dowiedzieć, gdzie pojechałam. Nie mogłam ich okłamać, bo wiem, że to by się źle skończyło... Jednym słowem musiałam powiedzieć im całą prawdę.
-Byłam w ...em...w szpitalu- wydukałam.
-Gdzie?! -zapytali zdziwieni.
-No w szpitalu. Musiałam kogoś odwiedzić.
-Kogo?
-Musimy o tym gadać?
-Tak, mów zaraz kogo musiałaś odwiedzić w szpitalu.
-Justina...Justina Bieber'a - powiedziałam niechętnie.
-Jego? Ale czekaj czekaj..po co? Jak się tam dostałaś?
-Bo my..ten tego się..znamy...
-Znacie? Zaraz, nie mów mi tylko, że coś cię z nim łączy. Nawet nie chcę tego słuchać.
-No widzisz?! Dlatego nic ci nie mówiłam. O tym, że parę razy się spotkaliśmy. Wiedziałam, że tak zareagujesz! Tym razem musiałam do niego pójść. Miał wypadek. Nie mogłam siedzieć bez czynnie w domu!
-To był ostatni raz, kiedy się z nim spotkałaś!
-Nie będziesz mi rozkazywać! - krzyknęłam i pobiegłam na górę.
Wiedziałam, że coś będzie musiało prędzej, czy później się popsuć. Przecież było by za idealnie.
Strasznie się wkurzyłam. Musieli zepsuć mi dzień. Ale to nie był koniec problemów.
Wieczorem sprawa się załagodziła więc zeszłam na dół. Tata włączył wiadomości. Byłam pewna, ze zaraz powiedzą coś o Justinie, że jego stan się poprawia itp. Czekałam tylko na to. Siedziałam spokojnie gdy nagle usłyszałam '' WCZORAJ JUSTIN BIEBER MIAŁ OPERACJE. JEGO STAN POPRAWIAŁ SIĘ Z GODZINY NA GODZINĘ. NIESTETY DZISIAJ PO POŁUDNIU LEKARZE MUSIELI PODJĄĆ KOLEJNĄ OPERACJĘ. U JUSTINA POJAWIŁ SIĘ KRWIAK. JEDYNĄ OPCJĄ BYŁ ZABIEG."
Miałam łzy w oczach. Po raz kolejny moje życie stanęło pod znakiem zapytania. Nie mogłam go stracić...Nie mogłam.
"OPERACJA NADAL TRWA. WIĘCEJ O STANIE ZDROWIA MŁODEJ GWIAZDY POWIEMY JUTRO."
W momencie z moich oczu zaczęły spływać potoki łez. Nie umiałam nad tym zapanować. Przecież jeszcze rano u niego byłam. Jego stan był stabilny, wszystko szło w dobrym kierunku, a tu o. Super. Pobiegłam na górę, bo ostatnie, czego teraz chciałam to słuchanie przemowy rodziców. Położyłam się na łóżku. Miałam nadzieję, że operacja się uda. Nie mogłam go teraz stracić. Był dla mnie ważny. Żałuje, że dopiero teraz sobie to uświadomiłam. Gdyby wcześniej to do mnie dotarło, to ten cały wypadek się nie wydarzył.
Ze snu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Wzięłam go do ręki i nie patrząc na wyświetlacz odebrałam.
-Dzień dobry. Mishinka Tien? - usłyszałam poważny głos.
-Tak, to ja- odpowiedziałam trochę nie świadoma kto mówi.
-Z tej strony doktor Louis. Mam dla pani informacje o pani chłopaku. Otóż wczoraj przeszedł drugą z kolei operację. Tym razem była ona poważniejsza. Jednakże wszystko poszło zgodnie z planem i nie było żadnym komplikacji. Jego stan jest stabilny, a jego życiu nie zagraża już jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Będzie pani mogła odwiedzić go wieczorem, jednakże uprzedzam, że jest jeszcze bardzo słaby.
-Dobrze. Dziękuję bardzo -odpowiedziałam, po czym rozłączyłam się.
W tym momencie przypomniałam sobie właśnie, że ostatnim razem, gdy odwiedziłam Justina podałam doktorowi swój numer komórki, na wypadek czegoś.
Tak strasznie ucieszyłam się, jak usłyszałam, że operacja się powiodła i nic już mu nie zagraża.
Na prawdę przez chwilę wczoraj myślałam, że mogę go stracić. Nie przeżyłabym tego. Pójdę dzisiaj go odwiedzić. Pewnie się załamię, jak go zobaczę ale nie ma co myśleć. Muszę go odwiedzić. Wiem, że rodzice nie będą zadowoleni, ale nie dam tak łatwo za wygraną.
~~~~~~~~~~
-Mamo, wychodzę-krzyknęłam, mając nadzieję, że mnie nie zatrzyma.
-Gdzie i kiedy wrócisz?- zaczęła przesłuchanie.
-Powinnaś wiedzieć gdzie. A kiedy wrócę to nie wiem. Jak coś zadzwonię.
Znów zaczęła mi wmawiać, że to zły pomysł, ale nie miałam ochoty tego słuchać. Pożegnałam się i wyszłam.
-Tato, podwieziesz mnie?-zapytałam.
-Pewnie, córcia. Idziesz na zakupy?- uśmiechnął się zaciekawiony.
-Nie. Do szpitala. I daruj sobie kazanie, mama już cię uprzedziła.
-Wcale nie miałem zamiaru prawić ci kazania.
-Nie?- zdziwiłam się.
-Nie. Rozumiem cię. Masz prawo być szczęśliwa. A jeśli on leży w szpitalu musisz go odwiedzić. Ja też bym tak zrobił, gdyby w młodości coś stało się mamie. Wiem, jak to przeżywasz i nie chcę sprawiać ci dodatkowego bólu.
-Ojej, dziękuję- przytuliłam go-A..mógłbyś porozmawiać o tym z mamą?
-Zobaczymy, co da się zrobić- puścił mi oczko.
Po raz kolejny tata mnie rozumiał, w przeciwieństwie do mamy. Ale może jakoś ją przekona. Mam nadzieję.
-Trzymaj się. Pamiętaj, że wszystko będzie dobrze. Pozdrów ode mnie tego Twojego Justinka -ponownie puścił mi oczko, a ja wysiadłam z auta.
Weszłam na piętro i od razu zauważyłam lekarza. Przywitałam się i
-Mogę wejść do Justina?- zapytałam.
-Jest jeszcze bardzo osłabiony, ale proszę- uśmiechnął się.
Czułam, że lekarz prowadzący lubi nastolatków, a w tym Justina. Był bardzo miły zawsze, gdy do niego przychodziłam.
Podeszłam do drzwi na salę. Nie zerknęłam nawet przez okno, tylko delikatnie uchyliłam drzwi. Zobaczyłam go. To nie był miły widok. Zabolało mnie to, strasznie. Justin wyglądał jeszcze gorzej, niż przedtem. Widać było, że po tych dwóch operacjach jest bardzo osłabiony i wycieńczony. Jego twarz była cała blada i dalej posiniaczona (no umówmy się, przecież siniaki nie znikają po dwóch dniach), jego warga dalej była przecięta. Może mi się wydawało, ale wyglądał na chudszego niż przedtem. Nie, na pewno to tylko moje złudzenie. Jednakże jego ręce, a co za tym szło bardziej dłonie były dość sine, nie miałam pojęcia dlaczego. No nic, zapytam później lekarza. Zrobiło mi się go tak strasznie szkoda..Gdyby nie ten głupi wypadek to byłby teraz radosny, bez żadnej skazy... Znów z oczu zaczęły lecieć mi łzy. Tym razem to były trochę łzy szczęścia jak i rozpaczy. Z jednej strony cieszyłam się, że już wszystko zmierza ku dobremu, ale z drugiej wyglądał tak strasznie mizernie..Aż mnie coś w sercu zaczęło kuć. Usiadłam na stołku zaraz obok łózka. Delikatnie położyłam swoją dłoń na jego. Nie ruszył się. Chyba spał. Oparłam głowę o łóżko. Nawet nie zauważyłam, kiedy całe nasze dłonie zostały zalane moimi łzami. Szybko podniosłam się i wtem zobaczyłam, że Justin się ruszył. Powoli obrócił głowę w moją stronę. Było widać, że jest mu ciężko jakkolwiek się poruszyć. Znowu do oczu napłynęły mi łzy. Tym razem to raczej łzy ulgi. W końcu zobaczyłam go..Całego... Popatrzył na mnie.
-Justin ... tak strasznie się bałam..że cię stracę..Że już nigdy cię nie spotkam, nie zobaczę, nie porozmawiamy..Nie wybaczyłabym sobie tego. W końcu to wszystko przeze mnie. Ten cały wypadek. Rozumiesz? Przeze mnie. Gdyby nie ja..Nie doszło by do tego wypadku. Byłbyś teraz szczęśliwy. A co jest? Leżysz w szpitalu..przeze mnie.
-Nie-e-ee...-mruknął cicho.
-Przepraszam cię Justin. Przepraszam za wszystko. Za to ostatnie zdarzenie. Za to, co powiedziałam. Wcale tego nie chciałam, nie uważałam tak. To..sama nie wiem, dlaczego tak zareagowałam... Mogłam z tobą spokojnie porozmawiać, a nie. Wcale nie chciałam, żeby to się tak skończyło..Wybacz mi, proszę.
Widziałam, że w tamtym momencie chciał się uśmiechnąć. Nie wyszło mu to za dobrze ale i tak bardzo mnie to wzruszyło.
-Wtedy... gdy ode mnie pojechałeś..Zrozumiałam, ze nie powinnam się tak do ciebie odezwać.. Dlatego dzwoniłam..parę razy. ale nie odbierałeś. Pomyślałam, że nie chcesz mnie już znać..I dałam spokój. Ale później usłyszałam w wiadomościach, że miałeś wypadek. Załamałam się. To był najgorszy moment w moim życiu. Myślałam, że cię stracę. Na zawsze... Ale ty byś mnie nie opuścił, prawda?- spojrzałam na niego, chociaż wcale nie oczekiwałam odpowiedzi.
Mrugnął oczyma na znak potwierdzenia.
Wahałam się nad tym, ale wzięłam się na odwagę i przyłożyłam swoją dłoń do jego dłoni.
Spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, jakby nie dowierzając, że to zrobiłam. Kilka razy delikatnie pogładził moją rączkę kciukiem, to było takie słodkie.
-Wiesz...-zaczęłam nieśmiało- wtedy...jak jechałam do ciebie...jak byłam taka przejęta...uświadomiłam sobie, że jesteś dla mnie ważny. Bardzo..i ..że mi na Tobie zależy. Nie jak na koledze, przyjacielu..Tylko coś więcej...-przełknęłam ślinę- wiem, że to głupie. Bo gdybym zrozumiała to już przedtem nie doszło by do tego wypadku. I byłbyś szczęśliwy i cały... I..jeśli teraz powiesz, że tobie..no wiesz..już na mnie nie zależy, to zrozumiem. Bo po tym wszystkim, co ci powiedziałam, co zrobiłam..nie zdziwiłabym się, gdybyś teraz zmienił zdanie...-spuściłam wzrok.
Ale w tej chwili zauważyłam, że przekłada w moją stronę jego drugą rękę. Nie wiedziałam, po co to robi, przecież był osłabiony i trzeba było, żeby leżał nie robiąc zbyt szybkich ruchów. Wtem spostrzegłam, że już jego dwie dłonie trzymają moją i gładzą ja. Aww, to było takie słodkie. Takie prze kochane uczucie. Moja serce biło jak szalone.
-Żartu..ujesz?- zapytał cicho.
Jego głos był ochrypły...do tego co kilka sylab przerywał mówienie by wziąć oddech, nabierając sił.
-Tylko..Justin..ja nie chcę, żebyś myślał, że jestem z tobą, bo wiesz.. miałeś wypadek, jesteś w złym stanie i w ogóle. Nie. Bo to nie prawda. Wtedy, jak do mnie przyszedłeś. Przed wypadkiem. Jak kazałeś mi wytłumaczyć, dlaczego nie możemy być razem... nie wiedziałam, co powiedzieć. Bo tak naprawdę chciałam dać nam szansę. Ale się bałam...Nadal się boje. Tego wszystkiego co by było, gdybyśmy się związali. Przecież twoje życie totalnie różni się od mojego. Jesteś w centrum uwagi, na każdym kroku mogą się sfotografować. A ja do tego nie przywykłam i pewnie nigdy tego nie zrobię. Ale najgorsze było by to, że byłabym hejtowana. I to bardzo.. przecież sam wiesz o tym najlepiej.
-Alee.e...moje-e.. be..elie..eber..ss by zrozu..umiałyy..bo..o on..ee chcą..żeby.ym był szczęś..liwy.yy-powiedział cicho, przerywając wyrazy.
-Ale wiesz...moja rodzina też nie jest tym zadowolona...ja nie wiem, jak to będzie...- przejęłam się.
-ej...przecież...sie.edzimy w tyym raze.em...damy radę- powiedział, jakby mocniejszym głosem.
I w tej sekundzie delikatnie wziął swoją dłoń i położył ja na moim zimnym policzku. Odgarnął powoli moje włosy za ucho i dotknął mojej wargi. Miał bardzo ciepłe i miłe dłonie.
-Jesteś najwspanialszą dzie...ewczyną na świecie...-uśmiechnął się leciutko.
'omg,omg'- moje myśli krążyły wokół tego, jaki to on jest słodki.
-A teeraz..mogę cię..o coś prosić?- zapytał.
-No jasne.
-Weź proszę moją komórkę z szufladyy...i wejdź na twitter.aa...ja niee..dam rady..więc napiszesz za mnie..do..obrze?
-Tak..to co mam napisać?
-Napiisz..tak... Beliebeers...wszy.yystko jes.st juuż dob..brze...pe.ewnie myślicie.ee że źle mi tut.aaj w szpita.aalu..ale.e to nie.e prawdaa. Jestem szczęśliwyy bo jest zee mną najważniejszaa osobaa w moim życiu..i właśnie too za mnie dlaa waas piszze,bo ja jestem jeszcze za słaaby...
-Justin! -uśmiechnęłam się, spoglądając na niego... - jesteś kochany.
_____________________________________
no to jest 10 rozdział ♥ podoba się? komentujcie. Stała umowa. 3 komentarze = kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie ma dużo błędów.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥
swietne, ale mam problem. ja pisze opowiadanie do przodu caly czas i od 9 do 11 rozdzialu mam prawie tp samo. ej, jak mozesz telepatyczne krasc mi pomysly? haha. tylko, ze u mnie Justin zostanie zadzgany nozem, ale tez potem bedzie pisal na TT Do believers. fajne masz to opowiadanie, ale troche chyba za duzo uczuc. pozdrawiam.:-D
OdpowiedzUsuńmiss-hanuss.blogspot.com
serio? :o hahahah xd + w jakim sensie za dużo uczuć? :)
UsuńU mnie nowy rozdział. Już 7^^ + Nom trochę, bo jakoś wiesz... Dodałabym więcej akcji... Znaczy jest super jak dla mnie, ale czasami powtarzasz się, np "To moja wina, że leży w szpitalu"- powtórzyłaś to chyba 5 razy, ale ja już to wiem, co czuję^^ Nie piszę tego, by cie obrazić, bo kocham twojego bloga i czytam każdy rozdział, ale wiesz... Zawsze najlepiej jest jak czasami jest trochę krytyki, bo wiesz nad czym pracować. Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział^^ Mam nadzieję, że skomentujesz mój siódmy^^
Usuńtak, wiem i bardzo Ci dziękuję :)
Usuńna pewno skomentuję :D
Super opowiadanie słońce! ♥
OdpowiedzUsuńI gratuluję wyświetleń! :*
Normalnie aż zazdroszę :p.
@naulinaa. xx
super to opowiadanie
OdpowiedzUsuńKocham to *.* Czekam na nexta :) kiedy następny ? :3
OdpowiedzUsuńzaczynam pisać. Myślę, że pod koniec tego tygodnia uda mi się dodać :3
UsuńEiii, kochana! Co jest. Codziennie sprawdzam bloggera, czy jest nowy rozdział, a ty codziennie brak... Eii, wiem, że długo pisze się rozdział, ale zrób to dla mnie i się trochę spręż, bo czekam^^ Mam nadzieję, że obudziłam twoją wenę, czy też zachęciłam cię do napisania tego rozdziału^^ A propo... Mam zamiar zadedykować 10 rozdział dla cb na moim blogu^^ Tylko muszę go napisać...Hahaha^^ POzdrawiam;**
OdpowiedzUsuńmiss-hanuss.blogspot.com
właśnie piszę :3 myślę, że jak nie dzisiaj to jutro się pojawi :D aww, naprawdę? *.* jeeju, kochana jesteś :*
Usuń